Strona główna / Na czasie / Projekt eClicto w opinii wydawcy
piątek 29 styczeń 2010 | Robert Kamiński
Projekt eClicto w opinii wydawcy
Wśród potencjalnych odbiorców polski czytnik ebooków – eClicto – wzbudził niemałe kontrowersje. Czy ebook jest w stanie zastąpić tradycyjną książkę? Postanowiliśmy sprawdzić jak projekt Kolportera postrzegają wydawcy.

Rozmowę przeprowadziliśmy z Januszem Fajferem – wydawcą z oficyny RM, znanej między innymi z serii książek „Dla Opornych”.

RK: Jak oceniasz szanse powodzenia projektu eclicto jako platformy dystrybucyjnej?

eclictoJF: Stwierdzenie o wypieraniu tradycyjnych mediów przez media elektroniczne jest już dzisiaj banałem. Tutaj już nie ma pytań na temat szans powodzenia projektów elektronicznych - mamy do czynienia z ustalonym kierunkiem rozwoju. Nie ma więc pytania czy? Jest pytanie kiedy, a raczej jak szybko?

Szanse szybkiego rozwoju projektów zastąpienia tradycyjnego czytelnictwa na takie, z użyciem elektronicznych czytników można upatrywać w barierach użytkowania – nazwijmy to – nośników papierowych, a przede wszystkim w słabościach funkcjonowania rynku wydawniczo-czytelniczego. Mogę się tutaj wypowiadać jedynie na temat rynku książki i w jego ułomnościach widzę szansę powodzenia takich projektów jak eClicto. Trzeba jednocześnie podkreślić, że tak naprawdę powodzenie jest związane z pierwszeństwem reakcji na potrzeby wydawców i czytelników. Wygrają przedsięwzięcia, które pierwsze zaoferują:

  • istotnie ciekawsze warunki handlowe niż te w transakcjach „analogowych”
  • sprawny system dystrybucyjny

Przykładem może być tutaj funkcjonowanie e-księgarń. Wszystkie wymienione wyżej uwarunkowania zadecydowały o sukcesie sprzedaży przez Internet. Ale, co charakterystyczne - jak pokazuje przykład rynku amerykańskiego i nawet polskiego, pierwsze firmy realizujący swoje przedsięwzięcie należą dzisiaj do czołówki.

RK: W czym przejawiają się zalety „cyfrowej książki”?

JF: Zalety użytkowe wiążą się przede wszystkim z łatwością pozyskania książki. W przeciwieństwie do książki papierowej, zakup jej wersji elektronicznej nie wymaga udania się do księgarni. I to czasami dwa razy. Po raz pierwszy żeby usłyszeć ‘nie ma, ale za trzy dni będzie’. Drugi raz właśnie za trzy dni. Nie wymaga oczekiwania na listonosza lub kuriera (jak w wypadku zakupów przez Internet).

Inna kwestia to zalety ergonomiczne samego czytnika, ale o tym niżej.

I na tym koniec z punktu widzenia czytelnika. Z punktu widzenia producenta książki (wydawcy) w rynku elektronicznym upatruję więcej szans niż elementów, które mogłyby wydawcom zaszkodzić.

  • Po pierwsze, odpadają problemy i koszty związane z wytworzeniem tradycyjnej książki. Cała gama działań wydawniczych związanych z poligrafią pozwoli zwiększyć tempo i zmniejszyć koszty (papier, druk oprawa). Do tego odpadają koszty magazynowania i logistyki związanej z dystrybucją.
  • Po drugie, odpadają wszelkie koszty i problemy z mocno kulejąca polską rzeczywistością rynku redystrybucji książki.
  • Po trzecie, czytelnik staje się rzeczywistym podmiotem działań wydawniczych przez wyeliminowanie licznych ogniw pośredniczących na tym rynku. Dzisiaj jest z tym bardzo różnie.

RK: Czy można zastąpić tradycyjny model dystrybucji?

JF: Z powyższego wynika, że jest to najprostsza metoda dystrybucji tekstu. Jeśli wydawcy otrzymają wysoce profesjonalne narzędzie do sprzedaży książek w postaci renomowanej na rynku firmy dystrybutora, to kłopoty z pojemnością magazynu, dostawami, zwrotami, tak zwanym miejscem na półce księgarskiej - przestaną istnieć. A przy obniżonej cenie egzemplarza korzyści dla wszystkich stron są ewidentne – przy założeniu, że obniżona cena jest ustalona na poziomie rzeczywiście zwiększającym sprzedaż. Niestety, ostatnie doświadczenia rynku muzycznego wskazują, że mimo wysiłków rynku elektronicznego cena jest nadal barierą popytową.

RK: Czy ebook jest w stanie zastąpić tradycyjną książkę?

JF: Zdecydowanie nie. Współczesny samochód nie wyeliminował roweru czy konia jako środka lokomocyjnego. Wręcz, obserwujemy renesans ich używania. Oczywiści zmieniła się skala, rola i przeznaczenie. Transatlantyk też dzisiaj nie służy do pokonywania dystansu międzykontynentalnego. Płyty winylowe nadal są tłoczone. Książka w swej tradycyjnej formie nadal będzie dobrem poszukiwanym z prostej racji. Ksiązka od czasów Gutenberga to nie tylko treść ale i forma. To rodzaj oprawy, format, użyty papier – to elementy, które podkreślają treść w niej zawartą. Elektroniczny czytnik nigdy nie będzie pachniał farbą drukarską, no i nie da się w nim wysuszyć polnego kwiatka.

RK: Jak oceniasz samo urządzenie? Wady? Zalety?

JF: Mimo różnych opinii eClicto, moim zdaniem nie jest produktem gorszym od podobnych, funkcjonujących na rynku, tylko z powodu braku funkcji, w które tamte są wyposażone. Prostota jest tutaj zaletą. Własności użytkowe (opcje) urządzenia związane z podstawowym jego przeznaczeniem są całkowicie wystarczające. Lekkość i poręczność, no i wygoda w podróży i na wakacjach – można z sobą zabrać całą bibliotekę w razie niepogody – to ważne cechy eClicto. Prostota obsługi i pozbawienie urządzenia wielu funkcji, które mają inne czytniki to moim zdaniem właśnie jego zaleta. Może jestem staroświecki, ale telefon dla mnie to środek do komunikowania się, a od elektronicznego czytnika wymagam żeby zastąpił „żywa” książkę. Wszelkie dodatkowe funkcje sprzyjają jedynie usprawiedliwieniu wysokiej ceny i czynią urządzenie „weselszym gadżetem”.

Wadą jest dalej zbyt wysoka cena, i jednocześnie wysoka cena ebooków. Jeśli policzymy, że cena tego ostatniego sięga 95% kosztu zakupu tradycyjnej książki, to statystycznie 400-450 zakupiony tytuł wyrównuje koszt. Przy założeniu, że statystyczny Polak wydaje 100 zł na książki (wliczając w to podręczniki i publikacje dołączane do prasy) to ta relacja moim zdaniem grzebie projekt. A raczej plasuje eClicto w rzędzie sympatycznych, drogich, mało używanych gadżetów.

Pewnym kłopotem zapewne będzie też konieczność odbezpieczenia plików w sytuacji zaginięcia lub uszkodzenia czytnika. Dystrybutor musi liczyć się z ewentualnością szybkiej reakcji na takie sytuacje.

RK: Jakie widzisz zagrożenia dla tego typu projektów?

JF: Wysoka cena jest istotną barierą dla rozwoju tego rynku. Należy tutaj jeszcze raz przywołać doświadczenia z rynku muzycznego. Internetowa sprzedaż plików muzycznych zanika z powodu wysokiej ceny za ściągnięcie.

Istotnym zagrożeniem jest masowe zjawisko pozyskiwania plików z Internetu bez wnoszenia opłat lub możliwość wielokierunkowego użytkowania zakupionego pliku. Myślę, że rynek ebooków może dobrze funkcjonować przy tym zjawisku tylko pod warunkiem że

  • użytkownik kupuje ebooki za niską cenę (relacja do ceny tradycyjnej ksiązki powinna być bardziej odczuwalna)
  • czytelnik otrzymuje atrakcyjnie wysoką jakość użytkową pliku
  • pliki będą skutecznie zabezpieczone, ale tak, by nie przeszkadzało to w typowym ich użytkowaniu
  • czytelnicy-użytkownicy będą uczestnikami różnorodnych programów lojalnościowych i innych sprzedażowych. Mam na myśli działania podobne do realizowanych w funkcjonujących klubach książki.

I na koniec generalna uwaga. Sprzedaż książek rządzi się swoimi prawami. Podobieństwo do innych rynków wynika jedynie z roli ceny i jakości produktu. Reszta jest specyfiką rynku wydawniczego, z której zdają sobie sprawę prawdziwi księgarze i tzw. ludzie książki. Jeśli na dłuższą metę zapomnimy, że nie sprzedajemy pietruszki, komputerów czy samochodów tylko książkę – ten projekt ma szansę powodzenia.

RK: na ile Twoje wydawnictwo jest zainteresowaną taką formą dystrybucji?

JF: Sadzę, że dzisiaj wykazywanie braku zainteresowania przez wydawców sprzedażą ebooków jest chowaniem głowy w piasek. Wydawcy muzyczni dotąd właściwie nie zareagowali na wynalazek mp3. Ponoszą tego konsekwencje. Stąd jesteśmy wydawnictwem skrupulatnie przyglądającym się zmianom i otwartym na rzetelne oferty.

Recenzja czytnika eClicto 

Podobne artykuły
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej