Strona główna / Bezpieczeństwo / Upadek albo dobre archiwum
poniedziałek 18 czerwiec 2007 | Anna Pawłowska-Pojawa
Upadek albo dobre archiwum
Stosunek do archiwów wszelkich mam niechętny, bo nie dość, że trzeba je jakoś porządkować, opisywać ku orientacji przyszłych pokoleń, to na dodatek miejsce zajmują, porastają kurzem i pajęczynami, a jak czegoś potrzeba, to i tak trudno to znaleźć. A od kiedy mam komputer z pojemnym dyskiem twardym, to w ogóle – jakie archiwa?

Niezbędne dokumenty skanuję, wrzucam w folderki, co prawda jakoś tam je opisuję, ale przynajmniej kurzu i pajęczyn nie ma. I znaleźć tez jakoś łatwiej. Od czasu do czasu przerzucam zdjęcia na płyty, ale właściwie po to, żeby je pooglądać ze znajomymi i rodziną. A dokumentów na dysku coraz więcej i więcej.  

Cierpliwe 120 GB do czasu

Dysk znosi wszystko cierpliwie, bo 120 GB ma swoją pojemność. To prawda, że od jakiegoś czasu zaczyna się robić lekko irytujący. To prawda, że otwieranie dokumentów trwa nieco dłużej niż kilka miesięcy temu. To prawda, że niektóre aplikacje działają zdecydowanie wolniej. Że coraz częściej konieczny jest ręczny restart… Że maszyna pracuje coraz głośniej i zdarzają jej się dłuższe chwile zawieszenia. Że przy uruchamianiu włącza się system skanowania. 

W końcu któregoś dnia skanowanie trwa dłużej niż zwykle. Trwa w nieskończoność. Komunikaty są coraz bardziej niepokojące. Na koniec komunikat jest jeden – dysk twardy wymaga naprawy. A dokumenty? No cóż…. Dobry informatyk zapewne je odzyska, ale ja przez kilka dni chodzę z podkrążonymi oczami i ściśniętym żołądkiem. I tydzień pracy mam w zasadzie z głowy, bo kontakty z Outlooka też trzeba odzyskać. 

Backup żeby nie wiem co

A wystarczyło zrobić backup. Brzmi prosto i nie jest trudne w wykonaniu. Najprostszym sposobem było przegranie przynajmniej istotnych dokumentów na płyty CD i DVD (bo dyskietki to już raczej są de mode, zresztą, nie zawsze się sprawdzały w takich przypadkach, o pojemności nie wspominając). To prawda, że płyty trzeba by było opisać. To prawda, że kurz i tak dalej. Ale może warto. I tak płyty zajmują mniej miejsca niż opasłe segregatory. Bardziej skomplikowane w opisie, ale równie proste w wykonaniu jest wydzielenie partycji dysku, na co jakiś czas zapisuje się istotne dane. Wadą takiego rozwiązania jest… skłonienie samego siebie do systematyczności, ale przede wszystkim to, że w przypadku fizycznego uszkodzenia dysku zapasowa partycja niewiele nam pomoże. 

Serwer na upały odporny

Co zatem jeszcze mogę zrobić, żeby na przyszłość oszczędzić sobie nerwowego poszukiwania firmy odzyskującej dane i oczekiwania na ich wyrok? Mogę jeszcze wysłać najważniejsze pliki sama do siebie – na pojemną skrzynkę, z której rzadko usuwam maile albo na serwer sieciowy (bezpłatny albo płatny). Dodatkową zaletą jest to, że serwer nie zajmuje MOJEJ przestrzeni życiowej i nie porasta, ani kurzem, ani pajęczynami. Ale najważniejsze, że uszkodzenia dysku, zarówno logiczne, jak i fizyczne, nie będą wtedy koszmarem spędzającym mi sen z powiek.

Co, biorąc pod uwagę fakt, że komputery – jak ludzie – źle znoszą upały, nie jest bez znaczenia wobec panującej za oknem pogody. 
 

Podobne artykuły
Komentarze
comments powered by Disqus
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej