Home Na czasie Pierścień na palcu, czyli bankowość, która zmieściła się w biżuterii. Czy to już koniec portfela? 

Pierścień na palcu, czyli bankowość, która zmieściła się w biżuterii. Czy to już koniec portfela? 

0
0
141

 

Pamiętam czasy, kiedy mBank był rewolucją. Konto w internecie? Bez oddziałów? Brzmiało to jak żart, a jednak okazało się przyszłością. Byłem wtedy w grupie tych, którzy z ekscytacją, a może i lekkim niedowierzaniem, testowali tę nowinkę, zanim jeszcze na dobre ruszyła.

Dziś, po latach, ten sam bank, który nauczył nas bankowości w przeglądarce, a potem w telefonie, proponuje mi… pierścień. Pierścień, którym mam płacić za zakupy. I tak się składa, że będę miał okazję go przetestować. Pytanie mam proste: czy to jest kolejny krok naprzód w tej nieustannej pogoni za upraszczaniem finansów, czy już tylko droga zabawka dla tych, którzy nie umieją wyjść z domu bez gadżetu?

Od zegarka do pierścienia: ewolucja, która wciąga

Zacznijmy od faktów, bo te, jak zawsze, potrafią zaskoczyć. Z badań Mastercardu wynika, że 15% dorosłych Polaków płaci dziś tzw. wearables – czyli zegarkiem, opaską, a teraz coraz częściej pierścieniem. W młodszych pokoleniach to już 22%. U tych, którzy pamiętają czasy przed internetem, czyli u „dziadków” – zaledwie 6,5%. Statystycznie powinienem być w tej grupie, która dalej lubi fizyczną kartę i gotówkę. Problem w tym, że od dwudziestu kilku lat żyję w bankowości, w której oddziały są tylko na infografikach, a pieniądze widuję głównie na ekranie. Jeśli więc ktoś ma sprawdzić, czy pierścień ma sens także po sześćdziesiątce – to ja.

Co ciekawe, 35% Polaków deklaruje, że chciałoby w przyszłości płacić urządzeniami noszonymi. To już nie jest nisza dla technologicznych zapaleńców. To cichy, ale bardzo konsekwentny trend. A jeśli spojrzymy tylko na pierścienie płatnicze, to obraz jest jeszcze bardziej wyrazisty: 72% użytkowników płaci nimi kilka razy w tygodniu, a 36% – codziennie. To nie jest gadżet, który ląduje w szufladzie. To narzędzie, które wchodzi w nawyk. Kto raz użył, zwykle używa dalej.

Początkowo wearables kojarzyły się z „małymi płatnościami” – kawa, pieczywo, drogeria. Tymczasem dane pokazują, że pierścienie wchodzą już w świat większych zakupów: restauracje, rozrywka, paliwo, a nawet RTV/AGD. To już nie jest zabawka do latte i bułki.

Życie bez portfela, karty, a nawet… telefonu?

Badani zapytani o przyszłość mówią wprost: 64% uważa, że pierścienie wyprą gotówkę, 60% – plastikowe karty, a 55% – telefon jako narzędzie do płatności. Motywacja jest prosta: ma być szybko, wygodnie, bezpiecznie i – nie oszukujmy się – trochę efektownie.

Do tego dochodzi ważny, choć subtelny trend: „bycie offline”. Coraz częściej młodzi chcą wyjść z domu bez telefonu, ale jednocześnie nie chcą być całkowicie odcięci od świata. Pierścień pozwala: portfela nie masz, telefonu nie masz, ale w sklepie nadal nie stoisz z pustym koszykiem przy kasie. To taka cyfrowa smycz, która daje poczucie wolności.

mBank ma tu jedną przewagę, która nie wymaga prezentacji w PowerPoincie: jego klienci są młodsi niż średnia rynkowa. To naturalne laboratorium do testowania fintechowych nowinek. Widać to po zachowaniach: w generacji Z aż 68% klientów regularnie płaci telefonem. Tylko 35% klientów mBanku to dziś osoby, które używają wyłącznie karty. Reszta (65%) sięgnęła już po przynajmniej jedno „nowoczesne” rozwiązanie. Na tym tle pierścień nie jest fanaberią marketingu, tylko kolejnym krokiem na już przetartej ścieżce: telefon → zegarek → opaska → ring.

Smartfon jako centrum finansów. I krok dalej

Dane z mBanku pokazują, że telefon stał się de facto centrum życia bankowego – klienci logują się do bankowości mobilnej średnio 76 razy w ciągu trzech miesięcy. To jest rytm codzienności, nie odświętne sprawdzanie salda. W płatnościach też widać przesunięcie: najmłodsze pokolenia nawet 42% swoich płatności realizują w e-commerce.

mBank chwali się, że ma 2,8 mln stokenizowanych kart, czyli kart „podpiętych” do telefonów, zegarków, opasek. To ważne tło – pierścień nie pojawia się w próżni, tylko dokleja się do już istniejącej infrastruktury tokenizacji płatności.

W nowej strategii mBank dużo mówi o „zdrowiu finansowym”. I tu pojawia się zgrabny most: smart ring jako urządzenie, które mierzy ciało (kroki, sen, puls, stres, temperaturę, kalorie) i jednocześnie płaci zbliżeniowo. Bank sprzedaje to jako produkt spójny z misją: upraszczać finanse, pomagać w realizacji celów, zdejmować z ludzi konieczność „myślenia o płaceniu” przy każdej kawie czy biegu do sklepu. Pytanie, które padło wprost wewnątrz banku: czy naprawdę musimy za każdym razem sięgać po telefon albo kartę? Czy możemy zrobić to „jeszcze prościej” – jednym urządzeniem?

W tym sensie smart ring jest nie tylko gadżetem, ale też symbolem: finanse mają zejść z pierwszego planu, być tłem. Tak jak chwilę wcześniej zniknęły oddziały, a potem plastikowe karty w portfelu, tak teraz znika sama świadomość „wyciągania czegoś”, by zapłacić.

Pierścień na palcu dziadka: test z życia wzięty

Będę miał okazję przetestować ten pierścień. I nie będę patrzył na niego jak na kolejną zabawkę, ale jak na narzędzie, które ma ułatwić życie. Albo je skomplikować.

Moje pytania, które będę zadawał temu kawałkowi elektroniki na palcu, są proste:

  • Gdzie naprawdę jest szybciej niż telefonem? Czy machnięcie palcem jest faktycznie wygodniejsze niż machnięcie telefonem?
  • Kiedy brak GPS i konieczność używania aplikacji do start/stop aktywności staje się absurdem? Czy to rozwiązanie dla sportowców, czy raczej dla tych, którzy chcą po prostu wiedzieć, ile kroków zrobili do lodówki?
  • Czy po miesiącu pierścień zostaje na palcu, czy ląduje w szufladzie z innymi „rewolucjami”, które miały zmienić świat, a skończyły jako ciekawostka?

Producent podkreśla, że pierścień ma być wytrzymały, wodoodporny, z baterią na tydzień, a płatność działa nawet przy rozładowanej baterii. To brzmi obiecująco. Ale też wiem, że technologia, która ma „upraszczać życie”, w momencie gdy staje się przymusem, zaczyna być po prostu kolejną barierą.

Prywatność i kontrola: czy ciało to nowy interfejs banku?

Ciekawym wątkiem jest kwestia prywatności. Producent podkreśla, że dane są przechowywane lokalnie w pierścieniu, a użytkownik ma pełną kontrolę nad tym, co i kiedy jest synchronizowane z aplikacją. Dane nie „lecą w świat”, dopóki użytkownik nie aktywuje stosownych funkcji. To ważne w czasach, gdy każdy nasz ruch jest monitorowany. Ale czy to wystarczy, by zaufać kawałkowi elektroniki na palcu, który mierzy nasz puls i sen?

mBank akcentował kilkukrotnie: ring nie ma nikogo nawracać na nową wiarę płatniczą. Bank nie zabiera ani kart, ani telefonu. Pierścień to dodatkowa opcja, nie obowiązek. Decyzja zostaje po stronie użytkownika.

Pierścień jako test tego, dokąd zmierzamy

Byłem przy tym, gdy wydawało się szalone, że bank może się zmieścić w przeglądarce. Dziś bank zmieścił mi się na palcu. Pytanie już nie brzmi: czy to działa, tylko: czy naprawdę o to mi chodzi, kiedy mówię, że chcę mieć prostsze finanse.

Ten mały kawałek elektroniki na palcu to test kilku większych tez o nas i o finansach:

  • że chcemy mieć jak najmniej przeszkód między „chcę kupić” a „już zapłacone”
  • że powoli godzimy się na to, by nasze ciała – puls, sen, stres – były kolejnymi źródłami danych, o ile coś w zamian dostajemy
  • że „bycie offline” oznacza dziś raczej odłożenie ekranu niż odcięcie od systemu płatności

mBank, mając młodszych klientów niż rynek, może sobie pozwolić na ten eksperyment wcześniej. Mastercard ma dane, które pokazują, że to nie jest już tylko technologiczna ciekawostka. Niceboy ma produkt, który próbuje połączyć trzy światy: płatności, zdrowie i prywatność.

Czy z tego wszystkiego wyjdzie nowy standard, czy tylko dobrze opakowany gadżet za 699 zł? Odpowiedź poznamy nie z prezentacji, tylko z najprostszej statystyki: czy ludzie będą tym pierścieniem płacić tak, jak dziś machają kartą. Na razie jedno wiemy na pewno: kto raz spróbował, w większości już przy tym zostaje. A ja, jako ten „dziadek” z niezłą pamięcią, sprawdzę, czy to faktycznie działa.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…