Home Maszyneria Słuchawki Creative Zen Air Pro: Yin, Yang jak metafora naszych czasów?

Słuchawki Creative Zen Air Pro: Yin, Yang jak metafora naszych czasów?

0
0
162

Nosimy je cały dzień, odcinamy się od świata, a jednocześnie chcemy być ciągle „w kontakcie”. Creative Zen Air Pro są dokładnie z tej półki – sprzęt, który ma pilnować tła naszego dnia: od tramwaju po wieczorne Netflixy. I to nie jest tekst o tym, czy „grają lepiej niż konkurencja”, tylko o tym, jak są pomyślane i do jakiego stylu życia są skrojone.

Bluetooth, który chce być wszędzie naraz

W materiałach producenta pada słowo‑klucz, które będzie wracać w branży jeszcze długo: Bluetooth LE Audio. Brzmi jak lekka aktualizacja standardu, ale to jest większa zmiana, niż mogłoby się wydawać.

Co to realnie znaczy dla użytkownika?

  • lepszy dźwięk przy mniejszym zużyciu baterii – kodeki LC3 i LC3+ są projektowane właśnie pod to: mniej energii, mniej strat, lepsza kompresja;
  • tryb ULL (Ultra-Low Latency) – opóźnienia poniżej 20 ms, co w praktyce jest ważne przy grach i filmach. To ten przypadek, kiedy ruch ust na ekranie wreszcie dogania dialogi;
  • tryb unicast – klasyczne połączenie „jeden do jednego”: telefon → słuchawki, ale już na nowych kodekach LE Audio;
  • tryb broadcast – tu zaczyna się ciekawostka. Dźwięk można nadawać jak radiostację, do wielu odbiorców naraz.

To ostatnie jest najbardziej „cywilizacyjne”:  wieczór filmowy, jedno źródło – kilka par słuchawek, lotnisko – publiczny ekran i transmisja dźwięku dla chętnych, muzeum – zamiast turystycznego pilota, Auracast w kieszeni.

Creative uczciwie zaznacza, że strumień broadcast jest niezaszyfrowany. Kto ma zgodne urządzenie i znajdzie się w zasięgu, ten może się „podpiąć”. To jednocześnie zaproszenie i ostrzeżenie. Technologia, która demokratyzuje dźwięk – ale też zmusza do myślenia, co właściwie puszczamy w eter.

Ważne: Zen Air Pro obsługują i klasyczny Bluetooth, i LE Audio. Słuchawki same próbują parować się w trybie ULL, jeśli w pobliżu jest kompatybilne urządzenie. Czyli: nie trzeba być inżynierem, żeby skorzystać z nowej zabawki. Wystarczy nowszy telefon lub laptop.

Prywatny bunkier ciszy i okno na świat

Druga wielka obietnica tych słuchawek: hybrydowa aktywna redukcja szumów (ANC). Creative deklaruje nawet do 95% tłumienia hałasu otoczenia – oczywiście w warunkach idealnych, ale ciekawsze jest to, jak to jest zrobione.

  • Mikrofon ze sprzężeniem do przodu nasłuchuje z zewnątrz i wysyła do słuchawek sygnał „antyhałas”.
  • Mikrofon ze sprzężeniem zwrotnym słucha tego, co już dotarło do ucha, i dodatkowo koryguje.

To typowy, współczesny model ANC, ale tu połączony z czytelną narracją:
siedzisz w pociągu, włączasz swoją bańkę.
Jesteś na dworcu, włączasz Tryb Ambient, żeby jednak usłyszeć komunikat o opóźnionym pociągu do Gdańska.

Ten „tryb otoczenia” to dziś funkcja obowiązkowa – bez niej słuchawki TWS są po prostu mało bezpieczne w mieście. Tutaj robi dokładnie to, co trzeba: przepuszcza dźwięki z zewnątrz, kiedy sytuacja wymaga bycia „tu i teraz”: ulica, kawiarnia, kolejka do kasy.

10 mm w uchu, czyli mała fizyka codzienności

Pod obietnicą bezprzewodowej magii zawsze stoi bardzo przyziemne pytanie: czy to w ogóle dobrze gra?
Creative stawia na 10‑milimetrowe przetworniki neodymowe, co jak na TWS oznacza całkiem spory „silnik” w małej obudowie.

Opis producenta jest do bólu klasyczny:
– ciepły, głęboki bas,
– wyraźna średnica,
– czyste wysokie tony.

To język każdej notki prasowej, ale 10 mm w słuchawkach dokanałowych zwykle przekłada się na coś bardzo konkretnego: basu nie trzeba „pompować” cyfrowo, bo ma się z czego fizycznie wydobyć. Z punktu widzenia użytkownika oznacza to tyle, że te słuchawki z definicji celują w codzienną playlistę: od popu, przez rap, po serialowe ścieżki dźwiękowe. To nie jest sprzęt budowany pod purystyczne odsłuchy jazzu na winylu, tylko pod Spotify „Daily Mix” w tramwaju.

Dzień w ruchu: pot, deszcz i ładowarka

Zen Air Pro są wyraźnie projektowane „dla ludzi w ruchu”. To nie slogan – specyfikacja jest spójna:

  • IPX5 – zabezpieczenie przed potem, deszczem, chlupnięciem z kałuży; nie są to słuchawki pod basen, ale pod deszczowy spacer – jak najbardziej;
  • czas pracy:
    • do 9 godzin na jednym ładowaniu (bez ANC),
    • do 6 godzin z ANC,
    • łącznie z etui do 33 godzin (bez ANC) lub 22 godzin (z ANC);
  • ładowanie bezprzewodowe Qi + USB‑C, czas ładowania poniżej godziny.

To jest realistyczny układ dnia:

  • rano – dojazd do pracy,
  • w ciągu dnia – kilka rozmów telefonicznych,
  • popołudnie – audio w drodze do domu,
  • wieczorem – serial.

Pod koniec dnia wkładasz etui na podkładkę Qi i nie musisz pamiętać o kablu. Czyli: mniej rytuałów, więcej automatyzmu.

Głos, który ma się przebić przez miasto

W notce prasowej jest fragment, który mówi dużo o tym, co producenci dziś uważają za „codzienność”: hałas. Nie tylko ten, który nas męczy, ale i ten, który przeszkadza rozmówcy po drugiej stronie.

Zen Air Pro stawiają na:

  • sześć mikrofonów:
    • cztery do wykrywania i odfiltrowywania szumu tła,
    • dwa stricte do głosu;
  • redukcję szumów DNN (Deep Neural Network) – algorytm oparty na sieciach neuronowych, który analizuje i usuwa niepożądane dźwięki w czasie rzeczywistym.

W praktyce te wszystkie nazwy robią jedną rzecz:
masz brzmieć jak człowiek, a nie jak ktoś, kto dzwoni z wiaty przystankowej przy ruchliwej ulicy.

Jeśli ktoś pracuje hybrydowo, chodzi po open space z telefonem przy uchu, siedzi czasem w pociągu udając biuro – taka konfiguracja mikrofonów to już nie „feature”, tylko warunek minimalnej higieny komunikacji.

Kontrola bez palców pianisty

Obsługa słuchawek to ten moment, w którym albo czujesz, że sprzęt jest „dla ludzi”, albo że projektował go ktoś, kto ostatni raz wychodził z domu w czasach Nokii 3310. Tutaj mamy zestaw, który wpisuje się w standard:

  • dotykowe panele na słuchawkach – sterowanie głośnością, odtwarzaniem, ANC / Trybem Otoczenia, asystentem głosowym;
  • współpraca z Siri i Asystentem Google – czyli „bez rąk” tam, gdzie system na to pozwala;
  • aplikacja Creative:
    • gotowe presety i equalizer, jeśli ktoś chce „dostrugać” brzmienie,
    • zarządzanie Trybem Otoczenia,
    • konfiguracja gestów dotykowych,
    • podgląd stanu baterii każdej słuchawki z osobna.

To ważne, bo wiele osób ma już dość sprzętu, który ma „magiczne gesty”, ale nikt nie wie, jak one działają. Tu logika jest prosta: aplikacja jest centrum dowodzenia, a słuchawki – pilotem, który można dopasować do siebie.

Yin, Yang i cena

Na końcu jest zawsze ten sam moment: „Ile to kosztuje?”.
I tu robi się, jak na dzisiejsze standardy TWS, całkiem przyziemnie:

Więcej szczegółów technicznych – jak to w notce – ląduje na stronie producenta: creative.com/ZenAirPro

To jest ten pułap cenowy, w którym słuchawki zaczynają mieć „dorosłe” funkcje (ANC, aplikacja, sensowne mikrofony, LE Audio), ale jeszcze nie udają luksusowego gadżetu. Raczej narzędzie pracy i codziennego hałasu.

Po co nam w ogóle takie słuchawki?

Można spojrzeć na Zen Air Pro jak na kolejny model na zatłoczonej półce. Ale można też zobaczyć w nich znak czasu: świat, w którym dźwięk:

  • nie jest już tylko prywatny (bo broadcast / Auracast zmienia go we wspólne medium),
  • nie jest już tylko „ładny” (bo DNN i ANC walczą bardziej o komfort niż o same emocje muzyczne),
  • jest coraz bardziej elastyczny – dopasowuje się do ruchu, miejsca, trybu dnia.

Creative Zen Air Pro wpisują się dokładnie w tę opowieść: mają być kompanem w codziennych obowiązkach, filtrem na hałas miasta i jednocześnie kanałem, przez który dźwięk można współdzielić. Czy to słuchawki „idealne”? Tego nie da się powiedzieć bez odsłuchu. Ale patrząc na sam projekt – technologicznie i życiowo – widać sprzęt, który dobrze rozumie, że dzisiejszy użytkownik chce od słuchawek więcej niż tylko „grają”. Chce, żeby pomagały ogarnąć dzień.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…