czwartek 08 lipiec 2010 | Robert Kamiński

Do czego służy internet?

Odpowiedź wydaje się prosta - w dużej mierze do przetwarzania informacji. Jedni je tworzą, inni konsumują, zaś przedsiębiorcy wykorzystują w praktyce czyli w marketingu i handlu. Moje doświadczenie z zakupem roweru dowodzi, że nie wszyscy to rozumieją, a na pewno nie potrafią stosować w praktyce.

Internet to medium uniwersalne, dostępne i relatywnie tanie, zwłaszcza jako platforma handlowa. Trudno się zatem dziwić, że błyskawicznie zdobywa serca i umysły przedsiębiorców. Według badania GUS z kwietnia 2008 r. dostęp szerokopasmowy miało 59% badanych przedsiębiorstw, w tym 95% dużych  i 53% małych firm.  Około 36% pracujących co najmniej raz w tygodniu korzysta z komputerów, a 28% - z Internetu.

Serwis Allegro, który zaczynał jako giełda hobbistów szybko przekształcił się w wielką aleję handlową gdzie dominują zawodowi sprzedawcy.

Wszystko to wygląda nieźle, ale w pędzie za zyskami przedsiębiorcy zapominają, że nie wystarczy wystawić towar na półkę (wirtualną), a marketing to nie tylko reklama. Kompletnie zaginęła zasada:  zanim wejdziesz na rynek – rozpoznaj konkurencję.

Kupić tanio, sprzedać drogo

Oczywiste jest, że nabywcy przyświeca zgoła inny cel niż sprzedawcy. Rozbieżne zapędy reguluje rynek ustalając cenę równowagi popytu i podaży. Przynajmniej w teorii. W praktyce czasem przepłacamy, czasem trafiają się okazje.

Bez pomocy internetu rozpoznanie rynku  w dużym mieście - ba, nawet dzielnicy to nie lada wyzwanie. Od czego jednak jest wyszukiwarka?

Jak znalazłem okazję

ahimano alfineW poszukiwaniu nowego roweru skorzystałem zatem z utartej metody googlania. Ponieważ mam dość szczególne upodobania względem osprzętu, poszukiwania zawęziłem do frazy „Shimano Alfine”. Kilkanaście minut poszukiwań zaowocowało obiecującymi wynikami – kilka sklepów, w tym dwa w moim mieście. I tu spore zaskoczenie – dwóch producentów, osprzęt identyczny, zaś cena dwukrotnie wyższa. Nie pozostało nic innego jak dokonać wizji lokalnej, która potwierdziła wirtualną ofertę. I tu pojawiła się refleksja, która stała się podstawą tego tekstu.

Sprzedawca nr 1 znakomicie znał zalety swojej oferty (w tym ceny) i kontroferty konkurencji. Bez trudu przeprowadził transakcję.

Sprzedawca nr 2 znał swoją ofertę, ale nawet nie wiedział o istnieniu konkurencji - firmy, która mieści się zaledwie kilka ulic dalej i ma swoją stronę w Internecie! Co więcej sugerował, że jestem kompletnym ignorantem, albo nie umiem czytać. Swoją drogą dość specyficzny sposób obsługi klienta...

Rower kupiłem (btw - znakomity „przecinak”). Sprzedawca nr 1 dokonał transakcji, zaś sprzedawca nr 2 pozostał wszechwiedzący.

Morał

  • Dla nabywcy: warto poszperać Internecie, bo można znaleźć okazję.
  • Dla sprzedawcy: trzeba poszperać w Internecie, bo konkurencja może Cię zniszczyć!

Jak skutecznie promować stronę internetową