Home Maszyneria OPPO i Hasselblad: czwarta runda marketingowego tańca

OPPO i Hasselblad: czwarta runda marketingowego tańca

0
0
170

OPPO i Hasselblad ogłosiły, że będą dalej współpracować. Cztery lata minęły, a obie firmy wciąż przekonują nas, że ich związek to coś więcej niż logo na obudowie telefonu.

Spotkali się w Göteborgu – mieście, gdzie Hasselblad ma swoje korzenie. Symboliczne. Ale czy ta współpraca to faktycznie przełom w mobilnej fotografii, czy raczej sprytny zabieg marketingowy?

Cztery lata wspólnego kolorowania rzeczywistości

Spójrzmy na fakty. Od czterech lat OPPO chwali się „Hasselblad Natural Color Solution” w swoich flagowcach z serii Find. Dodali też tryby portretowe i XPAN, nawiązujące do klasycznych aparatów szwedzkiej marki. Wszystko brzmi imponująco w komunikacie prasowym, ale czy przeciętny użytkownik zauważa różnicę między „zwykłym” trybem portretowym a tym „od Hasselblada”?

Pete Lau, szef produktu w OPPO, mówi o „profesjonalnych wrażeniach z użytkowania aparatów sygnowanych Hasselblad”. Ciekawe, co na to profesjonalni fotografowie, którzy płacą za prawdziwe Hasselblady dziesiątki tysięcy złotych. Czy naprawdę wierzą, że esencję medium formatowego aparatu da się zamknąć w smartfonie grubości kilku milimetrów?

Partnerstwo to klasyczny przykład transferu prestiżu – Hasselblad wnosi swoją legendarną markę, OPPO dostaje etykietkę premium. Podobne związki widzieliśmy już wielokrotnie: Huawei z Leicą, OnePlus (również z grupy BBK Electronics, co OPPO) też z Hasselblad, Vivo z Zeissem. Schemat jest zawsze podobny – dużo mówi się o „wspólnym opracowywaniu”, „synergii” i „dzieleniu się wiedzą”, ale konkretów brakuje.

17 lat innowacji czy 17 lat podążania za trendami?

OPPO chwali się też 17-letnią historią innowacji w mobilnej fotografii. Faktycznie, wprowadzili kilka ciekawych rozwiązań – warstwowy sensor CMOS w 2012, łączenie pikseli w 2016, peryskopowy teleobiektyw w 2017. Ale czy to wystarczy, by nazwać swój najnowszy model „Ultimate Camera Phone”?

Warto zauważyć, że większość tych innowacji pojawiła się najpierw na rynku chińskim, a dopiero później trafiła do globalnych modeli. OPPO, podobnie jak inne chińskie marki, długo funkcjonowało w cieniu Samsunga i Apple’a, często kopiując ich rozwiązania. Dopiero w ostatnich latach firma zaczęła budować własną tożsamość technologiczną.

Find X8 Ultra zdobył najwyższy wynik w testach DXOMARK – 169 punktów. Imponujące, choć warto pamiętać, że te rankingi zmieniają się co kilka miesięcy wraz z premierami nowych flagowców. Poza tym, DXOMARK to tylko jeden z wielu benchmarków, a jego metodologia bywa kwestionowana przez ekspertów.

Penta Camera i inne marketingowe zaklęcia

W komunikacie prasowym OPPO chwali się „przełomowym systemem Penta Camera” i „rewolucyjnym silnikiem AI Bokeh”. Brzmi imponująco, ale co to właściwie znaczy dla zwykłego użytkownika?

Pięć aparatów w telefonie to już standard w segmencie premium. Pytanie, czy wszystkie są równie użyteczne, czy może niektóre służą głównie do podbijania specyfikacji. Podobnie z AI – wszyscy producenci przekonują nas, że ich algorytmy są najlepsze, ale rzadko tłumaczą, na czym dokładnie polega ta przewaga.

Tryb Master, który ma „uwolnić maksymalny potencjał jakości obrazu”, oferuje zdjęcia w formacie 50 MP JPEG Max i 16-bit 50 MP RAW Max. Dla profesjonalistów to może być interesujące, ale ilu użytkowników smartfonów faktycznie edytuje pliki RAW? I czy naprawdę potrzebują 50-megapikselowych zdjęć, które zajmują mnóstwo miejsca w pamięci telefonu?

Konkurs fotograficzny – sprytny ruch marketingowy

Co ciekawe, OPPO ogłosiło też konkurs fotograficzny z pulą nagród ponad 100 000 dolarów. To sprytny ruch – zamiast płacić za kampanie reklamowe, lepiej zachęcić użytkowników do robienia zdjęć swoimi telefonami i chwalenia się nimi w mediach społecznościowych.

Hasło konkursu – „Super Every Moment” – idealnie wpisuje się w narrację, że każdy może robić wyjątkowe zdjęcia, jeśli tylko ma odpowiedni telefon. To oczywiście uproszczenie – dobra fotografia to przede wszystkim oko, kompozycja i umiejętność dostrzeżenia wyjątkowego momentu, a nie liczba megapikseli czy marka obiektywu.

Czy warto czekać na nowy system obrazowania?

OPPO i Hasselblad obiecują, że „wspólnie opracowują system obrazowania mobilnego nowej generacji, który ustanowi nowy standard jakości”. Brzmi obiecująco, ale podobne deklaracje słyszeliśmy już wielokrotnie.

Czy ta współpraca faktycznie przyniesie przełom w mobilnej fotografii? Zobaczymy pod koniec roku, kiedy poznamy więcej szczegółów. Na razie mamy głównie obietnice i marketingowe hasła. A prawdziwa wartość aparatu w telefonie weryfikuje się nie w komunikatach prasowych, ale w kieszeni zwykłego człowieka, który chce po prostu zrobić dobre zdjęcie bez zastanawiania się nad „synergią zespołów badawczo-rozwojowych”.

Bingo Liu, CEO OPPO Europe, zapowiada „rozszerzenie portfolio o nowe innowacje” i „zwiększenie obecności na kolejnych rynkach europejskich”. Klasyczna korporacyjna nowomowa, która niewiele mówi o faktycznych planach firmy. Czy OPPO faktycznie ma szansę zagrozić pozycji Samsunga i Apple’a w Europie? To zależy nie tylko od jakości aparatów, ale też od całego ekosystemu, wsparcia posprzedażowego i zaufania do marki.

Na razie możemy tylko obserwować, jak rozwija się ten technologiczno-marketingowy taniec. I może warto zadać sobie pytanie: czy naprawdę potrzebujemy kolejnego „przełomu” w mobilnej fotografii, czy może obecne smartfony już dawno przekroczyły granicę „wystarczająco dobrej” jakości zdjęć dla większości użytkowników?

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…