Home Na czasie Firmy widzą światełko w tunelu. I nie ruszają się z miejsca

Firmy widzą światełko w tunelu. I nie ruszają się z miejsca

0
0
15

Wyobraźcie sobie firmę, która patrzy na własne prognozy sprzedaży i mówi: będzie odrobinę lepiej. A potem patrzy na plan inwestycji i mówi: nie wydamy ani złotówki więcej. To nie jest hipotetyczny przykład. To statystyczny portret polskiego sektora MŚP na trzeci kwartał 2026 roku.

Barometr EFL — kwartalne badanie nastrojów 600 mikro, małych i średnich firm, prowadzone przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego — pokazał odczyt 47,8 punktu. Kwartał wcześniej było 47,7. Różnica mieści się w granicach błędu, a granica 50 punktów, powyżej której zaczynają się warunki sprzyjające rozwojowi, wciąż pozostaje poza zasięgiem. Po spadku o ponad 4 punkty między pierwszym a drugim kwartałem tego roku można to nazwać stabilizacją. Można też nazwać rzeczy po imieniu: sektor wstrzymał oddech i czeka.

Stabilizacja, czyli właściwie co?

Warto przez chwilę popatrzeć na te liczby nie jak na wskaźnik, tylko jak na deklaracje konkretnych ludzi prowadzących firmy. 88 procent przedsiębiorców spodziewa się, że ich sprzedaż nie drgnie. 89 procent zakłada, że płynność finansowa zostanie taka, jaka jest. 83 procent nie planuje zmian w finansowaniu zewnętrznym — a jego wzrostu spodziewa się dokładnie 2 procent badanych.

Dwa procent. W badaniu firmy leasingowej. Zostawmy tę ironię na moment z boku, wrócimy do niej.

Bo w tych danych jest jedna zmiana, która zasługuje na uwagę. Wzrostu sprzedaży oczekuje 12 procent firm — kwartał wcześniej było to 9 procent. Poprawy płynności spodziewa się 10 procent, wobec 6 procent poprzednio. To nie jest odbicie, to ledwie drgnięcie. Ale kierunek jest w górę. Firmy zaczynają dopuszczać myśl, że popyt może się odbudowywać.

I tu zaczyna się właściwy temat tego tekstu.

Rozjazd: prognozy lepsze, portfel zamknięty

Gdyby przedsiębiorcy wierzyli własnym prognozom, poprawa oczekiwań sprzedażowych powinna pociągnąć za sobą choćby minimalny ruch w inwestycjach. Nie pociągnęła. Struktura odpowiedzi inwestycyjnych wygląda niemal identycznie jak kwartał temu: 15 procent firm zapowiada wzrost nakładów na środki trwałe, 50 procent chce je utrzymać, 35 procent przewiduje spadek. Saldo głęboko ujemne, bez zmian.

Radosław Woźniak, prezes EFL — czyli, przypomnijmy, firmy żyjącej z finansowania inwestycji — ujmuje to dyplomatycznie: przedsiębiorcy w pierwszej kolejności chcą wykorzystać obecne zasoby, a decyzje o rozbudowie majątku będą odkładane, aż poprawa koniunktury stanie się trwała i przewidywalna.

Przetłumaczmy to z języka komunikatu prasowego. Firmy widzą lepsze prognozy — i im nie ufają. Trzy punkty procentowe więcej optymizmu sprzedażowego to za mało, żeby ktokolwiek podpisał umowę leasingu na nową linię produkcyjną, wóz dostawczy czy choćby wymianę dziesięcioletnich komputerów w księgowości. Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jeden lepszy kwartał w prognozach nie czyni jeszcze popytu.

Ta nieufność ma zresztą pokrycie w twardszych danych. Badania koniunktury GUS z czerwca pokazują, że klimat w przetwórstwie przemysłowym pogorszył się wobec maja, a wśród najbardziej uciążliwych barier przedsiębiorcy niezmiennie wymieniają koszty zatrudnienia, niepewność ogólnej sytuacji gospodarczej i niedostateczny popyt krajowy. Podobnie negatywnie oceniane jest budownictwo. Innymi słowy: MŚP nie wymyśliły sobie tej ostrożności. One ją codziennie widzą w portfelu zamówień.

Inwestycje w Polsce rosną. Tylko nie tutaj

I teraz najciekawsze. Bo gdyby patrzeć wyłącznie na dane makro, można by dojść do wniosku, że w Polsce trwa inwestycyjne ożywienie. Lipcowa projekcja NBP zakłada, że nakłady brutto na środki trwałe przyspieszą w 2026 roku do 7,1 procent — głównie dzięki funduszom z KPO, których do wykorzystania zostało jeszcze około dwóch trzecich. Po czym, w 2027 roku, dynamika ma gwałtownie wyhamować do 1,6 procent.

Zestawmy te dwa obrazy. Makro: inwestycje rosną o 7 procent. Mikro: 35 procent małych i średnich firm tnie nakłady. Oba są prawdziwe jednocześnie — i to jest właśnie diagnoza. Ożywienie inwestycyjne w Polsce dzieje się obok sektora MŚP, nie w nim. Napędzają je fundusze publiczne i najwięksi gracze; NBP w swoim Szybkim Monitoringu wprost odnotowuje, że na przykład w budownictwie inwestycje są silnie skoncentrowane w grupie największych inwestorów. Czerwcowa ankieta banku centralnego dokłada do tego jeszcze jedno: nastroje inwestycyjne pozostają osłabione, a większe firmy coraz częściej rezygnują nawet z już rozpoczętych przedsięwzięć.

Mała firma spod Radomia nie dostanie kontraktu na tunel pod Bałtykiem. Ona kupuje wtryskarkę, samochód dostawczy albo serwer — wtedy, kiedy widzi zamówienia na rok do przodu. Nie widzi.

W samym sektorze MŚP też zresztą nie jest jednolicie. Najwyższy odczyt Barometru zanotowały mikrofirmy — 49,1 punktu, o krok od magicznej pięćdziesiątki. Małe i średnie: po 47,2. A najbardziej zachowawcze inwestycyjnie są firmy małe, zatrudniające od 10 do 49 osób: 39 procent z nich tnie nakłady, tylko 12 procent je zwiększa. To ciekawe odwrócenie stereotypu — zwykle to mikroprzedsiębiorca uchodzi za najostrożniejszego, bo ryzykuje własnym mieszkaniem. Tymczasem to firma średniej wielkości, z etatami, ZUS-em i kredytem obrotowym, ma dziś najmniej odwagi. Mikrofirma może się skurczyć i przezimować. Mała firma z 30 pracownikami — już nie bardzo.

Dwa procent, czyli dygresja o nadawcy

Wróćmy do obiecanej ironii. Te dane publikuje firma leasingowa. EFL żyje z tego, że przedsiębiorcy finansują inwestycje — i co kwartał rzetelnie ogłasza światu, że przedsiębiorcy inwestycji nie finansują. Trzeba to docenić: łatwiej byłoby pokazać badanie, z którego wynika, że leasing kwitnie. Ale warto też pamiętać o kontekście — komunikaty EFL zawsze będą kadrować rzeczywistość przez pryzmat pytania „kiedy firmy znów zaczną brać finansowanie”, bo to jest pytanie egzystencjalne dla nadawcy. Dla czytelnika tego portalu właściwe pytanie brzmi inaczej: co zrobić z własnym budżetem, kiedy wszyscy wokół czekają.

I tu odpowiedź nie jest wcale oczywista. Kwartał powszechnego przeczekiwania to także kwartał, w którym dostawcy mają puste kalendarze wdrożeń, sprzedawcy sprzętu — magazyny do wyczyszczenia, a firmy leasingowe — cele sprzedażowe do zrealizowania. Kto ma gotówkę i realne, policzone zapotrzebowanie, negocjuje dziś z pozycji, jakiej nie będzie miał w momencie, gdy 88 procent rynku jednocześnie uzna, że już można.

Czekanie też jest decyzją

Najbliższe kwartały pokażą, czy drgnięcie w prognozach sprzedaży było początkiem czegoś, czy szumem statystycznym. Na razie polski sektor MŚP podjął decyzję zbiorową, choć nikt jej formalnie nie ogłosił: przetrwać, nie wychylać się, nie wydawać. Problem w tym, że gospodarka, w której 88 procent firm czeka na sygnał od pozostałych 12, może na ten sygnał czekać bardzo długo. KPO kiedyś się skończy — NBP mówi wprost: już w 2027 roku dynamika inwestycji spada do 1,6 procent. I wtedy okaże się, kto przez ten czas budował zdolności na następny cykl, a kto tylko pilnował, żeby nie było gorzej.

Pilnowanie, żeby nie było gorzej, to też strategia. Tylko że jeszcze nikomu nie zbudowała firmy.


Źródła: Barometr EFL na III kw. 2026 (badanie Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego, N=600, 15.06–6.07.2026); GUS, „Koniunktura gospodarcza — czerwiec 2026″; NBP, „Szybki Monitoring — analiza sytuacji sektora przedsiębiorstw” oraz projekcja inflacji i PKB (lipiec 2026).

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Energia właśnie dogania resztę firmy. I robi to z dziesięcioletnim opóźnieniem

Gdyby dziesięć lat temu powiedzieć dyrektorowi finansowemu dużej sieci handlowej, że sprze…