Home Maszyneria BOOMSTER 4: po co nam dziś „radio”, które gra jak głośnik i myśli jak telefon?

BOOMSTER 4: po co nam dziś „radio”, które gra jak głośnik i myśli jak telefon?

0
0
318

Czy w czasach, kiedy muzyka płynie z kieszeni, a głośniki udają lampy i wazony, jest jeszcze miejsce na „boomboxa” z anteną? Teufel twierdzi, że tak. I przedstawia czwartą odsłonę BOOMSTER-a – urządzenie, które przypomina, że słuchanie to nie tylko aplikacja, ale też rytuał.

Seria BOOMSTER jest w Europie sprzedażowym pewniakiem od ponad dekady. Nowa wersja, oznaczona po prostu „4”, trzyma ten kurs: mobilny system 2.1, przestrzenność z firmowej technologii Dynamore, subwoofer i dwie pasywne membrany, do tego wytrzymała, bryzgoszczelna (IPX5) obudowa z uchwytem. Brzmi jak sprzęt na piknik? Jasne. Ale to też bardzo konkretne „radio domowe” z DAB+ i FM-RDS, teleskopową anteną, przyciemnianym wyświetlaczem i sześcioma presetami na pilocie. W skrócie: stoi, gra, łapie fale, a gdy trzeba – znika pod pachą.

Co tu jest nowe – w praktyce

Wieczorem przydaje się precyzja. Nowa, 32‑stopniowa skala głośności pozwala zejść o „pół kroku” zamiast przeskakiwać między „za głośno” a „za cicho”. Jeden klik i jest tak, jak trzeba.

Bluetooth z AAC i aptX HD działa stabilnie. Wokal nie syczy, a dźwięk nie traci na jakości przy streamingu ze Spotify czy Apple Music. Multipoint ułatwia życie: dwa telefony są podłączone jednocześnie, więc nie trzeba się przepinać co chwilę.

Party Link Stereo to prosty sposób na większą scenę. Dołączasz drugiego BOOMSTER‑a i masz realne stereo w pokoju albo na tarasie. Bez kabli, konfiguracja zajmuje moment.

Bateria trzyma do 23 godzin przy średniej głośności. Gdy trzeba, ładujesz szybko przez USB‑C albo podpinasz do gniazdka. Jest też AUX na kabel i USB‑C do serwisowania. Niby drobiazgi, ale to one decydują, czy sprzęt jest bezproblemowy na co dzień.

Kolory są trzy: Night Black, Moon Grey i Mint Green. Wybór prosty, bez fajerwerków. Ma pasować do mieszkania, a nie je „urządzać”.

Mikro-reportaż: trzy małe sceny

Kuchnia, 7:15. Kawa stygnie, z pilota włączasz zapisaną stację. DAB+ startuje od razu, bez szukania częstotliwości. Antena w górę, wyświetlacz przygaszony — można słuchać i nie mrużyć oczu.

Sobota w parku. Koc, kilka osób, dwa telefony podpięte przez Multipoint. Jedna piosenka za drugą, bez rozłączania. Głośność podnosisz o dwa „oczka” i dalej jest kulturalnie.

Strych–pracownia. Dwa BOOMSTER‑y spięte w Party Link Stereo. Słychać lepiej lewą i prawą stronę, łatwiej skupić się przy pracy. Sprzęt nie przeszkadza, po prostu gra. Po godzinie dalej wszystko działa, bez kombinowania.

Dygresja – dlaczego te detale w ogóle się liczą?

DAB+ to nie nostalgia: w wielu miastach radio cyfrowe daje stabilniejszy sygnał i lepszą jakość niż FM, a jednak FM ciągle bywa bliżej lokalności – i dobrze, że tu są oba. Bluetoothowe kodeki? To takie „szkło w okularach” dla dźwięku ze smartfona – jeśli soczewka lepsza, widzisz więcej. Multipoint rozwiązuje konflikt pokojowy („czyja kolej?”), a 32 stopnie głośności to prosta odpowiedź na proste życie – ciszej, ale nie za cicho.

Fakty, które warto mieć pod ręką

  • System 2.1 z Dynamore: szeroka scena, subwoofer + 2 pasywne membrany dla basu, dwa tweetery i dwa średniotonowe dla czytelności głosu i instrumentów.
  • Radio: DAB+ i FM-RDS, antena teleskopowa, 6 presetów na pilocie, przyciemniany wyświetlacz.
  • Łączność: Bluetooth z AAC i aptX HD, Multipoint (2 smartfony).
  • Odporność: IPX5 (zachlapania, deszcz), obudowa „do noszenia”, opcjonalna torba.
  • Funkcje: Party Link Stereo (dwa BOOMSTER-y jako para), 23 h pracy, szybkie ładowanie, zasilanie z sieci, AUX, USB‑C (ładowanie/zasilanie/serwis), intuicyjne przyciski + pilot.
  • Kolory: Night Black, Moon Grey, Mint Green.
  • Cena na start: 1 299 zł z 16% rabatem w sklepie Teufel.

Puenta

BOOMSTER 4 nie udaje inteligentnego głośnika, nie próbuje gadać do nas z chmury i nie potrzebuje konta w serwisie, żeby zagrać. Wraca do prostego pytania: chcesz włączyć muzykę – tu masz przycisk. Chcesz radio – wysuń antenę. Chcesz więcej – sparuj dwa. W świecie, w którym wiele urządzeń wymaga cierpliwości, to jest miła odmiana: sprzęt, który po prostu robi swoje. I dlatego może wciąż ma sens.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Zatrudniasz bez dyplomu? Oto co musisz umieć zamiast niego.

Masz dwóch kandydatów na stanowisko specjalisty ds. sprzedaży. Jeden ma dyplom uczelni eko…