AnalizyWszyscy mają, nikt nie pyta „po co”. Polski romans z AI to na razie szybki numerek, a nie małżeństwo > Robert Kamiński Opublikowane 27 listopada 20250 0 169 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w polskich firmach innowacja tak często przypomina kupowanie bieżni do salonu? Wszyscy ją mają, bo sąsiad kupił. Przez pierwszy tydzień biegamy z entuzjazmem, przez drugi wieszamy na niej pranie, a po miesiącu potykamy się o nią w drodze do lodówki. Z najnowszego raportu SAS i IDC wynika, że dokładnie tak samo traktujemy sztuczną inteligencję. Mamy ją, używamy jej częściej niż reszta świata, ale – i tu zaczynają się schody – kompletnie nie mamy pomysłu, co z nią zrobić jutro.Zacznijmy od liczb, bo one w tym przypadku nie kłamią, a wręcz krzyczą. Polska przewyższa światową średnią w implementacji narzędzi AI. Jesteśmy prymusami. Generatywna, tradycyjna, a nawet kwantowa (cokolwiek to w praktyce znaczy dla przeciętnego Kowalskiego z działu sprzedaży) – bierzemy wszystko jak leci. Jesteśmy technologicznymi optymistami, którzy rzucają się na nowinki z entuzjazmem godnym lepszej sprawy. I tu wchodzi cała na biało statystyka, która ten entuzjazm brutalnie weryfikuje. Krótkowzroczność jako strategia narodowaAż 60% polskich firm przyznaje, że ich podejście do AI to „koncentracja krótkoterminowa”. Co to znaczy w ludzkim języku? Że traktujemy sztuczną inteligencję jak magiczną różdżkę do gaszenia bieżących pożarów albo generowania maili, których i tak nikt nie czyta. Dla porównania – w Unii Europejskiej ten odsetek wynosi 35%.Jesteśmy mistrzami sprintu w dyscyplinie, która jest maratonem. Tylko 6% polskiego biznesu myśli o AI „transformacyjnie”. To te rzadkie przypadki, gdzie ktoś usiadł, pomyślał i stwierdził: „Hej, może zamiast kazać ChatGPT pisać posty na LinkedIna, przebudujmy nasz model biznesowy tak, żeby za 5 lat w ogóle istnieć na rynku?”. W Europie takich wizjonerów jest prawie dwa razy więcej.Artur Skalski z SAS Polska nazywa to patrzeniem w perspektywie „tu i teraz”. Ja nazwałbym to syndromem studenckiej sesji: zakuć, zdać, zapomnieć. Wdrożyć, odtrąbić sukces w newsletterze, zapomnieć o strategii.Zaufanie bez pokryciaNajciekawszy paradoks tego raportu kryje się jednak w czymś, co badacze nazwali „dylematem zaufania”. Polskie firmy ufają AI. Ufają jej wręcz za bardzo. Blisko połowa z nas (45%) wierzy wynikom wypluwanym przez algorytmy, mimo że nie mamy zielonego pojęcia, czy są one wiarygodne. To trochę tak, jakbyśmy wsiedli do autonomicznego samochodu, który nie ma hamulców, i cieszyli się, że szybko jedzie.Mamy więc sytuację, w której polski menedżer mówi: „Wdrażamy AI, bo to przyszłość!”, ale nie buduje mechanizmów kontroli jakości danych, na których ta AI pracuje. A jak wiadomo – garbage in, garbage out. Jeśli nakarmimy algorytm śmieciowymi danymi, dostaniemy śmieciowe wnioski. Tyle że podane w ładnej formie i z dużą pewnością siebie.Prawo dżungli i dane w silosachOczywiście, jak to w Polsce, mamy też swoje unikalne problemy z „papierologią”. Polskie firmy narzekają na bariery prawne przy przepływie danych znacznie częściej niż reszta świata. Boimy się chmury, boimy się wysyłać dane za granicę, a jednocześnie rzadziej niż inni przejmujemy się etyką czy stronniczością algorytmów.To fascynujący dysonans poznawczy: martwimy się, czy RODO pozwala nam przesłać plik Excela do partnera biznesowego, ale niespecjalnie nas rusza, czy model AI, którego używamy, nie dyskryminuje połowy naszych klientów. Priorytetem jest „dokładność techniczna”, a nie etyka. To podejście inżyniera, który buduje most: ma stać i się nie zawalić. A czy prowadzi donikąd? To już problem kogoś innego.Co z tego wynika dla Ciebie?Jeśli prowadzisz firmę albo pracujesz w miejscu, które właśnie zachłysnęło się AI, zrób krok w tył. Zadaj sobie jedno, proste, ale bolesne pytanie: Czy to, co robimy z AI dzisiaj, będzie miało sens za dwa lata? Bo jeśli używacie sztucznej inteligencji tylko po to, żeby robić szybciej rzeczy, których w ogóle nie powinniście robić, to nie jest innowacja. To cyfryzacja bałaganu.Polska jest dynamiczna, potrafimy eksperymentować i to jest nasza supermoc. Ale entuzjazm to paliwo, które szybko się kończy. Prawdziwa zmiana zaczyna się tam, gdzie kończy się „wow, to gada!” a zaczyna nudna praca u podstaw: porządkowanie danych, budowanie procedur i weryfikacja wyników.Na razie mamy w firmach świetne zabawki. Czas dorosnąć do tego, żeby zacząć ich używać jak narzędzi. Inaczej zostaniemy z tą bieżnią w salonie, na której suszą się tylko nasze niespełnione ambicje o byciu liderem innowacji.Related PostsPrzeczytaj również! W dobie digitalizacji potrzeba zaufania 3.0 W 2013 będzie 2 miliardy smartfonów Sztuczna inteligencja nie osiągnie świadomości, ale musi być odpowiednio zarządzana