Na czasieBezpieczni i nienasyceni > Robert Kamiński Opublikowane 3 maja 20260 0 161 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Wyobraź sobie kraj, w którym prawie dziewięć osób na dziesięć wieczorem wychodzi na spacer bez strachu. Gdzie sąsiedzi nie zamykają furtki na trzy zamki, bo nie muszą. Gdzie statystyki przestępczości plasują go w europejskiej czołówce — ale na odwrót, bo chodzi o jej brak.To Polska. I właśnie tutaj, w tym całkiem bezpiecznym kraju, rynek kamer, czujników i systemów analitycznych kwitnie jak nigdzie indziej. Liczby są twarde.Według Eurostatu zaledwie 2,8 proc. Polaków deklaruje, że w swojej okolicy doświadcza przestępczości, przemocy lub wandalizmu. W Grecji, Holandii czy Belgii ten odsetek przekracza 15–20 procent. Badania Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości mówią, że 94 proc. Polaków uważa swoje miejsce zamieszkania za bezpieczne. To nie jest propaganda — to pomiary.I jednocześnie: firmy takie jak Axis Communications czy Genetec zacierają ręce. Skąd ta sprzeczność? Bo bezpieczeństwo przestało być tylko kwestią braku zagrożeń. Stało się produktem.Można by to nazwać paradoksem dobrobytu. Im bardziej nam dobrze, tym bardziej chcemy, żeby było jeszcze lepiej. Tak samo działamy w innych sferach — dobra infrastruktura rodzi oczekiwania lepszej infrastruktury, sprawna służba zdrowia buduje żądanie jeszcze sprawniejszej. Bezpieczeństwo nie jest wyjątkiem.Mieszkańcy polskich miast coraz częściej oczekują nie tylko, że ktoś przyjedzie po tym, jak coś się wydarzy. Chcą, żeby ktoś wiedział wcześniej. Żeby kamera nie tylko nagrywała, ale interpretowała. Żeby zarządzanie miastem było trochę mniej reaktywne, a trochę bardziej przewidujące.To zmienia rynek technologiczny — i to fundamentalnie.Przez lata monitoring miejski był prosty: kamera na słupie, nagranie na serwerze, przegląd po fakcie. Dziś Konrad Badowski z Axis Communications mówi wprost, że liczy się już analityka wideo i sztuczna inteligencja — wykrywanie zdarzeń w ruchu drogowym, sytuacji wymagających interwencji, anomalii w tłumie. Jakub Kozak z Genetec dodaje, że coraz więcej miast integruje dane z kamer z innymi źródłami — czujnikami, systemami zarządzania ruchem — po to, żeby koordynować działania, zanim problem urośnie.To nie jest rewolucja techniczna. To jest zmiana logiki. Od „rejestrujemy” do „rozumiemy”.Dla dostawców takich rozwiązań Polska to rynek z podwójną atrakcją: wystarczająco zamożny, żeby inwestować, i wystarczająco spokojny, żeby uzasadniać zakup nie strachem, lecz ambicją. Nie kupujesz kamer, bo się boisz. Kupujesz, bo chcesz mieć sprawnie działające miasto.Jest tu jednak mały zgrzyt, o którym się nie mówi głośno.Kiedy bezpieczeństwo staje się elementem „jakości życia”, tak jak oświetlenie ulic czy skwery z ławkami — kto decyduje, ile bezpieczeństwa wystarczy? I kto płaci za to, żeby poczucie komfortu mieszkańców rosło równolegle ze sprzedażą systemów analitycznych?Samorządy zaczynają traktować monitoring jako infrastrukturę. Słusznie, można powiedzieć. Ale infrastruktura ma to do siebie, że raz zbudowana — jest. I rozrasta się. I generuje dane. I ktoś te dane przechowuje, interpretuje, decyduje, co z nimi robić.Nie mówię, że to źle. Mówię, że to pytanie, które warto zadać zanim przetarg zostanie rozstrzygnięty.Polska jest bezpieczna. Prawdopodobnie bezpieczniejsza, niż nam się wydaje, bo ludzka perceja zagrożenia słabo koreluje ze statystykami. I właśnie dlatego branża bezpieczeństwa nie sprzedaje nam odpowiedzi na problem — sprzedaje nam odpowiedź na oczekiwanie.To całkiem różne rzeczy. I całkiem dobry biznes.Related PostsPrzeczytaj również! Subaru i Dell Technologies rozwijają zaawansowany system wspierania kierowcy Sektor publiczny w cyfrowej rewolucji: od danych do decyzji w kilka minut dzięki gen AI Rząd ostrzega przed atakami na systemy przemysłowe – eksperci komentują