Na czasieCzy AI w szkole to jeszcze edukacja, czy już terapia? > Robert Kamiński Opublikowane 27 listopada 20250 0 171 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Konferencja Microsoftu w Warszawie. Sala pełna, slajdy pełne, obietnice pełne. Jest też TV. Łukasz z zespołu Microsoft Elevate mówi o „AI dla wszystkich”, o milionie przeszkolonych Polek i Polaków, o 80% obywateli z podstawowymi kompetencjami cyfrowymi do 2035 roku. Brzmi jak plan pięcioletni, tylko z lepszym PR-em.Siedzę i myślę: czy ktoś tu w ogóle wie, o czym mówimy? Milion ludzi, zero promptówLiczby robią wrażenie. Milion osób „zaangażowanych w rozwój kompetencji AI” w trzynaście miesięcy. Dwadzieścia organizacji partnerskich. Trzy moduły kursów na platformie ministerstwa. Copilot, który od 2026 będzie rezydował dane w Polsce. Wszystko brzmi solidnie, dopóki nie zaczynasz pytać: co to znaczy „zaangażowany”? Kliknął w link? Obejrzał webinar? Wygenerował jedno zdjęcie kota w Minecrafcie na „Godzinie z AI”?Zadaję pytanie, które powinno wisieć nad każdą salą konferencyjną: jak przejść od kultury TikToka do czytelnictwa, skoro 70% polskich uczniów ma problem z czytaniem ze zrozumieniem? Bez tego nie ma dobrego promptowania. Bez tego nie ma krytycznego myślenia. Bez tego jest tylko kopiuj-wklej i wiara, że AI wie lepiej.Odpowiedź? „Digital literacy opiera się na ogólnej wiedzy”. Czyli: nauczmy ich myśleć, a potem dajmy im narzędzia. Problem w tym, że narzędzia już mają. W kieszeni. Cały czas.Nauczyciele chcą podstaw, uczniowie mają ChatGPTPanel o kompetencjach. Klaudia z „Zwolnionych z Teorii” mówi wprost: nauczyciele potrzebują podstaw – jak działa AI, jak promptować, jak sprawdzać prace uczniów, którzy już korzystają z AI. Uczniowie? Oni nie potrzebują instrukcji obsługi. Oni potrzebują kogoś, kto ich nauczy, kiedy nie korzystać.Iza Bartnicka z Digital University dodaje: kobiety, małe miejscowości, grupy wykluczone – tam jest największe zapotrzebowanie na kursy od zera. Nie na zaawansowane warsztaty o agentach AI, tylko na „czym to w ogóle jest i czy mi to pomoże znaleźć pracę”. Bo 52% młodych chce certyfikatów AI. Nie dlatego, że wierzą w ich wartość, tylko dlatego, że pracodawcy zaczynają ich wymagać.Jacek Królik z Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego mówi o NGO, które działają wolontariacko, bez struktur, bez ekspertów, bez danych. Eksperymentują z AI, ale nie wiedzą, jak przejść od zabawy do systemowego użycia. Brakuje im CRM-ów, brakuje im procesów, brakuje im czasu na naukę. „Edukacja nie zastąpi indywidualnej aktywności” – mówi. Czyli: sami się uczcie, bo my nie mamy na to ludzi.Zakaz nie działa, ale co (za)działa?Ktoś pyta o uzależnienia od czatbotów, o smartfony w szkołach, o współpracę z psychologami. Odpowiedź ministerstwa: brak centralnych regulacji, szkoły same ustalają zasady zgodnie z „ustawą dominkową”. Czyli: róbcie, co chcecie, byle bezpiecznie.Ktoś inny mówi: zakaz nie rozwiązuje problemu. Trzeba uczyć zdrowego korzystania. Rodzice muszą rozmawiać. Szkoła musi budować krytyczne myślenie. Wszyscy kiwają głowami. Nikt nie mówi, jak to zrobić, gdy nauczyciel sam nie wie, jak działa ChatGPT, a rodzic daje dziecku tablet, żeby miało spokój.Pada pomysł: Classwise – pady bez ekranów, quizy, grywalizacja. Polski biznes, suwerenny, bez smartfonów w klasie. Brzmi dobrze. Pytanie: ile szkół na to stać? I czy to rozwiązuje problem, czy go tylko oddala o jeden gadżet?Infrastruktura, język, przyszłośćŁukasz wraca do slajdów. Mówi o centrach danych, superkomputerach, „fabrykach AI”. O tym, że Polska jest na 21. miejscu w rankingu adopcji AI. O tym, że modele językowe słabo radzą sobie z polszczyzną – Llama dostaje „trzy plus” z podstawy programowej po polsku, „piątkę” po angielsku. O projekcie Lingua, który ma to zmienić. O open source, o lokalnych społecznościach, o Bielik Summit.Wszystko to prawda. Wszystko to ważne. Ale siedząc w tej sali, myślę: czy ktokolwiek z tych ludzi wie, jak wygląda lekcja w szkole w Białymstoku? Czy wie, że nauczyciel ma 26 godzin tygodniowo, stos kartkówek do sprawdzenia i zero czasu na kurs o promptowaniu? Że uczeń ma TikToka, Snapchata, Discorda i zero motywacji, żeby czytać ze zrozumieniem?Co zostaje?Do 2030 roku 70% kompetencji się zmieni. Powstanie 78 milionów nowych rodzajów stanowisk. AI będzie w pięciu na dziesięć najpopularniejszych nazw zawodów. Brzmi jak science fiction, ale to raport WEF. Pytanie nie brzmi: czy AI zmieni edukację. Pytanie brzmi: czy edukacja zdąży się zmienić przed AI. Bo na razie mamy milion przeszkolonych, zero gwarancji, że cokolwiek z tego zostało, i nauczycieli, którzy mają uczyć przyszłości, nie mając czasu na teraźniejszość.Wychodzę z konferencji. Skanuję QR-kod do darmowego kursu. Ładuje się. Myślę: ile osób to otworzy? Ile dojdzie do końca? Ile użyje tego w pracy? I czy to w ogóle ma znaczenie, skoro AI i tak już tu jest – w kieszeni każdego ucznia, w każdym telefonie, w każdym „szybkim rozwiązaniu” zamiast myślenia. Może właśnie o to chodzi. Nie o to, żeby wszyscy umieli promptować. Tylko żeby ktoś w końcu zapytał: po co?Related PostsPrzeczytaj również! Wolne oprogramowanie czy zamknięte? Trendy i wyzwania w cyberbezpieczeństwie w 2025 roku Ruszyła rejestracja na Microsoft Technology Summit 2013