Strona główna / Praca zdalna / Test subiektywny: BlackBerry Playbook tylko do zabawy?
poniedziałek 10 październik 2011 | Michał Młynarczyk
Test subiektywny: BlackBerry Playbook tylko do zabawy?
Marka BlackBerry praktycznie od zawsze kojarzy się z dużym biznesem. Pierwszy tablet z „jeżynką” na obudowie ma jednak w nazwie „Play”, czyli zabawę. Skąd ta zmiana? Czy PlayBooka należy traktować poważnie?

RIM (producent BlackBerry) nie może pozwolić sobie na ignorowanie nowych trendów. Bardziej „rozrywkowi” konkurenci, czyli iPhone i Android sprzedają się lepiej, nawet na rynku amerykańskim, na którym BlackBerry do niedawna rządziło niepodzielnie. Jednocześnie, rekordy popularności bije iPad. PlayBook ma pomóc RIM złapać kilka srok za jeden ogon: wejść na nowy, dynamiczny rynek tabletów; zatrzymać odpływ użytkowników smartfonów znudzonych „korporacyjnymi” jeżynkami; doszlifować nowy system operacyjny kupiony razem z producentem (QNX). Całkiem sporo jak na jeden tablet.

Bardzo duża przeglądarka WWW

Siedmiocalowy PlayBook świetnie leży w ręce. Nie jest może tak lekki jak czytnik eBooków, ale inaczej niż w przypadku iPada, trzymanie go jedną dłonią przez dłuższy czas nie męczy. Nic dziwnego - jest dwa razy mniejszy od tabletu Apple i waży nieco ponad 400 g. Interfejs systemu operacyjnego QNX na pierwszy rzut oka przypomina to, co znamy z Androida. Ma jednak dwie przewagi nad systemem Google. Obsługa odbywa się nie tylko za pomocą ikonek i menu, ale i gestów. Żeby przełączyć aplikacje wystarczy przeciągnąć palcem po ekranie. Łatwiej się po prostu nie da. Druga zaleta to płynność - interfejs PlayBooka działa niewiarygodnie szybko.

Duże brawa należą się RIM za wbudowaną przeglądarkę WWW. Nie tylko wyświetla strony internetowe bez większych błędów, ale i wyjątkowo sprawnie radzi sobie z technologią Flash. Nie jest tak dobrze jak na komputerze, ale filmy odtwarzane są bez zająknięcia, a animacje na stronach internetowych nie spowalniają działania urządzenia (co zdarzało się w przypadku niektórych tabletów z Androidem).

Przeglądarka jest tu wyjątkowo ważna - znacznie ważniejsza niż chociażby w iPadzie. Wybór aplikacji przeznaczonych dla PlayBooka, delikatnie mówiąc, nie oszałamia. Decydując się na ten tablet trzeba wyjść z założenia, że wszystko co istotne musi być dostępne w formie strony internetowej. PlayBook to tak naprawdę bardzo duża przeglądarka WWW.

Dobry dodatek do BlackBerry

Brak wbudowanego modułu 3G (jest tylko karta WiFi) można obejść łącząc PlayBooka ze smartfonem BlackBerry w tzw. trybie BlackBerry Bridge. Tablet korzysta wtedy z połączenia internetowego udostępnianego przez telefon via Bluetooth.

Standardowo, oprogramowanie PlayBooka nie zawiera klienta pocztowego. Jest on dostępny wyłącznie we wspomnianym trybie - na ekranie tabletu możemy czytać maile dostarczone na smartfon. To dość odważny krok. Tym, którzy zdecydują się naplaybookPlayBooka nie posiadając komórki RIM pozostaje korzystanie z poczty w przeglądarce WWW. Podobnie jak klient pocztowy działa komunikator BlackBerry Messenger, a nawet kalendarz (!).

Wydaje się, że RIM kieruje swój tablet przede wszystkim do fanów marki, którzy są przywiązani do klasycznych, mechanicznych klawiatur, ale jednocześnie doceniają zalety dużego ekranu dotykowego. Po dokupieniu PlayBooka mogą wygodnie przeglądać strony WWW i oglądać filmy. Chociaż sam tablet jest dwukrotnie mniejszy od iPada, dzięki zastosowaniu szerokiego ekranu oferuje minimalnie mniejszą powierzchnię wyświetlania wideo w formacie 16:9.

Dobrze, że producent pomyślał o wbudowaniu kamerki do wideokonferencji. Niestety, lista komunikatorów, które mogłyby z niej skorzystać jest bardzo krótka i co gorsza nie zawiera Skype. Aparat z tyłu urządzenia (5 mpix) robi dobrej (telefonicznej) jakości zdjęcia. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest zbędny - z punktu widzenia większości potencjalnych użytkowników tabletów dubluje się on z aparatem w telefonie.

W oczekiwaniu na następcę (albo spadek cen)

Jak na sprzęt pierwszej generacji, wyposażony w świeży system operacyjny, PlayBook sprawia bardzo dobre wrażenie. Nie obyło się jednak niestety bez zgrzytów. Stabilność działania oprogramowania pozostawia nieco do życzenia. Korzystanie z niewielkiego wyłącznika jest niewygodne.

Mimo świetnej przeglądarki WWW, uwiera brak aplikacji. Nie chodzi jedynie o wspomnianego Skype. Wbudowany GPS i czytelny, jasny ekran sprawiają, że PlayBook idealnie sprawdziłby się w roli samochodowej nawigacji - gdyby tylko można było zainstalować na nim odpowiednik TomToma lub Automapy. Na tablecie z „Play” w nazwie chcielibyśmy móc zagrać w coś więcej, niż tylko w Need For Speed: Undercover. Innych, znanych tytułów (chociażby takich jak Angry Birds) brakuje.

Podstawowa, 16-gigabajtowa odmiana PlayBooka kosztuje niemal 2000 zł. Z jednej strony, to mniej niż najtańsza wersja iPada 2. Z drugiej - lada chwila do sprzedaży trafi bliski kuzyn PlayBooka, Amazon Kindle Fire. Jest może nieco słabiej wyposażony (brakuje mu np. wbudowanych kamerek), ale też ma 7-calowy ekran, a więc równie dobrze sprawdzi się jako odtwarzacz filmów. Jeśli wierzyć deklaracjom producenta, ma mieć doskonałą przeglądarkę WWW. A przy tym, jego cena będzie ponad dwukrotnie niższa od ceny tabletu RIM. Warto więc poczekać. Jeśli nie na nowego Kindle, to przynajmniej na bardziej dopracowanego i - miejmy nadzieję - tańszego PlayBooka. 2000 zł to bardzo dużo pieniędzy jak za trzecie (po komputerze i smartfonie) urządzenie.

Podobne artykuły
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej