Home Na czasie Cyfrowa higiena zaczyna się w domu, nie w aplikacji

Cyfrowa higiena zaczyna się w domu, nie w aplikacji

0
0
206

Fundacja Sensus Vitae otwiera centrum wsparcia dla rodziców, nauczycieli i psychologów. Na celowniku: nie technologia sama w sobie, ale brak umiejętności jej używania.

W roku 2011 smartfon przestał być luksusem. Stał się standardową propozycją w ofercie każdego operatora. I właśnie w tym roku, jak wynika z badań nad zdolnościami poznawczymi młodych ludzi, coś się odwróciło.

Od końca XIX wieku każde nowe pokolenie wypadało w testach kognitywnych lepiej niż poprzednie. Więcej czasu w szkole, lepsza dieta, rosnąca dostępność wiedzy — trend był wyraźny i nieprzerwany. Aż do pokolenia Z. Pierwszego, które żyje w całości w scyfryzowanym świecie. I pierwszego, które w pomiarach uwagi, funkcji wykonawczych, umiejętności czytania i pisania oraz ilorazie inteligencji ogólnej wypada gorzej niż ich rodzice.

Ten fakt — przytoczony podczas inauguracji ośrodka Fundacji Sensus Vitae przy ul. Rembielińskiej 20 w Warszawie — nie jest dowodem na to, że technologia jest zła. Jest punktem wyjścia do rozmowy, którą środowisko rodziców, nauczycieli i psychologów toczy od lat, ale rzadko kiedy prowadzi wspólnie.

Miejsce spotkania, nie instytucja pouczania

Fundację założyli Marcin Cassino i Donata Urło-Piotrowska. Jak mówi prezes fundacji Donata Urło-Piotrowska, impulsem była historia osobista — własne dziecko, które zbyt szybko zatracało równowagę między światem wirtualnym a rzeczywistym, i brak narzędzi, żeby mu pomóc. Centrum ma być odpowiedzią na kilka konkretnych problemów jednocześnie.

Rodzice często nie wiedzą, jak rozmawiać z dzieckiem o technologii inaczej niż przez zakazy. Nauczyciele za kilka miesięcy będą musieli prowadzić nowy przedmiot — edukację medialną — bez żadnego przygotowania w tym zakresie na studiach. Psycholodzy przyjmują nastolatków, którzy sami mówią, że są uzależnieni od telefonu, i nie mają narzędzi, bo tego po prostu nie uczono.

Cyfryzacja nie jest zagrożeniem sama w sobie. Problem zaczyna się wtedy, gdy brakuje wiedzy, narzędzi i wsparcia w jej świadomym wykorzystaniu.

— Donata Urło-Piotrowska, prezes Fundacji Sensus Vitae

Fundacja współpracuje z naukowcami z Akademii Pedagogiki Specjalnej oraz Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego. W radzie naukowej zasiada m.in. Leszek Dowgiałło.

Profilaktyka zamiast interwencji

Jednym z mówców był praktyk, który na co dzień jeździ po szkołach w trybie interwencyjnym — po próbach samobójczych, po kryzysach, które już się wydarzyły. Jego diagnoza była prosta i bolesna: w Polsce pomyliliśmy profilaktykę z interwencją. Reagujemy, kiedy jest już za późno, zamiast działać wcześniej.

Przytoczył liczbę, która zatrzymuje: 13% dzieci w Polsce ma telefon przed ukończeniem pierwszego roku życia. Zanim takie dziecko pójdzie do żłobka, jest już oswojone z ekranem jako stałym elementem otoczenia. Nie jako narzędzie, nie jako medium — jako tło życia.

W planach fundacji jest Warszawski Klub Pedagoga — inicjatywa sieciująca dyrektorów szkół i pedagogów specjalistów, żeby informacja o problemach krążyła zanim staną się kryzysem. Jeśli w jednej szkole pojawia się fala trudnych zdarzeń, sąsiednia szkoła powinna wiedzieć wcześniej — nie z doniesień medialnych.

Pierwszy ekran nie jest szklany

Najsilniejszy punkt inauguracji należał do dr Agnieszki Gąstoł, psychologa współpracującego z fundacją. Jej referat nie był przestrogą przed technologią. Był przypomnieniem, czym jest rozwój dziecka.

Psychologia rozwojowa mówi, że dziecko buduje obraz świata przeglądając się w twarzy opiekuna — szuka w niej bezpieczeństwa, potwierdzenia, obecności. Ta twarz jest pierwszym interfejsem. Jeśli coraz częściej gaśnie, bo rozświetla ją ten drugi, szklany ekran — dziecko zaczyna szukać siebie tam, gdzie coś się świeci.

Największym zagrożeniem nowych mediów, według dr Gąstoł, nie jest treść, którą pokazują. Jest to, że powoli zaczynają mówić dzieciom, kim są: że wartość mierzy się lajkami, relacja to follow, nuda jest awarią systemu, a cisza — podejrzana. Higiena cyfrowa w tym ujęciu to nie kwestia limitu czasowego w aplikacji rodzicielskiej. To element troski o rozwój człowieka — tak samo podstawowy jak sen, odżywianie czy ruch.

Nie kolejna kampania strachu

Fundacja Sensus Vitae sytuuje się obok takich organizacji jak Instytut Higieny Cyfrowej, Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę czy Fundacja Znam Swój Zasięg — i wprost deklaruje, że chce się od nich uczyć, nie dublować ich pracy.

To, co odróżnia nowe centrum od kampanii profilaktycznych, które znamy z plakatów w szkolnych korytarzach, to podejście: nie straszyć, nie zawstydzać, nie moralizować. Dawać narzędzia. Rodzicom — żeby rozmawiali. Nauczycielom — żeby uczyli, skoro mają to robić od września. Psychologom — żeby wiedzieli, z czym siedzą naprzeciwko nich nastolatkowie.

Technologia jest potężna. Wszystko, co potężne, wymaga kultury używania. W sali, w której siedzieli ludzie po interwencjach kryzysowych i psycholodzy bez narzędzi do pracy z uzależnieniami cyfrowymi, brzmiało to po prostu jak opis problemu, który trzeba rozwiązać.

Autor był obecny na inauguracji ośrodka Fundacji Sensus Vitae, ul. Rembielińska 20, Warszawa, 12 kwietnia 2026. Więcej informacji: sensusvitae.org.pl

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…