Home Biznes mObywatel z kwalifikowanym podpisem: czy to koniec papierologii, czy tylko początek nowej?

mObywatel z kwalifikowanym podpisem: czy to koniec papierologii, czy tylko początek nowej?

0
0
176

Pamiętacie czasy, gdy podpis elektroniczny kojarzył się z drogim czytnikiem, kartą i skomplikowaną instalacją? Ministerstwo Cyfryzacji i KIR (z ich mSzafirem) chcą to zmienić. W aplikacji mObywatel pojawiła się nowa funkcja: kwalifikowany podpis elektroniczny do celów prywatnych. Pięć darmowych podpisów miesięcznie dla każdego, kto ma e-dowód. Brzmi jak rewolucja. Ale czy Polacy, przyzwyczajeni do „zaufanego” i sceptyczni wobec nowości, naprawdę rzucą się na „kwalifikowany”?

Kontekst: podpis podpisowi nierówny

Na rynku mamy kilka rodzajów podpisów elektronicznych. Najpopularniejszy, bo darmowy i prosty, to profil zaufany. Działa świetnie w relacjach z urzędami, ale nie ma mocy prawnej równej podpisowi własnoręcznemu w każdej sytuacji. I tu wchodzi podpis kwalifikowany. To on jest prawnie równoważny z tym, co stawiamy długopisem, i honorowany w całej Unii Europejskiej. Kiedyś był drogi i wymagał sprzętu. Dziś, dzięki mSzafirowi i mObywatelowi, ma być dostępny na wyciągnięcie ręki.

Co to zmienia w praktyce?

Wiceminister Dariusz Standerski mówi wprost: Polska jako pierwsza w UE daje bezpłatny kwalifikowany podpis w rządowej aplikacji. Pięć razy w miesiącu możemy podpisać dokumenty z administracją publiczną czy na potrzeby prywatne. Umowa z deweloperem, wniosek o urlop macierzyński, zgoda na leczenie – wszystko to, co wymagało wizyty w urzędzie, notariusza czy kuriera, teraz ma być dostępne z telefonu.

Piotr Alicki z KIR podkreśla, że to efekt ich pięcioletniego doświadczenia z jednorazowym e-podpisem mSzafir, który już w pandemii był rozdawany za darmo. Potwierdzenie tożsamości? Nadal przez bankowość elektroniczną. To ma przyspieszyć cyfryzację i zwiększyć bezpieczeństwo.

Gdzie się przydaje?

Z danych KIR i ZBP wynika, że Polacy już używają e-podpisów do umów z bankami (38%), dostawcami mediów (35%) czy telekomami (34%). Ale kwalifikowany otwiera drzwi do znacznie poważniejszych spraw:

  • Umowy o pracę: koniec z drukowaniem i skanowaniem.
  • Dokumenty sądowe: bez wizyty w sądzie.
  • Umowy z deweloperem/biurem nieruchomości: duża transakcja, duża wygoda.
  • Zgody medyczne: szybciej i bezpieczniej.

To są te momenty, gdzie „zaufany” nie wystarczał, a „kwalifikowany” był barierą. Teraz ta bariera ma być niższa.

Dygresja: cena wygody

Pięć darmowych podpisów to dobry początek. Ale co, jeśli potrzebujesz więcej? Jednorazowy mSzafir kosztuje około 15 zł. To już nie jest wydatek, który zrujnuje budżet, a w porównaniu do czasu i kosztów dojazdu do urzędu czy notariusza, może się opłacać. Dla firm czy osób, które podpisują dużo, są pakiety długoterminowe. To pokazuje, że rynek e-podpisów dojrzewa – od drogiej, niszowej usługi do czegoś, co ma być dostępne dla każdego.

Puenta

Kwalifikowany podpis w mObywatelu to nie tylko nowa funkcja. To próba demokratyzacji narzędzia, które dotąd było domeną biznesu i prawników. Czy Polacy to kupią? Zaufany podpis pokazał, że wygoda i darmowość to klucz. Pięć darmowych podpisów kwalifikowanych to mocny argument. Jeśli system będzie działał bez zacięć, a proces potwierdzania tożsamości będzie intuicyjny, to jest szansa, że za kilka lat „podpis kwalifikowany” będzie tak samo oczywisty jak dziś „profil zaufany”.

To nie jest koniec papierologii, bo zawsze znajdzie się coś, co będzie wymagało fizycznego stempla. Ale to z pewnością duży krok w stronę świata, gdzie dokumenty załatwia się z kanapy, a nie z kolejki. I o to w tym wszystkim chodzi.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Siedem na dziesięć firm wdraża AI. Tylko co trzecia jest w stanie udowodnić, że robi to bezpiecznie.

To zdanie pochodzi z badania zleconego przez Veeam — firmę, która sprzedaje oprogramowanie…