Na czasieCzy można być „cyfrowym”, nie korzystając z cyfrowych narzędzi? > Robert Kamiński Opublikowane 9 grudnia 20250 0 142 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Wygląda na to, że w Polsce – jak najbardziej. Mastercard sprawdził, jak na cyfryzację patrzą dwie grupy, które w praktyce robią jej większość roboty: właściciele mikro i małych firm oraz zwykli konsumenci. Wynik? Klasyczny polski dualizm: w deklaracjach – nowoczesność i pewność siebie. W praktyce – segregator, długopis, „pani z okienka” i login zapisany na karteczce.„Jesteśmy zdigitalizowani”. A potem wychodzi drukarka igłowa38% przedsiębiorców uważa, że poziom cyfryzacji ich firmy jest „raczej dobry” lub „bardzo dobry”. Co drugi – że „średni”. Na papierze wygląda to nieźle. Problem zaczyna się, gdy badacze dopytują: „ok, ale z czego państwo faktycznie korzystają?”.Tu nagle okazuje się, że 43% firm polega głównie lub wyłącznie na narzędziach niecyfrowych, a co drugi właściciel nie widzi potrzeby wprowadzania rozwiązań cyfrowych do firmy. 20% wskazuje na brak budżetu jako barierę, ale częściej pada argument: „nie potrzebujemy”.To ciekawy moment. Bo zwykle, gdy mówimy o barierach cyfryzacji, padają wielkie słowa: brak środków, brak infrastruktury, skomplikowane prawo. Tymczasem z badania Mastercard wychodzi coś bardziej przyziemnego: spora część firm po prostu nie czuje, że cyfryzacja jest im do czegokolwiek potrzebna.Jeśli już coś miałoby przekonać przedsiębiorców do technologii, to niekoniecznie wizja sprawniejszej firmy, tylko… państwo. Ponad 60% właścicieli deklaruje, że do wdrożenia narzędzi cyfrowych mogłyby ich zachęcić programy rządowe: ulgi, subsydia, dopłaty. Daria Auguścik z Mastercard zwraca uwagę, że wsparcie finansowe i partnerstwa publiczno-prywatne mogą być realnym zapalnikiem zmian. To brzmi rozsądnie – zwłaszcza w sektorze MŚP, gdzie „na jutro” jest zawsze ważniejsze niż „za trzy lata”. Tylko że to też ciekawy test naszej mentalności: technologia ma się opłacić nie tyle w bilansie firmy, ile w kalendarzu dotacji.Edukacja cyfrowa: wiedza z pokoju socjalnegoDruga warstwa tej historii to wiedza. A właściwie – jej brak. Zapytani, co pomogłoby im wdrożyć cyfrowe narzędzia, przedsiębiorcy wskazują dostęp do sprawdzonego portalu wiedzy, indywidualne konsultacje z ekspertem, szkolenia grupowe. Czyli: chcemy z kimś porozmawiać, zobaczyć przykłady, mieć instrukcję po ludzku, a nie w języku „wejdź w zakładkę rozwiązań dedykowanych”.Tymczasem skąd dziś biorą wiedzę o cyberzagrożeniach i cyfrowych rozwiązaniach? Najczęściej od księgowych, znajomych i rodziny oraz klientów. Co czwarty właściciel małej firmy przyznaje wprost: nie korzystamy z żadnego kompendium wiedzy o cyberbezpieczeństwie.To trochę tak, jakby o przepisach drogowych dowiadywać się wyłącznie z rozmów na parkingu. Coś tam będzie prawdą, coś będzie legendą miejską, a coś – radą w stylu „jak się nie boisz, to jedź”.Cyberbezpieczeństwo: najmocniej wierzymy, że „nas to nie dotyczy”Efekt łatwo przewidzieć. Ponad połowa małych firm uważa, że ryzyko cyberataku w ich przypadku jest niskie. Co trzecia firma nie stosuje żadnych środków cyberochrony. Ci, którzy coś robią, zatrzymują się często na podstawach: programy antywirusowe, silne hasła, kilkuetapowa weryfikacja.Z jednej strony – lepsze to niż nic. Z drugiej – w świecie, w którym phishing jest szyty pod konkretnego człowieka, a nie „drogi użytkowniku”, to wciąż poziom: kłódka na drzwiach, ale okno otwarte.Katarzyna Nosalska z Kancelarii Premiera zwraca uwagę, że rozjazd między deklaracjami a praktyką jest szczególnie widoczny w cyberbezpieczeństwie: to wciąż najsłabsze ogniwo. Patrycja Sass-Staniszewska z Izby Gospodarki Elektronicznej idzie krok dalej: wskazuje, że wiele firm uważa się za zdigitalizowane, mimo że realnie korzystają z rozwiązań analogowych, a wiedzę o zagrożeniach czerpią z niesprawdzonych źródeł. W gospodarce, która coraz bardziej opiera się na danych, to już nie jest „pewna niefrasobliwość”. To realne ryzyko.Administracja i bankowość online: lubimy, ale nadal stoimy w kolejceCiekawie robi się tam, gdzie cyfryzacja jest już realnie odczuwalna: administracja i bankowość.8 na 10 właścicieli firm przynajmniej część spraw urzędowych załatwia online, jednocześnie 61% przyznaje, że w niektórych sprawach woli iść do urzędu osobiście. Co mogłoby ich przekonać? Dodatkowe wskazówki przy wypełnianiu formularzy, prostszy język na stronach, łatwiejsze wyszukiwanie spraw – na przykład jedna sensowna wyszukiwarka dla wszystkich tematów biznesowych.To jest moment, w którym cyfryzacja styka się z prostym językiem. Nie chodzi tylko o to, żeby „dać formularz online”. Chodzi o to, żeby ktoś, kto nie żyje w świecie kodeksów i „interfejsów użytkownika”, był w stanie z niego skorzystać bez telefonu do córki, zięcia czy księgowego.Z bankowością jest podobnie: 63% przedsiębiorców wie, że wiele spraw bankowych da się załatwić zdalnie, a mimo to wolą pójść do oddziału – zwłaszcza przy terminalach płatniczych i finansowaniu. Dlaczego? Bo w tych sprawach ważna jest dla nich rozmowa: wyjaśnienie, dopytanie, pewność, że ktoś bierze odpowiedzialność za to, co proponuje. Cyfrowość jest więc mile widziana przy zarządzaniu płatnościami czy obsłudze księgowej. Ale gdy w grę wchodzą kluczowe decyzje finansowe, wygrywa nadal człowiek po drugiej stronie biurka.Konsumenci: pewni siebie, ale nie do końca spokojniPo stronie klientów obraz jest podobny, tylko bardziej rozlany. Co drugi Polak ocenia swoje kompetencje cyfrowe jako dobre, tylko 1 na 4 uważa, że ma słabą wiedzę cyfrową, 68% deklaruje, że ich wiedza jest „wystarczająca”. Czyli: „znam się, ogarniam, nie potrzebuję szkolenia z internetu”.Z drugiej strony: tylko połowa czuje się w sieci raczej bezpiecznie, zaledwie 10% deklaruje całkowity brak obaw. Największe lęki dotyczą kradzieży danych osobowych, danych logowania oraz wyłudzeń pieniędzy. Do tego dochodzi ciekawy wątek pokoleniowy. Mastercard zauważa, że starsze pokolenie bywa… bardziej skrupulatne w stosowaniu środków bezpieczeństwa niż młodsi. Starsi częściej czytają komunikaty, sprawdzają, dopytują. Młodsi – pewni swoich umiejętności – czasem klikają szybciej, niż myślą.To trochę odwrócenie stereotypu: to nie „babcia dała się nabrać na SMS-a”, tylko trzydziestolatek, który „przecież wie, jak działa internet”, ale nie zdążył dwa razy przeczytać adresu strony.Deklaracje kontra rzeczywistośćJeśli spróbować to wszystko złożyć w jedną opowieść o polskiej cyfryzacji, wychodzi coś takiego: przedsiębiorcy uważają, że cyfryzacja w ich firmach jest na przyzwoitym poziomie, ale często opierają się na analogowych narzędziach i nie czują pilnej potrzeby zmiany. Konsumenci są przekonani o swoich umiejętnościach cyfrowych, ale wciąż boją się o dane i pieniądze. A cyberbezpieczeństwo jest najmniej doczytanym rozdziałem cyfryzacji – obszarem, w którym różnica między „wydaje mi się” a „naprawdę wiem, co robię” bywa najdroższa.Raport Mastercard o stanie cyfryzacji w Polsce nie jest kolejną opowieścią o tym, że „jesteśmy w ogonie” albo „jesteśmy liderem regionu”. Raczej lustrem, w którym widać naszą codzienną cyfrowość: pewną siebie, trochę niedoinformowaną, miejscami ostrożną, miejscami zbyt beztroską.Mamy narzędzia, dostęp do usług online, rosnącą infrastrukturę i – jak pokazuje badanie – spory potencjał. Brakuje jednego: stałego łącza między deklaracją a praktyką. Czyli tego momentu, w którym przestajemy mówić „moja firma jest zdigitalizowana” i zaczynamy się zastanawiać: „w czym technologia naprawdę mi pomaga – dziś, nie w folderze reklamowym”.Pełny raport Mastercard jest dostępny tutaj.Related PostsPrzeczytaj również! Zysk bez inwestycji Zwiększ wydajność swojej sieci ZUS pod ochroną