Strona główna / Na czasie / Poroniona ustawa medialna bez korzyści  
piątek 18 marzec 2011 | Cezary Tchorek-Helm
Poroniona ustawa medialna bez korzyści  
Ostatnie dni to festiwal oświadczeń, enuncjacji, inicjatyw, analiz i komentarzy. Wszystkie dotyczą powszechnie krytykowanego projektu włączenia dla regulacji obejmującej radiofonię i telewizję – dostawców treści wideo publikowanych w Internecie. Skala przebiega od początkowego i powszechnego larum o próbach wprowadzenia cenzury i od hoc organizowanych akcjach „wpisz się i zaprotestuj” do stwierdzeń o możliwości zniszczenia wielu tysięcy przedsiębiorców wieszających w sieci filmy. Nikt jednak nie mówi najważniejszego…

Prezes Rady Ministrów odwołał już swoją akceptację i poparcie dla rozwiązania rzekomo wymaganego przez prawo Unii Europejskiej. Szybko poszło, można powiedzieć, ale clou jest nie w szybkości, z jaką rząd się wycofuje, ale w kompletnej degrengoladzie pojęć oraz przekazie medialnym. Do tego sprawa najważniejsza: wszystkie komentarze z uporem maniaka mówią o „przepisie”, „prawie”, „ustawie”, „legislacji” czy „regulacji” – niezwykle rzadko wspominając, że chodzi o   p r o j e k t    legislacji będącej częścią projektu ustawy o radiofonii i telewizji. Prawo wprowadza ustawą Sejm i Senat a nie administracja czy posłowie. Interesariusze jednak wolą szum i krzyk, bo wtedy łatwiej wywiera się presję na konkretne rozwiązania.  

Co to jest VOD?

Legislatorzy w administracji publicznej postawili (zaniechanie czy świadomy wybór takiej opcji?) znak równości pomiędzy VOD a telewizją czy filmem wideo w Internecie. Jak wiadomo VOD to Video on Demand czyli typ biznesu, który polega na płatnym dostarczaniu treści rejestrowanych w technice filmowej. Trzeba być kompletnym idiotą, aby postawić znak równości pomiędzy de facto wypożyczalnią filmów w Internecie a przedsiębiorstwem, które zamieszcza treści wideo w sieci. Większość treści wideo jest bezpłatna, więc odpada kryterium korzyści biznesowej i „wypożyczenie”, jako proces bo odtwarzając za free w Internecie nic przecież nie wypożyczam.

Dlaczego warto badać skutki legislacji ex ante?

Brzmi górnolotnie, ale jest proste jak srebrne włosy „Pięknego Czarka” z resortu kolejnictwa. Że nie ma takiego resortu? Oczywiście, że jest tylko nazywa się inaczej.

  • Wracając do rzeczy - każdy projekt rozwiązania prawnego należy sprawdzić powszechnie znanymi i dostępnymi metodami pomiarowymi tak, aby wiedzieć, co może grozić gdyby posłowie mieli ochotę uchwalić, jako ustawę coś, co absolutnie do tego się nie nadaje. Do tego najważniejsze: gdzie jest korzyść (społeczna) z uchwalenia konkretnego rowiazania prawnego? Jak się zamyka oczy na to pytanie to efekt jest właśnie taki jaki widzimy na przykładzie cytowanym.
  • Dopiero po ocenie skutków regulacji, w skład, której wchodzą ocena wpływu oraz analiza kosztów i korzyści, administracja może cokolwiek postulować i proponować ustawodawcy. Zawsze jednak jest to ciągle, i tylko projekt, a nie żadne tam prawo. Na marginesie: zmiany w OFE to tez tylko projekt, który bez wątpienia utonie w Sejmie, wiec mówienie że „rząd wprowadza zmianę przepisów o OFE” jest niepoważne i zatrąca opuszczaniem lekcji w szkole oraz studiach.  

Nic dziwnego, więc, że zaprotestowali faktycznie chyba wszyscy zainteresowani oraz interesariusze. Krytyka powszechna, chociaż mogę powiedzieć, że merytorycznie najbardziej przemówiła do mnie ta sformułowana przez Krajową Izbę Gospodarczą. KIG wskazał na błędne interpretacje dyrektywy 2010/13/UE zawinioone oczywiście przez administrację rządową, nieczuła na powszechnie formułowaną krytykę.

Przedsiębiorco nie bój się głupoty administracji (rządowej)

  • Jest wiele poziomów kontroli nieobliczalnych pomysłów na zmianę prawa dla samej zmiany lub dla zmiany rzekomej. Jest RCL, czyli Rządowe Centrum Legislacji, ale komórka ta jakoś ostatnio nie jest zbyt widoczna, szczególnie w mediach. Jeśli weźmie się pod uwagę, że RCL ma właśnie być katalizatorem i kontrolerem planowanych zmian w prawie, to nie można się tej ciszy dziwić. Gdyby sprawdzali uważnie to, co najmniej połowy projektów zmian nie byłoby wcale.
  • Innym poziomem kontroli projektów są resorty przygotowujące projekty rozwiązań prawnych. Z powodu niesłychanej presji czasowej wywieranej przez czynnik polityczny (premier i reszta), resorty nie mają czasu na poprawne i czasochłonne stosowanie standardowych technik legislacyjnych. To prowadzi do bubli i awantur jak ta o rzekome zmiany w Internecie.
  • Jest jeszcze sejmowe Biuro Analiz, ale jak wiadomo administracja jest mądrzejsza. No, najmądrzejsi są oczywiście posłowie, ale „nie róbmy z tego zagadnienia”.

Czy firma (przedsiębiorca) ma się bać?

Absolutnie nie, jak dowodzi tego cykl życia pomysłu na zmiany prawne wideo w Internecie. Jak bowiem możemy sobie wyobrazić w praktyce (gdyby jednak polski Parlament przyjął zmiany) rejestrowanie każdego przedsiębiorstwa w KRRiT, które opublikowało co najmniej dwa klipy internetowe? Ilu urzędników sprawdzałoby czy faktycznie firma zarabia na tych klipach oraz czy stan faktyczny jest identyczny ze stanem opisanym we wniosku przedsiębiorcy? A odwołania? A anonimy, które co tu kryć – uwielbiamy?

Nie – to wszystko poroniony pomysł i nie ma, co zawraca sobie nim głowy. A jeżeli przedsiębiorco powiesiłeś na YouTube, Dailymotion czy innym darmowym serwerze plików wideo jakiś swój materiał, to nie przejmuj się: to prawo nigdy nie wejdzie w życie. Nawet gdyby weszło, to będzie ułomne, bo rodzicami są ci, którym wystarczy wyłącznie sam fakt uchwalenia ustawy czy wprowadzenia rozporządzenia. To radziecki model, który zakłada, że jak się coś powie to automatycznie staje się to rzeczywistością. Jak jest to przepis prawa to tym lepiej, bo wszystkie problemy, których dotyczy przestają istnieć. Zostały przecież rozwiązane przepisem właśnie…

Oczywiście, psychiatrzy nazywają to myśleniem magicznym. Wydaje się być coraz powszechniejsze. Niestety.  

Nowy biznes, czyli telewizja w Internecie

A cała awantura poszła o rzekome wielkie korzyści z prowadzenia biznesu w Internecie, biznesu potocznie określanego, jako internetowa telewizja. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że ten typ biznesu medialnego jest obarczony identycznymi ułomnościami jak inne: model gdzie reklama finansuje medium kończy się i dotyczy to również Internetu. Nie ma, więc pomysłu na wielki automatyczny sukces internetowej telewizji. Klipy są w większości darmowe zaś kanał wideo w Internecie najlepsze ma jeszcze przed sobą. Również, jako model na biznes. Próby, więc ograniczania lub traktowania Internetu i wideo jak dojnej i profitującej krowy są przedwczesne i poronione jednocześnie.

No chyba, że będziemy myśleć magicznie.

Dyskusję o próbach uwalenia wideo w Internecie cytujemy (zgodnie z prawem prasowym) za stacją telewizyjną TVN24. To wideo-cytat. Bez najmniejszego zysku dla wydawcy portalu.

 

 

Podobne artykuły
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej