Home Na czasie Czy można być „cyfrowym”, nie korzystając z cyfrowych narzędzi?

Czy można być „cyfrowym”, nie korzystając z cyfrowych narzędzi?

0
0
142

Wygląda na to, że w Polsce – jak najbardziej. Mastercard sprawdził, jak na cyfryzację patrzą dwie grupy, które w praktyce robią jej większość roboty: właściciele mikro i małych firm oraz zwykli konsumenci. Wynik? Klasyczny polski dualizm: w deklaracjach – nowoczesność i pewność siebie. W praktyce – segregator, długopis, „pani z okienka” i login zapisany na karteczce.

„Jesteśmy zdigitalizowani”. A potem wychodzi drukarka igłowa

38% przedsiębiorców uważa, że poziom cyfryzacji ich firmy jest „raczej dobry” lub „bardzo dobry”. Co drugi – że „średni”. Na papierze wygląda to nieźle.

Problem zaczyna się, gdy badacze dopytują: „ok, ale z czego państwo faktycznie korzystają?”.

Tu nagle okazuje się, że 43% firm polega głównie lub wyłącznie na narzędziach niecyfrowych, a co drugi właściciel nie widzi potrzeby wprowadzania rozwiązań cyfrowych do firmy. 20% wskazuje na brak budżetu jako barierę, ale częściej pada argument: „nie potrzebujemy”.

To ciekawy moment. Bo zwykle, gdy mówimy o barierach cyfryzacji, padają wielkie słowa: brak środków, brak infrastruktury, skomplikowane prawo. Tymczasem z badania Mastercard wychodzi coś bardziej przyziemnego: spora część firm po prostu nie czuje, że cyfryzacja jest im do czegokolwiek potrzebna.

Jeśli już coś miałoby przekonać przedsiębiorców do technologii, to niekoniecznie wizja sprawniejszej firmy, tylko… państwo. Ponad 60% właścicieli deklaruje, że do wdrożenia narzędzi cyfrowych mogłyby ich zachęcić programy rządowe: ulgi, subsydia, dopłaty. Daria Auguścik z Mastercard zwraca uwagę, że wsparcie finansowe i partnerstwa publiczno-prywatne mogą być realnym zapalnikiem zmian. To brzmi rozsądnie – zwłaszcza w sektorze MŚP, gdzie „na jutro” jest zawsze ważniejsze niż „za trzy lata”. Tylko że to też ciekawy test naszej mentalności: technologia ma się opłacić nie tyle w bilansie firmy, ile w kalendarzu dotacji.

Edukacja cyfrowa: wiedza z pokoju socjalnego

Druga warstwa tej historii to wiedza. A właściwie – jej brak. Zapytani, co pomogłoby im wdrożyć cyfrowe narzędzia, przedsiębiorcy wskazują dostęp do sprawdzonego portalu wiedzy, indywidualne konsultacje z ekspertem, szkolenia grupowe. Czyli: chcemy z kimś porozmawiać, zobaczyć przykłady, mieć instrukcję po ludzku, a nie w języku „wejdź w zakładkę rozwiązań dedykowanych”.

Tymczasem skąd dziś biorą wiedzę o cyberzagrożeniach i cyfrowych rozwiązaniach? Najczęściej od księgowych, znajomych i rodziny oraz klientów. Co czwarty właściciel małej firmy przyznaje wprost: nie korzystamy z żadnego kompendium wiedzy o cyberbezpieczeństwie.

To trochę tak, jakby o przepisach drogowych dowiadywać się wyłącznie z rozmów na parkingu. Coś tam będzie prawdą, coś będzie legendą miejską, a coś – radą w stylu „jak się nie boisz, to jedź”.

Cyberbezpieczeństwo: najmocniej wierzymy, że „nas to nie dotyczy”

Efekt łatwo przewidzieć. Ponad połowa małych firm uważa, że ryzyko cyberataku w ich przypadku jest niskie. Co trzecia firma nie stosuje żadnych środków cyberochrony. Ci, którzy coś robią, zatrzymują się często na podstawach: programy antywirusowe, silne hasła, kilkuetapowa weryfikacja.

Z jednej strony – lepsze to niż nic. Z drugiej – w świecie, w którym phishing jest szyty pod konkretnego człowieka, a nie „drogi użytkowniku”, to wciąż poziom: kłódka na drzwiach, ale okno otwarte.

Katarzyna Nosalska z Kancelarii Premiera zwraca uwagę, że rozjazd między deklaracjami a praktyką jest szczególnie widoczny w cyberbezpieczeństwie: to wciąż najsłabsze ogniwo. Patrycja Sass-Staniszewska z Izby Gospodarki Elektronicznej idzie krok dalej: wskazuje, że wiele firm uważa się za zdigitalizowane, mimo że realnie korzystają z rozwiązań analogowych, a wiedzę o zagrożeniach czerpią z niesprawdzonych źródeł. W gospodarce, która coraz bardziej opiera się na danych, to już nie jest „pewna niefrasobliwość”. To realne ryzyko.

Administracja i bankowość online: lubimy, ale nadal stoimy w kolejce

Ciekawie robi się tam, gdzie cyfryzacja jest już realnie odczuwalna: administracja i bankowość.

8 na 10 właścicieli firm przynajmniej część spraw urzędowych załatwia online, jednocześnie 61% przyznaje, że w niektórych sprawach woli iść do urzędu osobiście. Co mogłoby ich przekonać? Dodatkowe wskazówki przy wypełnianiu formularzy, prostszy język na stronach, łatwiejsze wyszukiwanie spraw – na przykład jedna sensowna wyszukiwarka dla wszystkich tematów biznesowych.

To jest moment, w którym cyfryzacja styka się z prostym językiem. Nie chodzi tylko o to, żeby „dać formularz online”. Chodzi o to, żeby ktoś, kto nie żyje w świecie kodeksów i „interfejsów użytkownika”, był w stanie z niego skorzystać bez telefonu do córki, zięcia czy księgowego.

Z bankowością jest podobnie: 63% przedsiębiorców wie, że wiele spraw bankowych da się załatwić zdalnie, a mimo to wolą pójść do oddziału – zwłaszcza przy terminalach płatniczych i finansowaniu. Dlaczego? Bo w tych sprawach ważna jest dla nich rozmowa: wyjaśnienie, dopytanie, pewność, że ktoś bierze odpowiedzialność za to, co proponuje. Cyfrowość jest więc mile widziana przy zarządzaniu płatnościami czy obsłudze księgowej. Ale gdy w grę wchodzą kluczowe decyzje finansowe, wygrywa nadal człowiek po drugiej stronie biurka.

Konsumenci: pewni siebie, ale nie do końca spokojni

Po stronie klientów obraz jest podobny, tylko bardziej rozlany. Co drugi Polak ocenia swoje kompetencje cyfrowe jako dobre, tylko 1 na 4 uważa, że ma słabą wiedzę cyfrową, 68% deklaruje, że ich wiedza jest „wystarczająca”. Czyli: „znam się, ogarniam, nie potrzebuję szkolenia z internetu”.

Z drugiej strony: tylko połowa czuje się w sieci raczej bezpiecznie, zaledwie 10% deklaruje całkowity brak obaw. Największe lęki dotyczą kradzieży danych osobowych, danych logowania oraz wyłudzeń pieniędzy. Do tego dochodzi ciekawy wątek pokoleniowy. Mastercard zauważa, że starsze pokolenie bywa… bardziej skrupulatne w stosowaniu środków bezpieczeństwa niż młodsi. Starsi częściej czytają komunikaty, sprawdzają, dopytują. Młodsi – pewni swoich umiejętności – czasem klikają szybciej, niż myślą.

To trochę odwrócenie stereotypu: to nie „babcia dała się nabrać na SMS-a”, tylko trzydziestolatek, który „przecież wie, jak działa internet”, ale nie zdążył dwa razy przeczytać adresu strony.

Deklaracje kontra rzeczywistość

Jeśli spróbować to wszystko złożyć w jedną opowieść o polskiej cyfryzacji, wychodzi coś takiego: przedsiębiorcy uważają, że cyfryzacja w ich firmach jest na przyzwoitym poziomie, ale często opierają się na analogowych narzędziach i nie czują pilnej potrzeby zmiany. Konsumenci są przekonani o swoich umiejętnościach cyfrowych, ale wciąż boją się o dane i pieniądze. A cyberbezpieczeństwo jest najmniej doczytanym rozdziałem cyfryzacji – obszarem, w którym różnica między „wydaje mi się” a „naprawdę wiem, co robię” bywa najdroższa.

Raport Mastercard o stanie cyfryzacji w Polsce nie jest kolejną opowieścią o tym, że „jesteśmy w ogonie” albo „jesteśmy liderem regionu”. Raczej lustrem, w którym widać naszą codzienną cyfrowość: pewną siebie, trochę niedoinformowaną, miejscami ostrożną, miejscami zbyt beztroską.

Mamy narzędzia, dostęp do usług online, rosnącą infrastrukturę i – jak pokazuje badanie – spory potencjał. Brakuje jednego: stałego łącza między deklaracją a praktyką. Czyli tego momentu, w którym przestajemy mówić „moja firma jest zdigitalizowana” i zaczynamy się zastanawiać: „w czym technologia naprawdę mi pomaga – dziś, nie w folderze reklamowym”.


Pełny raport Mastercard jest dostępny tutaj.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…