Home Na czasie Kiedy bak boli bardziej niż rata, Polak zaczyna liczyć

Kiedy bak boli bardziej niż rata, Polak zaczyna liczyć

0
0
205

Jest taki moment przy dystrybutorze, kiedy patrzysz na obracający się licznik i myślisz: „czy ja właśnie tankuję paliwo, czy spłacam kredyt?”. Jeśli ostatnio miewasz takie chwile częściej – nie jesteś sam. Cały kraj zaczął liczyć.

Jedenastokrotnie więcej ciekawskich

Wojna na Bliskim Wschodzie zrobiła to, czego nie potrafiły żadne kampanie ekologiczne ani rządowe dopłaty – zmusiła Polaków do zainteresowania się tym, ile naprawdę pali ich samochód. W pierwszym tygodniu eskalacji konfliktu raporty spalania w serwisie Autocentrum odnotowały jedenastokrotny wzrost odwiedzin. Teraz, gdy emocje nieco opadły, ruch wciąż jest ośmiokrotnie wyższy od normy. Sekcja z cenami paliw – rekordowa.

Nic dziwnego. Kiedy litr benzyny zaczyna kosztować tyle, że zastanawiasz się, czy nie taniej byłoby dojeżdżać do pracy konno, naturalne jest, że sięgasz po kalkulator.

Co drugie nowe auto to hybryda. Serio.

Zanim jednak pomyślisz, że Polacy dopiero teraz się obudzili – dane mówią co innego. Według IBRM Samar, hybrydy mają już 54% udziału w sprzedaży nowych aut w 2026 roku. Dorzuć do tego elektryki i wychodzi, że 60% nowych pojazdów na polskich drogach ma napęd, który przynajmniej próbuje być oszczędny.

Co drugie nowe auto to hybryda. Jeszcze pięć lat temu brzmiałoby to jak żart z branżowej konferencji.

Marek Srębowaty z Superauto.pl studzi jednak entuzjazm tych, którzy widzą w obecnych podwyżkach natychmiastową rewolucję zakupową. Kupno samochodu to nie zakup w afekcie – to proces na 30–90 dni. Gdyby ceny paliw utrzymały się na obecnym poziomie przez kilka miesięcy, dopiero wtedy zobaczylibyśmy realne przesunięcie w wyborach Polaków. Na razie liczymy, porównujemy i… tankujemy z grymasem.

Ile kosztuje setka? Zależy, czym jedziesz

Eksperci Superauto.pl policzyli to za nas, i wyniki są pouczające.

  • Najdrożej wypada Toyota Corolla XI (1.6, 132 KM, roczniki 2013–2018) – setka kosztuje 50 zł po cenach rynkowych. Za nią Volkswagen Passat z dwulitrowym dieslem – 45 zł. To są kwoty, przy których weekend nad morzem zaczyna się od arkusza kalkulacyjnego.
  • Hybryda tej samej Corolli (1.8 Hybrid, 122 KM) schodzi do 36 zł za setkę. Różnica? Prawie 14 złotych na każde 100 km. Przy 15 tysiącach km rocznie to ponad dwa tysiące złotych – za które można zatankować… no właśnie, coraz mniej.
  • LPG wciąż broni się honorowo – Dacia Duster z fabryczną instalacją to 28 zł za setkę. Ale uwaga: silnik ma tylko 100 KM, więc porównanie z resztą stawki jest trochę jak zestawianie roweru z motocyklem.

A Tesla Model 3 RWD? Tu zaczyna się robić ciekawie:

  • Ładowanie nocą z gniazdka domowego – 14 zł za 100 km
  • Mix 80% dom / 20% szybka ładowarka – 20 zł
  • Wyłącznie stacje publiczne – 38 zł

Tylko w tym ostatnim, najmniej korzystnym scenariuszu elektryk przegrywa z LPG i hybrydą. We wszystkich pozostałych – wygrywa z całą stawką.

Prąd ma coś, czego benzyna nie ma: spokój

Jest jeszcze jeden argument, który łatwo przeoczyć, a który podnosi Grigoriy Grigoriev z Powerdot. Ceny energii elektrycznej są po prostu bardziej przewidywalne. Prąd z gniazdka domowego to rynek regulowany – nie skacze w górę, bo ktoś gdzieś zaatakował tankowiec. Ceny na stacjach ładowania też zachowują się spokojniej niż te na pylonach stacji benzynowych.

I to nawet w Polsce, która – jak delikatnie zauważa ekspert – ma jedne z najdroższych cen energii w Europie, głównie przez opłaty dystrybucyjne. Mimo to firmy, które policzyły realne koszty ładowania floty, rozbudowują ją dalej. Bo się opłaca. Kropka.

I co z tego wynika?

Wynika z tego historia, którą znamy z innych branż. Kiedy coś boli w portfelu, ludzie zaczynają szukać alternatyw.Nie z ideologii, nie z troski o planetę – z czystej, pragmatycznej kalkulacji. I okazuje się, że te alternatywy już istnieją, są dostępne i – co najważniejsze – mają sens ekonomiczny.

Hybrydy nie są już ciekawostką. Elektryki nie są już zabawką dla entuzjastów z panelami na dachu. A LPG – cóż, LPG jest jak stary, sprawdzony przyjaciel, który może nie błyszczy, ale nigdy nie zawodzi.

Pytanie nie brzmi już „czy warto przesiąść się na coś oszczędniejszego”. Pytanie brzmi: ile jeszcze tankowań musi zaboleć, żebyś w końcu to zrobił?

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…