Home Analizy Rok, w którym AI przestanie się tłumaczyć z obietnic

Rok, w którym AI przestanie się tłumaczyć z obietnic

0
0
289

Co roku technologia obiecuje nam nowy początek. Nowe trendy, nowe słowa, nowi „game changerzy”, których nikt za rok nie pamięta. Tym razem Capgemini w swoim „TechnoVision: Top 5 Tech Trends to Watch in 2026” próbuje zagrać inaczej. Mówi wprost: skończył się czas zabaw z AI. Zaczyna się czas rozliczeń.

To nie jest kolejny raport o tym, że „sztuczna inteligencja zmieni wszystko”. Ona już zmieniła. Pytanie na 2026 rok brzmi raczej: kto potrafi coś z tym zrobić, a kto tylko przykleił sobie logo „AI” do strategii, żeby ładnie wyglądało w sprawozdaniu.

1. AI schodzi z plakatu na halę produkcyjną

Przez ostatnie dwa–trzy lata firmy robiły z AI wszystko, co było bezpieczne komunikacyjnie i mało zobowiązujące finansowo. Pilotaż tu, proof of concept tam, chatbot dla pracowników, asystent dla klienta. LinkedIn pełen case study, a kiedy padło pytanie „ile na tym zarobiliście?”, w odpowiedzi pojawiały się miękkie słowa: „doświadczenie”, „wiedza”, „przygotowanie do skalowania”.

Capgemini nazywa 2026 „rokiem przejścia od proof of concept do proof of impact”. Ładna formuła, ale tak naprawdę chodzi o coś bardzo prostego:
albo pokażesz liczby, albo skończą się zabawy.

Co ciekawe, raport nie zwala winy na technologię. Według autorów to nie modele są problemem, ale to, jak firmy próbowały je wcisnąć w stare przyzwyczajenia. Zamiast przebudowywać procesy, dokładano „AI” jak ozdobę. Jak przypinkę do marynarki: modnie, ale niczego nie zmienia.

Capgemini wprowadza też pojęcie, które brzmi trochę jak z poradnika psychologicznego, ale dotyka sedna: „chemia na linii człowiek–AI”. Czyli to, o czym nie chcą rozmawiać ani dostawcy technologii, ani zarządy:
czy ludzie naprawdę ufają tym narzędziom na tyle, żeby od nich zależało ich wynagrodzenie, ocena roczna, bezpieczeństwo biznesu?

Bo 2026 to właśnie moment, w którym sztuczna inteligencja przestanie być „tym ciekawym projektem innowacyjnym z czwartego piętra”, a zacznie wchodzić w miejsce, gdzie boli – w realne procesy, prawdziwe pieniądze i konkretne wskaźniki.

2. Programista przyszłości: mniej klawiatury, więcej myślenia

Drugi wątek raportu dotyka środowiska, które jeszcze niedawno czuło się bezpieczne: programistów. „Software zdominował świat, a teraz AI dominuje software” – pisze Capgemini. W tłumaczeniu na ludzkie: kod coraz częściej pisze maszyna.

To nie jest już historia o tym, że jakiś Copilot dokończy funkcję w Pythonie. To opowieść o tym, że cały cykl tworzenia i utrzymania oprogramowania zaczyna pękać w szwach, bo jego najżmudniejsza część może zostać zrzucona na AI. Zadaniem człowieka przestaje być „napisać klasę X”, a zaczyna – „opisać, czego ten system ma naprawdę chcieć od świata”.

Jeżeli do tej pory ktoś traktował programowanie jak rzemiosło z zestawem dobrze opanowanych narzędzi, w 2026 r. czeka go nieprzyjemna rozmowa z rzeczywistością. Raport mocno podkreśla, że nową walutą nie będzie znajomość kolejnego frameworka, ale umiejętność układania tego wszystkiego w całość: systemowe myślenie, projektowanie architektury, nadzorowanie agentów i procesów, które już dawno wyszły poza jedną aplikację.

Jest tu jeszcze jedna niewygodna prawda: im więcej kodu generuje AI, tym większe znaczenie ma nudny, nieefektowny nadzór. Sprawdzanie, szukanie luk, zadawanie pytań, czy to na pewno jest bezpieczne i zgodne z regulacjami. Wszystko to, co jeszcze niedawno wielu traktowało jako „dokuczliwą biurokrację”.

3. Chmura wychodzi z trybu „gdzie taniej?” i zaczyna mówić o polityce

Kiedyś pytanie brzmiało: w chmurze czy on-premise? Potem: u którego dostawcy będzie taniej i szybciej? W wizji Capgemini na 2026 rok brzmi już zupełnie inaczej: jak zbudować infrastrukturę, która przeżyje zarówno awarię, jak i kryzys geopolityczny.

„Cloud 3.0” – jak nazywa to firma – to świat, w którym chmury publiczne, prywatne, hybrydowe i suwerenne przestają być osobnymi kategoriami do tabelki porównawczej. Zaczynają tworzyć jeden nerwowy układ, w którym obciążenia AI muszą przeskakiwać między centrami danych, regionami i modelami własności jak dobrze zgrana orkiestra. Na dodatek – orkiestra działająca z minimalnymi opóźnieniami, bo agent AI nie poczeka trzech sekund, aż mu się łaskawie policzy odpowiedź.

Cena za tę odporność jest oczywista: złożoność. Im więcej chmur, tym więcej konfiguracji, wyjątków, polityk bezpieczeństwa, tym więcej ryzyka, że nikt tak naprawdę nie ma pełnego obrazu. W pewnym momencie zaczyna to przypominać stare dobre data center, tylko rozlane po świecie i opakowane w API.

Raport jest pod tym względem trzeźwy: pokazuje, że chmura staje się nie tylko kwestią IT, ale też polityki – firmowej i państwowej. To, gdzie fizycznie leżą dane, jakie regiony są używane, które kraje mają wpływ na infrastrukturę, przestaje być przypisem w umowie. Staje się elementem strategii przetrwania.

4. Systemy, które w końcu mają ruszyć się z miejsca

Od lat powtarzamy te same zaklęcia: „koniec silosów”, „end-to-end”, „widoczność procesów”. Tymczasem większość organizacji dalej żyje w rozkroku między starym ERP-em, nowszym CRM-em, trzema excellowymi potworkami i jedną aplikacją napisaną dawno temu przez człowieka, który już dawno jest na emeryturze.

Capgemini próbuje nazwać moment, w którym ten skansen zaczyna się naprawdę ruszać. Pisze o „inteligentnych operacjach” i „żywych silnikach”, co brzmi marketingowo, ale intencja jest jasna:
proces ma wreszcie stać się centrum, a systemy – tłem.

W praktyce oznacza to, że zamiast automatyzować pojedyncze kroki – maila tu, formularz tam – firmy włączają AI w całe łańcuchy: od zamówienia po płatność, od zgłoszenia klienta po zamknięcie sprawy. Agenci nie są już ładnymi widgetami, tylko elementami szkieletu operacyjnego. Monitorują, proponują, wykonują, zarządzają wyjątkami.

Brzmi pięknie, ale kryje się pod tym bardzo proste ryzyko: jeżeli źle zrozumiesz proces, zautomatyzujesz jego błędy. Tyle że szybciej, ciszej i na większą skalę. Stąd ten powracający u Capgemini motyw „nadzoru” i „chemii człowiek–AI”. Sztuczna inteligencja nie ma jeszcze pojęcia, że coś „nie ma sensu”. Ludzie – przynajmniej czasem – mają.

5. Suwerenność: wszyscy chcą mieć kontrolę nad czymś, czego już nie kontrolują

Ostatni trend w raporcie jest najbardziej polityczny, choć dotyczy bardzo konkretnych rzeczy: półprzewodników, centrów danych, modeli AI. Słowo-klucz: suwerenność. Przez lata było to hasło z podręczników do nauk politycznych, teraz ląduje na biurkach zarządów i dyrektorów technologicznych.

Świat, który miał być „bez granic”, nagle przypomina, że granice istnieją. Sankcje, napięcia, zakłócenia łańcuchów dostaw – wszystko to sprawia, że pytanie „u kogo trzymamy dane i na czyim sprzęcie to działa?” staje się równie ważne jak „ile to kosztuje”.

Capgemini wprowadza ciekawy zwrot: suwerenność nie jako izolacja, ale „odporna współzależność”. Czyli nie chodzi o to, by uniezależnić się od wszystkich – to dziś nierealne – ale o to, by nie być zakładnikiem jednego dostawcy, jednego kraju, jednego modelu.

Stąd wysyp projektów wokół chmur suwerennych, lokalnych modeli AI, otwartych platform, a nawet „nowych ekosystemów układów scalonych”. Brzmi abstrakcyjnie, ale przekłada się na proste pytanie, jakie coraz częściej będą słyszeć działy IT:
czy umiemy się przenieść gdzie indziej, jeśli tu zrobi się niewygodnie?

Co tak naprawdę mówi ten raport?

Pod warstwą marketingowych nazw i eleganckich haseł jest jeden, dość chłodny komunikat:

  • lata 2023–2025 były okresem, w którym można było eksperymentować z AI bez konsekwencji.
    Rok 2026 będzie momentem, w którym ktoś przyjdzie po rachunek.

Na tym polega różnica między „trendami technologicznymi” w klasycznym ujęciu, a tym, co proponuje Capgemini. Nie chodzi już o to, jaka nowa zabawka się pojawi. Chodzi o to, czy organizacje mają odwagę:

  • uznać, że wiele dotychczasowych prób było płytkich,
  • przyznać, że technologia wyprzedziła kulturę organizacyjną,
  • nauczyć się żyć z AI nie jak z gadżetem, ale jak z czymś, od czego zależy działanie firmy.

Puenta jest mało efektowna, ale uczciwa: 2026 nie będzie rokiem spektakularnych pokazów. Będzie rokiem cichej pracy nad tym, by to wszystko wreszcie zaczęło działać – mimo polityki, mimo złożoności, mimo ludzkich oporów.

A jeżeli gdzieś w tym wszystkim nadal będziemy mieli potrzebę kolejnych „Top 5 trendów”, to może chociaż potraktujemy je nie jak menu w restauracji, tylko jak listę tematów, za które naprawdę ktoś poniesie odpowiedzialność.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…