Na czasieElektryk po sześciu latach? Bateria ma się lepiej, niż wielu się wydaje > Robert Kamiński Opublikowane 23 marca 20260 0 120 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Czy największy strach przed używanym elektrykiem nie siedzi dziś przypadkiem w jednym słowie: bateria? Nie zasięg, nie ładowarki, nie cena. Właśnie bateria. To ona wraca w rozmowach najczęściej — przy kawie, na parkingu, w komentarzach pod tekstami o elektromobilności. „A co, jeśli po kilku latach zostanie z niej połowa?” — pytają sceptycy. I zwykle pytają nie bez emocji, tylko z tą charakterystyczną mieszanką nieufności i motoryzacyjnego rozsądku.Tymczasem najnowsze dane Arval pokazują coś, co dla rynku aut elektrycznych może być ważniejsze niż niejeden nowy model z premierowego katalogu: akumulatory starzeją się wolniej, niż podpowiada obiegowa wyobraźnia. Arval, firma zajmująca się wynajmem długoterminowym i mobilnością, przeanalizowała 30 tys. certyfikatów stanu technicznego baterii, czyli tzw. SoH (State of Health), zebranych w latach 2023–2025 na 11 europejskich rynkach. I z tej dużej próby wyłania się obraz dość konkretny, a przy tym dla wielu kierowców pewnie zaskakujący.Po przejechaniu 70 tys. km bateria zachowuje średnio 93 proc. pojemności. Po 160 tys. km lub po sześciu latach użytkowania nadal utrzymuje ponad 90 proc. To nie brzmi jak sprzęt na granicy zużycia. To brzmi raczej jak technologia, która dojrzewa spokojniej, niż krzyczą miejskie legendy.Mity lubią prostotę. Dane — trochę mniejWokół elektryków przez lata narosło sporo uproszczeń. Jedno z najtrwalszych mówiło mniej więcej tyle: bateria szybko się zużywa, a potem zaczynają się kłopoty, koszty i nerwy. Problem z taką opowieścią jest prosty — dobrze działa w rozmowie, gorzej przy zderzeniu z liczbami.Z danych Arval wynika, że po początkowym niewielkim spadku kondycji akumulatora tempo degradacji jest raczej spokojne: średnio około 1 proc. na każde 25 tys. km. To ważne, bo właśnie przewidywalność jest na rynku wtórnym walutą zaufania. Kupujący używane auto nie oczekuje cudu. Oczekuje, że ktoś mu po prostu powie, w jakim stanie jest najdroższy element pojazdu.I tu zaczyna się ciekawsza część tej historii. Bo nie chodzi już tylko o to, że bateria „trzyma lepiej”. Chodzi o to, że rynek wreszcie zaczyna to mierzyć, certyfikować i porządkować.Używany elektryk przestaje być zakupem „na wiarę”Jeśli elektromobilność ma naprawdę wejść do drugiego obiegu — tego mniej efektownego, ale masowego — to nie wystarczą dopłaty, reklamy i ładne hasła o przyszłości transportu. Potrzebna jest przejrzystość. Zwłaszcza tam, gdzie klient wydaje własne pieniądze na auto z historią.Arval twierdzi, że rynek wtórny elektryków w Europie będzie rósł. Powodów jest kilka. Po pierwsze, przybywa samych samochodów. Po drugie, dane o żywotności akumulatorów wyglądają lepiej od oczekiwań. Po trzecie, poprawia się sama technologia — nowsze generacje aut notują SoH wyższe o 2–3 proc. względem starszych modeli.Niby niewiele, ale w świecie baterii i zaufania klienta te 2–3 punkty procentowe znaczą więcej, niż w reklamowym folderze. To różnica między „może bym zaryzykował” a „dobrze, sprawdzam ofertę”.Regulacje? Tym razem mogą komuś realnie pomócSą też regulacje unijne, o których zwykle mówi się z entuzjazmem urzędnika i cierpliwością kierowcy stojącego w korku. Ale akurat tutaj może z tego wyjść coś praktycznego.Arval zwraca uwagę na normę Euro 7 oraz unijne rozporządzenie bateryjne, które wprowadza m.in. Cyfrowy Paszport Baterii. W teorii brzmi to jak kolejny dokument, którego nikt nie przeczyta. W praktyce może oznaczać coś dużo bardziej użytecznego: łatwiejszy dostęp do informacji o kondycji akumulatora, jego historii i realnej wartości.Do tego dochodzą plany standaryzacji wskaźnika SOCE, czyli certyfikowanej informacji o pozostałej kondycji użytkowej baterii. Jeśli te rozwiązania faktycznie wejdą w życie tak, jak zapowiadano, kupowanie używanego elektryka przestanie przypominać trochę wróżenie z ogłoszenia i dwóch zdjęć. Stan baterii ma być odczytywalny, porównywalny i — co najważniejsze — potwierdzony.To może być jeden z tych momentów, gdy technologia dojrzewa nie przez spektakularny skok, tylko przez porządne uporządkowanie zasad gry.Rynek wtórny lubi święty spokójW tym wszystkim jest jeszcze jeden, bardziej przyziemny wymiar. Samochód używany kupuje się zwykle nie po to, by uczestniczyć w transformacji energetycznej Europy, tylko po to, żeby dojechać do pracy, odebrać dzieci, pojechać do klienta i nie martwić się, że za chwilę coś eksploduje — finansowo albo technicznie.Jeśli więc da się wiarygodnie potwierdzić stan baterii, to używany elektryk przestaje być towarem dla entuzjastów nowinek, a zaczyna być po prostu kolejną opcją na rynku. Może nie dla każdego. Ale już nie tylko dla odważnych.Arval podkreśla też, że jako pierwsza firma z sektora wynajmu długoterminowego i leasingu wdrożyła certyfikację stanu technicznego akumulatorów w używanych elektrykach. Współpracuje przy tym z dwiema niezależnymi organizacjami — Moba i Aviloo, certyfikowanymi przez CARA. To ważne o tyle, że przy sprzedaży samochodu własna deklaracja sprzedającego ma zwykle wartość mniej więcej taką jak zapewnienie z ogłoszenia, że „auto nie wymaga wkładu”.Co z tego wynika?Najprościej: mit o baterii, która po kilku latach nadaje się głównie do wspomnień, coraz wyraźniej rozmija się z rzeczywistością. Oczywiście nie znaczy to, że każdy elektryk starzeje się identycznie i że problem degradacji zniknął. To nie bajka o cudownej trwałości. To raczej chłodna korekta przesadzonych obaw.A takich korekt rynek dziś potrzebuje. Bo elektromobilność nie wygra samą obietnicą przyszłości. Wygra wtedy, gdy zacznie być zwyczajnie przewidywalna: w kosztach, w użytkowaniu i w odsprzedaży.I może właśnie tu kryje się najciekawszy wniosek z danych Arval. Nie w tym, że bateria po sześciu latach ma ponad 90 proc. pojemności. Tylko w tym, że elektryk coraz mniej przypomina eksperyment, a coraz bardziej normalny samochód. A to, paradoksalnie, dla całej tej branży może być najlepsza wiadomość.Najważniejsze dane z badania Arval:analiza objęła 30 tys. certyfikatów SoH z 11 rynków europejskich,badanie prowadzono od marca 2023 do września 2025 roku,66 proc. próby stanowiły auta BEV, resztę PHEV,po 70 tys. km bateria zachowuje średnio 93 proc. pojemności,po 160 tys. km lub 6 latach użytkowania pozostaje powyżej 90 proc.,średni spadek kondycji po początkowej fazie to około 1 proc. na 25 tys. km,nowsze modele osiągają SoH wyższe o 2–3 proc. względem starszych konstrukcjRelated PostsPrzeczytaj również! Xpeng wkracza do Polski: Mocny gracz na rynku elektromobilności Wojna cenowa na rynku elektryków – rewolucja na czterech kółkach czy chwilowa promocja? Rekordy na rynku elektryków. Czy system elektroenergetyczny to wytrzyma?