Home Analizy Ile dziś kosztuje spokój w arkuszu Excela flotowca?

Ile dziś kosztuje spokój w arkuszu Excela flotowca?

0
0
180

Wyobraź sobie menedżera floty, który w grudniowy poranek otwiera dobrze znany plik: kolumny z leasingiem, paliwem, serwisem, ubezpieczeniem. Niby ta sama tabela od lat, a jednak cyfry w ostatniej kolumnie wyglądają jak po cichym podmienieniu waluty.

Między 2020 a 2025 rokiem całkowity koszt posiadania aut we flotach (TCO) w 15 krajach Europy wzrósł średnio o 27%. To nie jest korekta. To zmiana reguł gry. I – co najciekawsze – elektryfikacja nie jest tu głównym winowajcą. Coraz częściej okazuje się wręcz ratunkiem.

Arval Mobility Observatory w swojej białej księdze „Zrozumieć całkowite koszty posiadania” rozkłada ten rachunek na czynniki pierwsze. Zostawmy na chwilę język PR-u i spróbujmy to przełożyć na pytanie, które dziś zadaje sobie każdy flotowiec: gdzie nam naprawdę uciekają pieniądze i co możemy z tym zrobić?

Skąd się bierze te +27%?

Wzrost TCO nie wziął się znikąd. To raczej efekt kilku równoległych „podwyżek świata”.

  • Po pierwsze – same auta. Średnie ceny samochodów poszły w górę o 19% w pięć lat. Częściowo przez inflację, częściowo przez przesunięcie oferty producentów z kombi na SUV-y, a częściowo przez technologię: zaawansowane systemy bezpieczeństwa i – w elektrykach – drogie baterie.
  • Po drugie – paliwo. Dla aut spalinowych to nawet do 30% całego TCO. Ceny paliw wzrosły w badanym okresie o 32%, napędzane szokami podażowymi i napięciami geopolitycznymi. Światowe konflikty bardzo sprawnie dopisują się do kolumny „koszty operacyjne”.
  • Po trzecie – pieniądz przestał być tani. Wyższe stopy procentowe (średnio +35%) podbiły raty leasingu i wynajmu, szczególnie w umowach zawieranych po 2022 roku. Nagle „tani pieniądz” z lat 2010–2019 okazał się luksusem, który już nie wrócił.

Do tego dochodzi presja płacowa, serwis, części, ubezpieczenia – wszystko, co składa się na TCO, zostało dotknięte inflacją. Menedżerowie flot nie zarządzają więc już „kosztami aut”, tylko małą makroekonomią w pigułce.

Elektryfikacja: koszt, moda czy ubezpieczenie od przyszłości?

Przyzwyczailiśmy się do myślenia, że auta elektryczne są „dla bogatych” – drogie w zakupie, kłopotliwe w użytkowaniu. Tymczasem, jeśli patrzeć na pełny cykl życia, rzeczy zaczynają się układać trochę inaczej.

Kilka faktów z raportu:

  • energia elektryczna, mimo że w UE podrożała średnio o 80%, wciąż jest 2–3 razy tańsza niż paliwo,
  • w pierwszych 80 000 km koszty konserwacji i napraw BEV są średnio o 57% niższe niż w autach spalinowych,
  • globalny postęp technologii baterii, rosnące moce produkcyjne i wejście na rynek producentów z Azji zaczęły z kolei spychać w dół ceny zakupu BEV.

Dodajmy do tego prognozę BNPP Exane: kosztowa równowaga między elektrykami a spalinówkami może zostać osiągnięta około 2028 roku, w niektórych modelach nawet wcześniej.

Kluczowe jest jednak coś innego: analiza dwóch scenariuszy flot w latach 2020–2025 – bez elektryfikacji i ze stopniowym dojściem do 50% udziału BEV. Wynik? To nie elektryfikacja jest głównym paliwem wzrostu kosztów. Głównym winowajcą jest makroinflacja. A firmy, które wcześniej zaczęły stopniową elektryfikację, w całym pięcioletnim okresie miały niższy TCO niż te, które pozostały przy klasycznych napędach. Innymi słowy: elektryki nie zawsze są tańsze na dzień dobry, ale coraz częściej bronią budżetu w dłuższym okresie. I to nie jako „zielony gadżet”, ale jako zwykłe narzędzie do kontrolowania rachunków.

Co naprawdę można zrobić z TCO, a co jest już poza kontrolą?

Jest pokusa, żeby wzrost kosztów zrzucić na „świat, który zwariował”. Tyle że część tej układanki wciąż da się poukładać inaczej.

Eksperci Arval Mobility Observatory wskazują kilka prostych, choć nie zawsze popularnych wśród użytkowników, ruchów:

  1. Dobór właściwego auta, a nie „większego, bo czemu nie”
    Floty latami ulegały modzie na SUV-y. Raport przypomina, że świadomy wybór segmentu i wyposażenia – na przykład sedan zamiast SUV-a – potrafi realnie obniżyć TCO. Różnica często nie jest spektakularna na cenniku, ale robi się zauważalna w całym cyklu życia: niższe spalanie, tańsze opony, inne stawki ubezpieczenia.
  2. Dłuższe umowy finansowania
    Przedłużenie kontraktów z 36 do 60 miesięcy może obniżyć miesięczny koszt posiadania auta o 5–10%. Pytanie brzmi: czy firma woli częściej zmieniać samochody, czy mieć nieco starszą, ale finansowo spokojniejszą flotę? To nie jest czysto techniczny wybór – to decyzja o kulturze korzystania z aut w firmie.
  3. Elektryki tam, gdzie najbardziej się opłacają
    Samochód elektryczny nie musi być „wszędzie”. Wystarczy, żeby był tam, gdzie robi największą różnicę: przewidywalne trasy, łatwy dostęp do ładowania w domu lub pracy, duże roczne przebiegi. W takich warunkach BEV wykorzystuje swoje atuty: tańszą energię, niższe koszty serwisu, często korzystniejsze podatki.
  4. Eco-driving i telematyka zamiast wiary w szczęście
    Szkolenia z eco-drivingu brzmią jak nudny obowiązek, dopóki ktoś nie przeliczy efektów na faktury za paliwo i energię. Do tego dochodzą systemy telematyczne – nie po to, by „śledzić kierowcę”, ale by zobaczyć, gdzie naprawdę uciekają litry i kilowatogodziny. Mniej gwałtownych startów, mądrzejsze planowanie tras, ładowanie w tańszych godzinach – to wszystko składa się na realne oszczędności.
  5. Drugie życie aut i proaktywna konserwacja
    Raport zwraca też uwagę na wynajem aut używanych i świadome utrzymywanie starszych pojazdów w dobrej kondycji. To mało spektakularne, nie nadaje się na billboard, ale świetnie wygląda w tabeli kosztów.

Biała księga, czyli instrukcja obsługi turbulencji

Oficjalnym powodem powstania białej księgi – jak mówi Radosław Kitala z Arval Service Lease Polska – jest potrzeba „lepszego zrozumienia zmian kosztów” i wsparcia flotowców w podejmowaniu decyzji. W praktyce to po prostu próba wytłumaczenia, dlaczego to, co „zawsze działało”, nagle przestało się spinać.

Ciekawa jest zwłaszcza perspektywa cykli odnowienia umów:

  • w świecie stabilnych cen i niskich stóp można było wymieniać auta niemal „na autopilocie”,
  • dziś każdy taki cykl oznacza wejście w nową rzeczywistość cenową, inną strukturę TCO i inne napięcia w budżecie.

Stąd rosnąca rola analizy TCO nie jako jednorazowego ćwiczenia przy zakupie, ale jako stałego procesu: co kwartał, co rok, przy każdej większej zmianie strategii floty.

Co zostaje z tej historii dla praktyka?

Jeśli zdjąć z tego wszystkiego warstwę marketingową, zostaje dość trzeźwy obraz:

  • świat podniósł stawki – auta, paliwo, pieniądz, roboczogodzina,
  • TCO przestało być „technicznym szczegółem” – stało się polem, na którym rozgrywa się spora część finansów firmy,
  • elektryfikacja nie jest dodatkiem do strategii, tylko jednym z ważniejszych narzędzi obrony przed drożejącą motoryzacją.

Nie ma w tym magii. Jest za to sporo decyzji, które wymagają odwagi powiedzenia „nie” – większym autom, krótszym kontraktom, wygodnym przyzwyczajeniom użytkowników. Pytanie, które wraca na koniec, brzmi więc nie „czy nas stać na elektryki?”, ale: czy stać nas na to, żeby nadal udawać, że nic się nie zmieniło w rachunku za flotę? Arkusz Excela flotowca nie ma poglądów. On tylko bezlitośnie pokazuje, kto pierwszy zaczął się dostosowywać do nowej rzeczywistości. I komu te 27% udało się choć trochę ujarzmić.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…