Na czasieRecepta na zależność > Robert Kamiński Opublikowane 29 marca 20260 0 145 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Osiemdziesiąt procent. Tyle substancji czynnych w europejskich lekach pochodzi z importu – głównie z Azji. Można by powiedzieć: no i co z tego, globalizacja, podział pracy, efektywność. Można by – do momentu, gdy łańcuch dostaw się urywa. A w ostatnich latach urywał się regularnie.Pandemia, wojna w Ukrainie, napięcia na Bliskim Wschodzie, wojny celne. Każdy z tych kryzysów zadawał to samo pytanie: co robimy, gdy ktoś przestaje nam sprzedawać to, czego potrzebujemy do leczenia ludzi? Odpowiedź przez lata brzmiała mniej więcej: jakoś to będzie. Teraz Europa postanowiła odpowiedzieć inaczej. STEP – Platforma Technologii Strategicznych dla Europy – to inicjatywa Komisji Europejskiej, która w uproszczeniu mówi: dość uzależnienia od zewnętrznych dostawców w sektorach krytycznych. Biotechnologia medyczna, produkcja farmaceutyczna, zaawansowane technologie biologiczne – to obszary, w których Europa chce budować własne kompetencje. Nie z sentymentu do protekcjonizmu, ale z zimnej kalkulacji ryzyka.W Polsce program realizują PARP i NCBR w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki. I – co warto odnotować – nie jest to kolejna konferencja o potrzebie innowacji. Są już pierwsze firmy, które z tego wsparcia korzystają. Selvita i Polpharma. Konkretne projekty, konkretne pieniądze, konkretne badania.Krzysztof Gulda, prezes PARP, mówi wprost: STEP nie tworzy niezależności z dnia na dzień. Buduje warunki, które ją umożliwiają. To ważne rozróżnienie – bo pokusa myślenia, że dotacja równa się suwerenność technologiczna, jest stara jak fundusze unijne. Tymczasem chodzi o coś innego: o sfinansowanie tego najtrudniejszego momentu, gdy projekt jest jeszcze za ryzykowny dla prywatnego kapitału, ale już za dojrzały, żeby go porzucić.Badania nad nowym lekiem trwają zazwyczaj kilkanaście lat. Często nie kończą się wprowadzeniem substancji do sprzedaży. Lidia Klimas z Selvity mówi o tym bez owijania w bawełnę – to wymaga funduszy, i to dużych. Bez publicznego wsparcia na etapie B+R wiele projektów po prostu nie dożywa momentu, gdy inwestor prywatny zaczyna się nimi interesować.Polski sektor biotechnologiczny wygląda na papierze całkiem nieźle: około 200 firm, nakłady na B+R przekraczające 1,7 mld zł, wartość rynku szacowana na 15 mld zł, wzrost na poziomie 10 proc. rocznie. Branża rośnie ponad dwukrotnie szybciej niż cała gospodarka UE. Do 2034 roku globalna wartość sektora ma się podwoić.Brzmi optymistycznie. Ale optymizm w biotechnologii ma krótkie nogi, jeśli nie idzie za nim zdolność do skalowania produkcji, dostęp do kapitału i partnerstwa międzynarodowe. Dotacja to impuls, nie silnik. Gulda to rozumie i mówi o tym głośno – co w świecie komunikacji instytucjonalnej jest samo w sobie pewnym odświeżeniem.Nabór do programu „STEP Biotechnologie – Innowacyjne technologie krytyczne” (ścieżka A) rusza 23 kwietnia. Dofinansowanie projektu może wynieść do 150 mln zł. Ścieżka B – dla firm, których projekty bezpośrednio ograniczają strategiczną zależność UE od państw trzecich – będzie prowadzona równolegle do 18 czerwca. NCBR ogłosi swoje nabory 8 maja.Warunek jest jeden, ale wymagający: projekt musi mieć znaczący potencjał gospodarczy wykraczający poza samą firmę. Wzrost eksportu, miejsca pracy, efekty spillover w innych krajach UE. Innymi słowy – nie wystarczy zrobić coś dobrego dla siebie. Trzeba pokazać, że to dobrego dla całego rynku wewnętrznego.Czy STEP zmieni europejską farmację? Za wcześnie mówić. Ale pytanie o to, skąd pochodzi substancja czynna w tabletce, którą połykamy – przestało być akademickie. I dobrze, że ktoś zaczął na nie odpowiadać czymś więcej niż konferencją.Related PostsPrzeczytaj również! Kto naprawdę kontroluje dane? OVHcloud o trendach, które ustawią 2026 rok Jak zdefiniować i wykorzystać „odpowiedzialną sztuczną inteligencję”? Gdzie firmy szukają oszczędności?