Strona główna / Na czasie / Nowoczesna Polska, czyli jaka?
środa 07 październik 2015 | Robert Kamiński
Nowoczesna Polska, czyli jaka?
W przedwyborczych dysputach wiele zdobyczy XXI wieku w zarządzaniu Państwem i relacjami społecznymi znalazło się na odległych miejscach. Jednak dla kandydatów Nowoczesnej kwestie gospodarki są bardzo istotne, zwłaszcza gospodarki nowoczesnej, wykorzystującej nowoczesne technologie jako narzędzia oraz jako obszary rozwoju.

O to jak można jak je wykorzystać we współczesnym Państwie pytam kandydata Nowoczesnej – Krzysztofa Olbrychta, przedsiębiorcę, absolwenta warszawskiej SGH i krakowskiej AGH, który startuje w okręgu wyborczym 22 w Krośnie. 

Podczas kampanii wyborczych poprzednich wyborów przeprowadziliśmy badanie „cyfrowego portretu partii politycznych”. Wypadł on  dość blado. Pomysłów dotyczących wykorzystania ICT było niewiele, co zresztą nie dziwiło, skoro wielu kandydatów na posłów nie potrafiło korzystać nawet z poczty elektronicznej. Minęło kilka lat i na wyborczej arenie pojawiła się Nowoczesna.

RK: Jak zdaniem kandydata Nowoczesnej trzeba i warto wykorzystywać  technologie informacyjne w administracji publicznej, a zwłaszcza w jej współpracy z obywatelami i przedsiębiorcami?

W ostatnich latach nastąpiły istotne zmiany w obsłudze podatników – możemy składać deklaracje podatkowe za pomocą internetu (z pewnymi wyjątkami), mamy dostęp do ewidencji  działalności gospodarczej, orzecznictwa sądowego i  podatkowego. Wciąż jednak administracja usiłuje „elektronizować” tradycyjne struktury i silosowy model działania, który dobrze opisuje dawna zasada XIX-wiecznej biurokracji: „jedno pismo, jedna sprawa”. Stąd biorą się liczne ograniczenia, nieprzystawalność działania administracji publicznej do wymogów dzisiejszej gospodarki i życia społecznego oraz do sposobów wykorzystywania narzędzi i środków komunikacji elektronicznej przez obywateli i przedsiębiorców.

RK: Jakie zmiany w tym obszarze zamierza wprowadzić Nowoczesna?
Pierwsze zagadnienie – to zakres działania Państwa, czyli administracji rządowej oraz samorządowej. Rozbudowane obszary regulowane przez administrację, narzucają ogromny obszar do cyfryzacji. Tak szeroki, że aż niemożliwy do oponowania. Pierwsza zmiana – to zmiana systemowa polegająca na ograniczeniu roli Państwa, czyli do deregulacji. Wyobrażam to sobie tak, że zamiast tworzyć nowe prawo – należy szybko i kompleksowo unieważniać stare. Czyli uchwalić długą ustawę o skreśleniu w całości wielu ustaw. Mniejszy ogródek – to mniej do zaorania. Dopiero wtedy można zaprojektować e-administrację, w mniej skomplikowanej przyrodzie prawnej.
Powrót do zasady: co nie jest zakazane – jest dozwolone, spowoduje, że administracja będzie miała o wiele mniej zajęć i będzie mniej kosztować. Uwolnione kadry jak i budżety – zostaną skierowane do społecznie użytecznej pracy, czyli zajęć generujących bogactwo narodowe, a nie tylko koszty.
Drugie zadanie, zmierzające do sprawnie działającego systemu e-administracji – to wspólna baza danych. Dzisiaj wiele instytucji prowadzi swoje zbiory, powielając te same informacje. Proszę zauważyć, że w zasadzie w każdej sprawie zamiast składać wnioski określając meritum, czyli o co nam chodzi – 80% formularzy zajmują dane personalne, powtarzane w każdym druku. Do znudzenia. Reasumując: mniejszy zakres władzy, większe wykorzystanie wspólnych baz danych. Czyli sprawniej, taniej, szybciej i przy pomocy komunikacji internetowej – na odległość.  

Jak tworzyć takie systemy e-administracji, które rzeczywiście ułatwiać będą życie wszystkim: obywatelom, przedsiębiorcom i samej administracji publicznej? Czy problemem jest tylko wdrażanie systemów informatycznych? A może problem tkwi głębiej: w niezrozumieniu celu i zasad tworzenia prawa – a zwłaszcza regulacji gospodarczych? Czy warto cyfryzować procedury będące wynikiem zbędnej, nadmiarowej, niejednoznacznej, skomplikowanej i niestabilnej legislacji? 
Niestabilność polskiego prawa, to podstawowa jego wada. Przedsiębiorcy nie narzekają na np. wysokość podatków, a na ciągłe nowelizacje. Po kilkadziesiąt razy w roku. Zawodowi doradcy podatkowi, adwokaci jak i sędziowie – nie potrafią się w tym połapać. Znam szereg spraw, w których nawet sądy, w trzyosobowym składzie zawodowych sędziów – nie są w stanie zorientować się o co chodziło naszym „poetom, wielkim legislatorom”, czyli współczesnym Parlamentarzystom. Produkują bełkot, za który powinni oddać świadectwa maturalne. Im więcej razy czytasz przepis, tym mniej wiesz. Interpunkcja pokopana, logika pokręcona, słowa jakby nie te. Jak mawiał pewien sędzia NSA – mamy „rozbieżnictwo w orzecznictwie”. Czyli często bywa tak, że np. w przestrzeni prawnej istnieje 16 wyroków na TAK i np. 14 na NIE. Nikt nic nie wie. Słusznym jest postulat, że prawa podatkowego i pewnie budowlanego – nie da się poprawiać. Trzeba go wyrzucić w całości i zlecić zaprojektowanie nowego. No właśnie – na pewno nie należy liczyć na dobre projekty prawne z „resortów”. Który urzędnik, który dyrektor departamentu – przedłoży Sejmowi projekt, na podstawie którego należy zlikwidować jego departament i setki jego ludzi wysłać do normalnej roboty? Słusznym jest postulat, że nowe prawo powinno powstawać w Sejmie, w wyniku silnej woli nowych Parlamentarzystów, ludzi którzy wiedzą o co chodzi w realnym życiu. Teoretycy i urzędnicy – powinni trzymać się z daleka od projektowania zmian.  

RK: Czy powinno powstać oddzielne Ministerstwo Informatyzacji, Gospodarki Elektronicznej i Telekomunikacji?
Generalnie jestem przeciwnikiem powstawiana nowych urzędów. Jeżeli taki pomysł spowodowałby zlikwidowanie iluś tam stanowisk ministerialnych w starych Ministerstwach – to czemu nie. Im mniej, tym lepiej. Ale niestety zwykle jest tak, że struktury urzędnicze rozrastają się jak rak. Nowe ministerstwo będzie rosło, jak grzyby po deszczu. Chyba lepiej powierzać istniejącym strukturom nowe zadania.

RK: Jaki powinien być zakres wolności i odpowiedzialności w Internecie?
Internet to tylko narzędzie do komunikowania. Nie ma znaczenia, czy kogoś obrażam podczas publicznego wystąpienia, np. na stadionie czy w kościele (bywa), czy np. zamieszczam hejtowego posta. Wolność kończy się, kiedy ingeruję w cudzą wolność. Mamy aż za dużo przepisów chroniących dobre imię. Trzeba je tylko skutecznie wykorzystywać. Szybkość uzyskiwania prawomocnych wyroków ma kluczowe znaczenie. Przykładowo – ponad 3 lata oczekiwania na wyrok w sprawie gospodarczej – to jakiś horror. A takie sprawy są zwykle bardzo proste (o zapłatę, o termin, o jakość, o zarejestrowanie). Przecież nie jest to sprawa o zabójstwo w procesie poszlakowym! Uproszczenie procedur sądowniczych, przydzielenie sędziom większej władzy i uwolnienie ich od procedur biurokratycznych, pozwolenie, aby sędzia mógł zastosować swój zdrowy rozsądek w sprawie – to chyba pożądane kierunki zmian.

RK: W jakich obszarach gospodarki i życia publicznego szerokie wprowadzanie ICT może przynieść najszybsze i najlepsze efekty?
W całej gospodarce. Skłaniam się do tezy, że przede wszystkim gospodarka. Jej dobra kondycja spowoduje rozwój innych sfer życia, kultury, zdrowia, szkolnictwa, pomocy społecznej. Zdecydowana większość PKB wytwarzają mali i średni przedsiębiorcy, czyli tzw. MiSie. Tak więc wdrożenie ICT właśnie w tym obszarze – spowoduje najszybsze efekty.  
RK: Edukacja informatyczna – wyrównywanie szans czy wyszukiwanie diamentów? Czy każdy powinien mieć umiejętności korzystania z cyfrowych zasobów, cyfrowe kompetencje – tak jak kiedyś każdy powinien umieć czytać i pisać?
Świat zmierza właśnie w takim kierunku. Mój 3 letni krewniak śmiga w internecie, łączy się przez Skype, nauczył się wielu angielskich słówek korzystając z bajek na YouTube, zmuszając ojca do podciągnięcia się w angielskim. Ma już cyfrowe kompetencje, wcześniej niż inne. Elektronika osacza nas coraz ściślej i nie mamy ucieczki. Kto chce konkurować, chce robić społeczną karierę – nie uniknie konieczności cyfrowych umiejętności.

 Ponowne wykorzystanie informacji publicznej to możliwość wykorzystania nowych „zasobów naturalnych” w edukacji, kulturze oraz w działalności gospodarczej. Jak przy użyciu platform internetowych i innych rozwiązań informatycznych, w tym aplikacji mobilnych,  udostępniać obywatelom i przedsiębiorcom informacje i dane gromadzone przez administrację publiczną?
Uczestniczyłem w powoływaniu spółki, której celem było utworzenie cyfrowej „biblioteki narodowej”. Korzystając z możliwości wyszukiwarek – można stworzyć system docierania do zbiorów, w tym historycznych, po ich odpowiednim przygotowaniu, skatalogowaniu. Kiedyś w Polsce było rozwinięte szkolnictwo w zakresie bibliotekarstwa. Teraz trzeba je dostosować do e-życia i wykształcić kadry z umiejętnością tworzenia cyfrowych baz danych, cyfrowych bibliotek i cyfrowych systemów dotarcia do wiedzy. Natomiast dane z administracji – o ile nie są to dane tzw. drażliwe, powinny być powszechnie dostępne. Wyszukiwanie orzeczeń sądowych, interpretacji prawnych, informacji o przebiegu procesu legislacyjnego, itp.  – powinno być dziecinnie proste, ale jeszcze nie jest. Tutaj mamy pole do popisu dla informatyków. Na pewno da się to zrobić, o ile prawo będzie sprzyjać zmianom.

 

 

Podobne artykuły
Komentarze
comments powered by Disqus
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej