Strona główna / Po godzinach / Nieruchomości a spadający nóż
niedziela 10 sierpień 2008 | Bartosz Stawiarski
Nieruchomości a spadający nóż
Niczym cień za kryzysem amerykańskim podążyło załamanie w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Irlandii, republikach nadbałtyckich. A przecież eksperci przekonywali, że problemy amerykańskie mają charakter lokalny i ich skutki są ograniczone (nadużywano angielskiego zwrotu: contained). Infekcja systemu finansowego przybrała na sile, ryzyko pokazało lwi pazur, skończyła się beztroska, wyparował tani pieniądz, niejedna instytucja finansowa zwłaszcza w USA de facto zbankrutowała pomimo ratunkowej nacjonalizacji.

Część spekulantów po obu stronach Atlantyku zdołała się ewakuować, ale znacznie większa grupa uwierzyła i kupiła w okolicach szczytów. Teraz są oni i nadal będą wywłaszczani z domostw, za które nigdy nie byliby w stanie zapłacić, a stworzono im jedynie złudzenie wypłacalności.

Zachodnioeuropejskie noże spadają na wzór amerykańskich i ze świecą szukać straceńców gotowych je łapać. Rozmiary pękniętej bańki nie zostały społeczeństwom w pełni uświadomione, a w wymiarze globalnym straty z tego tytułu na pewno nie zatrzymają się na bliskim realizacji bilionie dolarów.

Co powoduje, że nóż zaczyna spadać

W takich okolicznościach kto się łudzi, że Polska pozostanie nietkniętą oazą drożejących nieruchomości, niech łudzi się dalej bez pożytku dla siebie ani innych. Dalece groźniejsze jest to, że bezkrytycznie przyzwala się na medialną dominację lobbystów i ich przybocznych, często anonimowych „ekspertów”, którzy te miraże zaszczepiają w skali całego kraju. Przykładem tego jest hasło z pierwszego akapitu niniejszego tekstu. Jednak prawa rynku są nieubłagane. Jednym z takich praw jest podleganie cen nieruchomości cyklom o dłuższych okresach niż w przypadku rynków akcji. Panuje tu większa bezwładność systemu, której wyrazem są trwalsze trendy z niższym niż na giełdach akcji udziałem krótkoterminowych losowych fluktuacji. Zatem jeśli nowy trend się wykrystalizuje to przy założeniu braku radykalnej zmiany np. polityki monetarnej czy rozwiązań prawnych będzie on konsekwentnie trwał latami. Rosną więc szanse na to, że ci którzy próbują inwestować przeciwko trendowi poniosą niemałą stratę.

Co do praw rynku, przytoczmy konkretniejszą i bardziej sugestywną argumentację. Takowa tkwi w obiektywnych danych liczbowych, wolnych od wszelkich celowych przeinaczeń. Weźmy pod uwagę bodaj najbardziej zrozumiałe relacje popytu i podaży. Według danych GUS, w całym 2006 r., czyli w pełni rozkwitu szaleństwa cen, oddano do użytku tyle samo mieszkań co w 2005 r. (114,2 tys.). Był to pamiętny etap kupowania dziur w ziemi i sponsorowania świetlanej przyszłości firm deweloperskich przy jednoczesnym boomie kredytowym. Rok później, w 2007 r. do zasiedlenia wydano już 133,8 tys. mieszkań, co daje roczny wzrost o 16 proc.

Więcej na Blogu Bartosza Stawiarskiego

Źródło: Bartosz Stawiarski/Blog/Nieruchomości a spadający nóż

Podobne artykuły
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej