Strona główna / Po godzinach / Android koniem trojańskim w stajni Google?
wtorek 01 maj 2012 | Robert Kamiński
Android koniem trojańskim w stajni Google?
W założeniach Android miał wprowadzić Google na nowe rynki. Tymczasem stał się źródłem kłopotów i sporych strat. Czyżby miał podzielić los Open Office?

Podczas gdy Microsoft zastygł w erze PC, Google poszedł w kierunku smartfonów. Jednak Android ma istotną wadę – mało kto na nim zarabia. Google wydał na stworzenie i rozwój systemu miliardy dolarów. Tymczasem z mobilnych wyszukiwarki korzystają najczęściej użytkownicy iPhone. Czy było to opłacalne? Dla HTC, Motoroli i Samsunga, oraz tysięcy programistów na pewno tak. A dla Google?

Uwzględniając przejęcie Motoroli, firma wydała na Androida prawie 15–20 mld dolarów. Być może zakup Motoroli przez Google w znacznej mierze ukierunkowany był na „pogrzebanie” kosztów związanych z Androidem. Nie znamy dokładnie ich wysokości, ale ogłaszane przychody zaprowadzą nas po nitce do kłębka.

Piętrzące się kwestie patentowe

To one uniemożliwiają Google pełne skupienie na eliminacji zagrożeń ze strony Twittera oraz Facebooka. Do dziś jedynym rozsądnym androidowym „ekosystemem” jest ten spoza stajni Google – od Amazona.

W popularnym artykule, Charles Arthur bada ile Google jest zdolny wydać na toczący się gigantyczny spór patentowy z firmą Oracle. Jeżeli dane finansowe podane przez giganta w ramach ugody z Oracle, która poprzedza proces w sprawie naruszenia praw patentowych i autorskich, dają prawidłowy obraz, Android wygenerował mniej niż 550 mln dolarów przychodu w latach 2008–2011.

W przed procesowej ofercie ugodowej Google zaproponował Oracle procent od przychodów z Androida. Zgodnie z powyższym, spółka miałaby zapłacić 2,8 mln dolarów odszkodowania z tytułu dwóch pozostałych patentów do których prawa w okresie do 2011 roku rości sobie Oracle, a następnie 0,5% bieżących przychodów z Androida z tytułu patentu, który wygasa w grudniu bieżącego roku oraz 0,015% z tytułu innego – wygasającego w kwietniu 2018 roku. Dokumenty sądowe (w PDF) nie wyjaśniają w jaki sposób obliczono przychody z Android, jednak ich głównym źródłem będą reklamy. Google otrzymuje również 30% ze sprzedaży aplikacji na urządzenia z systemem Android.

Oferta w wysokości 2,8 mln dolarów oraz udział 0,515% sugerują, że całkowite przychody wygenerowane przez Android – od wprowadzenia na rynek pierwszego aparatu pod koniec 2008 roku do końca 2011 roku – wyniosły 543 mln dolarów. Płatności patentowe związane z telefonami uiszczane są zazwyczaj w formie zryczałtowanej opłaty licencyjnej za każde urządzenie w przypadku którego stwierdzi się naruszenie praw patentowych.

Ta liczba wskazuje również na to, że Android mógłby wygenerować w tym roku ponad 1 mld dolarów przychodu z tytułu reklam. Aby otrzymać „certyfikację” Android, producenci telefonów muszą udostępnić usługi takie, jak m.in. Google Search, Maps, czy YouTube. Niektóre firmy, jak choćby Amazon, nie zgodziły się na to.

Wydanie ponad 20 mld dolarów po to, żeby zarobić 550 mln to coś, co – delikatnie mówiąc – może przysporzyć sporo problemów nawet mocarnemu prezesowi.

Oczywiście wyliczenia Arthura są tak pewne, jak „estymacje” szefa Google. To, co Google oferuje w ramach ugody przed procesowej niekoniecznie odpowiada rzeczywistym przychodom. Co więcej, prawnicy obliczają korzyści i straty w zupełnie inny sposób, niż księgowi, prezesi, czy zwykli zjadacze chleba.

Co do jednego możemy być zgodni – do dziś koszty związane z Androidem zdecydowanie przewyższają przychody.

Niestety, jest jeszcze gorzej

Android jako produkt będący własnością i wykorzystywany przez Google traci na znaczeniu. iOS, Windows Phone, oraz stare dobre Blackberry oferują lepsze systemy, urządzenia i bezpieczeństwo.

Ogromna liczba producentów telefonów, deweloperów, oraz innych zaangażowanych podmiotów – w teorii – powinna przełożyć się na stworzenie większego, lepszego oraz bardziej nowatorskiego „ekosystemu”. Tak się nie stało. Podejrzewam, że już się tego nie doczekamy. Google gra w grę Microsoft... a ta gra zakończyła się w coraz bardziej odległym XX wieku.

Defragmentacja postępuje

Po dokonaniu sprzedaży pośrednicy (w tym operatorzy) mają niewielką motywację do oferowania regularnego wsparcia dla systemu operacyjnego. Aplikacje na Androida niemal nigdy nie dorównują jakością tym na urządzenia iPhone. Pozaandroid Samsungiem, nikt związany z Androidem nie zarabia sensownych pieniędzy.

Jasną stroną Androida – w mojej ocenie – jest jakość i szczegółowość map i wsparcie dla technologii GPS. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby iPhone też takie miał... Koniec końców wiemy, że z urządzeń iPhone – mimo znacznie niższego udziału w rynku – pochodzi ponad połowa wszystkich zapytań do Google z urządzeń mobilnych. Wyobraźmy sobie w jak trudnej sytuacji znalazłyby się usługi lokalizacyjne Google, gdyby analogicznie zaimplementowano je w urządzeniach iPhone.

Zamiast tego, rozsądne alternatywy oferują Bing i Nokia. Apple pracuje nad własną. Android w coraz większym stopniu przekształca się w centrum kosztów – rozpostartym na okres wielu lat.

Google to wyszukiwarka

Nawet jeżeli definicja ulegnie zmianie lub zwiększy swój zakres znaczeniowy – tym właśnie będzie Google.  Wszystkie przychody i inne korzyści pochodzą z wyszukiwania.

Android to (kosztowna) metoda zapewnienia, że wyszukiwarka Google (poprzez Google, Maps...) znajdzie się na możliwie jak największej liczbie smartfonów. Jednak nie tędy droga - nie chodzi już tylko o umieszczenie wyszukiwarki na smartfonie.

Dziś sam smartfon jest wyszukiwarką

Skupiając się na pewny cechach smartfona, Google przegapił ewolucję w szerszym kontekście.

Użytkownicy smartfonów coraz częściej korzystają z dedykowanych aplikacji... do rozkładu lotów, kursów walut, czy recenzji restauracji. Żeby sprawdzić co słychać u znajomych nie potrzebna jest wyszukiwarka. Wystarczy aplikacja Facebooka czy Twittera żeby być na bieżąco z trendami, czy odszukać nowe osoby do śledzenia. Nie muszę już szukać w Google prawidłowego ciśnienia czy poziomu cholesterolu. Mam do tego aplikację. Aplikację, która za parę lat – jak sądzę – będzie w stanie podać mi moje wyniki. Smartfon będzie testem na cholesterol i alkomatem.

Nie muszę wyszukiwać w Google (przy pomocy komórki, czy komputera) tytułu słuchanej piosenki, czy oglądanego programu. Aplikacja Shazam na smartfonie rejestrująca dźwięk dowie się tego i zaoferuje mi kupno utworu.

Aparat mojego smartfona to wyszukiwarka. Robię czemuś zdjęcie, dowiaduję się o tym więcej, odszukuję najlepszy sklep, gdzie mogę to kupić po najniższej cenie. Reklamy nie są potrzebne. A wszystko odbywa się bez pośrednictwa Google.

Dziś sam smartfon jest wyszukiwarką. Ekran dotykowy, mikrofon, głośnik, aparat, aplikacje... To obecne odpowiedniki wpisywania hasła w okno wyszukiwarki.

Tyle, że Google pozwala transformacji przejść obok, starając się uczynić z Androida konkurencyjny system operacyjny.  Być może to już pora aby Google odstawił Androida na boczny tor i wrócił do tego, co wychodzi mu najlepiej.


W tekście wykorzystane zostały informacje pochodzące z publikacji Charlesa Arthura i Briana Halla.

 

 

 

Podobne artykuły
Komentarze
comments powered by Disqus
zobacz więcej
Video
więcej
Video"
więcej
Facebook
więcej