niedziela 30 sierpień 2020 | Tomasz Klecor

Programiści jak przedsiębiorcy - na co uważać?

Ponad połowę ofert pracy (57 proc.) dla specjalistów IT w Polsce stanowią umowy B2B, wynika z niedawno opublikowanego raportu No Fluff Jobs. Kontrakty B2B nie są jednak zupełnie wolne od wad i pułapek, o czym wielu przedsiębiorców zapomina - komentuje Tomasz Klecor z kancelarii Legal Geek.

Po pierwsze, umowa B2B to nie umowa o pracę. Choć różnice między obiema formami zatrudnienia mogą wydawać się płynne, to warto na poziomie umowy je jasno wskazać. Kontrakt zakłada samodzielność w wykonywaniu zadań. Współpraca w ramach kontraktu B2B z założenia jest bardziej elastyczna niż w ramach stosunku pracy. Oczywiście osoba wykonująca zadania w ramach kontraktu może dysponować bardzo podobnym stanowiskiem roboczym jak pracownik na umowę o pracę, a zatem może także np. posługiwać się firmowym mailem czy wizytówką, ale musi to być uzasadnione rodzajem wykonywanych zadań. 

Po drugie, kwestia praw autorskich. To również istotna różnica w stosunku do umów o pracę, które z założenia wiążą się z przeniesieniem tych praw na pracodawcę. Podpisując kontrakt B2B programista powinien określić czy umową przenosi prawa autorskie do np. kodu komputerowego czy też udziela jedynie licencji na niego. Używając pewnego porównania - różnica przypomina tę między sprzedażą a wynajęciem domu. 
Jednocześnie warto ustalić tzw. pola eksploatacji, czyli do czego można wykorzystać np. kod komputerowy: czy tylko do rozwoju strony www czy też do aplikacji mobilnej? Działa to podobnie jak prawo jazdy: posiadając uprawnienia tylko do jazdy samochodem osobowym nie mogę prowadzić ciężarówki. Inną sprawa jest korzystanie z cudzego kodu w czasie wykonywania zleconych zadań. Zawsze należy zweryfikować, na podstawie jakich licencji powstał ten kod. Korzystanie z kodu niezgodnie z licencją go obejmującą może wiązać się z dotkliwymi konsekwencjami finansowymi (np. w rezultacie procesów cywilnoprawnych).
 
Legal Geek.