Home Po godzinach Jaecoo 7 Super Hybrid – chiński SUV bez kompleksów

Jaecoo 7 Super Hybrid – chiński SUV bez kompleksów

0
0
1,220

Samochody stały się komputerami na kołach szybciej, niż zdążyliśmy to zauważyć. Jeszcze wczoraj recenzowałem procesory i smartfony, a dziś siedzę za kierownicą auta, które ma więcej linii kodu niż niejeden system operacyjny. I tak oto trafiłem do Jaecoo 7 Super Hybrid – chińskiego SUV-a, który jednych zachwyca, a innych przyprawia o ból głowy. Dlaczego? Zaraz się przekonacie.

Co ciekawe, nie jestem jedynym, którego ten samochód zaintrygował. Dwóch moich znajomych, na co dzień jeżdżących Mercedesami, zaczęło poważnie rozważać zakup Jaecoo. To już nie jest historia o podbieraniu klientów Dacii czy Koreańczykom – to symptom głębszej zmiany na rynku. Jeden z tych znajomych ma również elektryczne Audi, z którego nie do końca jest zadowolony. „Płacę fortunę za samochód, który ciągle mnie zawodzi” – powiedział mi podczas ostatniego spotkania. Chińskie marki przestały być synonimem tanich podróbek. Teraz oferują coś, czego europejscy producenci zdają się nie dostrzegać – rozsądny stosunek jakości do ceny i pragmatyczne podejście do technologii.

Design – słoń w salonie ?

Nie owijajmy w bawełnę – Jaecoo 7 wygląda jak Range Rover po chińsku. Nie jest to bezczelna kopia, ale „inspiracja” jest tak oczywista, że trudno ją przeoczyć. Masywna sylwetka, charakterystyczna linia dachu, proporcje – wszystko krzyczy „chciałbym być brytyjskim arystokratą”.

Ale diabeł tkwi w szczegółach. Przedni grill z pionowymi listwami przypomina Velar, ale jest bardziej agresywny. Tylne lampy to już własna interpretacja – węższe i bardziej technologiczne niż u brytyjskiego pierwowzoru. Linia boczna z charakterystycznym załamaniem nad tylnym nadkolem dodaje dynamiki, której brakuje w oryginalnym Range Roverze.

Najbardziej uderzające jest jednak to, jak dobrze ten design się starzeje. Podczas gdy europejskie marki co sezon dodają coraz więcej zagięć, kantów i niepotrzebnych ozdobników, Jaecoo postawił na prostotę i proporcje. I wiecie co? To działa. Auto wygląda drożej niż jest w rzeczywistości. A jeśli już masz się na kimś wzorować, to czemu nie na ikonie designu? Przynajmniej nie udają, że wymyślili koło na nowo.

 

Wnętrze – miękkie plastiki i więcej niż się spodziewasz

Wnętrze to miejsce, gdzie Chińczycy naprawdę odrobili pracę domową. Fotele są zaskakująco wygodne, z elektryczną regulacją we wszystkich możliwych płaszczyznach i funkcją zapamiętywania ustawień. A do tego – uwaga – są wentylowane! W aucie tej klasy cenowej to rzadkość. Materiały? Miękkie plastiki, przyjemna w dotyku kierownica, solidne spasowanie. Nie jest to może poziom Volvo, ale zdecydowanie lepiej niż w Dacii.

Przestrzeni jest pod dostatkiem – przy moich 190 cm mogę wygodnie siedzieć zarówno z przodu, jak i z tyłu. Panoramiczny dach dodaje wnętrzu przestronności, choć kradnie kilka centymetrów nad głową. I nie jest to zwykły szklany panel – to w pełni otwierany dach panoramiczny, który w tej klasie cenowej jest raczej opcją dodatkową, a nie standardem.

Lista wyposażenia przypomina bardziej auta z segmentu premium. Nagłośnienie SONY zapewnia zaskakująco dobrą jakość dźwięku. CarPlay i Android Auto działają bezprzewodowo – żadnych kabli, po prostu wsiadasz i jedziesz. Bezprzewodowa ładowarka do telefonu jest standardem, a porty USB (zarówno typu A, jak i C) rozmieszczono strategicznie po całym wnętrzu – przy konsoli centralnej, w schowku, dla pasażerów z tyłu. Gdziekolwiek dusza zapragnie.

Wisienką na torcie jest konfigurowalne oświetlenie ambient, które może dostosowywać się do stylu jazdy lub odtwarzanej muzyki. To drobiazg, ale pokazuje, że Chińczycy nie tylko kopiują rozwiązania z droższych aut, ale dodają też własne pomysły.

Ergonomia to już inna bajka. Lusterka ustawia się przez wyświetlacz, a nie z kierownicy czy drzwi. Niby drobiazg – bo ile razy w roku przestawiasz lusterka? – ale pokazuje, że ktoś tu poszedł na skróty. Wielki, pionowy tablet na konsoli centralnej wygląda jak doklejony w ostatniej chwili. Wolałbym poziomy ekran elegancko wkomponowany w deskę rozdzielczą, jak w Omoda 9. Ale…  przynajmniej działa responsywnie i jest intuicyjny.

Widoczność – strzelnica na kołach

Tylna szyba w połączeniu z lusterkiem wstecznym to jakiś żart. Przypomina bardziej lufcik w bunkrze niż okno w samochodzie za ponad 150 tysięcy złotych. Widoczność do tyłu jest tak ograniczona, że bez kamer byłoby to niebezpieczne. Na szczęście system kamer 540 stopni działa sprawnie i skutecznie rekompensuje ten mankament. Nie jest to idealne rozwiązanie – wolałbym po prostu normalną szybę – ale przynajmniej nie wjedziesz w słup podczas parkowania.

System kamer – technologiczny majstersztyk

Jaecoo 7 wyposażono w jeden z najbardziej zaawansowanych systemów kamer, jakie widziałem w tej klasie cenowej. Panoramiczna kamera 540° z widokiem z góry i trybem 3D to coś, czego nie powstydziłyby się auta z segmentu premium. System pozwala na podgląd otoczenia z każdej strony samochodu, a nawet oferuje widok „przezroczystego podwozia” – funkcję szczególnie przydatną podczas jazdy po nieutwardzonym terenie.

Obraz z kamer wyświetlany jest na centralnym ekranie dotykowym w wysokiej rozdzielczości. W trybie 3D możesz samodzielnie obracać widok dookoła pojazdu, co pozwala na dokładną ocenę odległości od przeszkód. System aktywuje się automatycznie przy niskich prędkościach, podczas cofania oraz po włączeniu kierunkowskazu.

Co więcej, kamery współpracują z systemami ADAS – wykrywają przeszkody, asystują przy martwym polu, ostrzegają o ruchu poprzecznym i potencjalnych kolizjach. Całość działa płynnie i intuicyjnie, bez zauważalnych opóźnień. Nawet w nocy jakość obrazu pozostaje na wysokim poziomie.

To jeden z tych elementów, który sprawia, że Jaecoo 7 wydaje się autem z wyższej półki. Systemy kamer tego typu zwykle spotyka się w autach kosztujących znacznie więcej. Tu dostajemy je w standardzie, co pokazuje, że Chińczycy doskonale rozumieją, czego oczekują współcześni kierowcy.

Systemy wspomagania – nierówny poziom

Jaecoo 7 wyposażono w pełen pakiet systemów wspomagania kierowcy, w tym adaptacyjny tempomat, który – ku mojemu zaskoczeniu – radzi sobie naprawdę nieźle. Zarówno na autostradzie, jak i w miejskich korkach działa płynnie i przewidywalnie. Nie ma tych irytujących szarpnięć czy nagłych hamowań, które często spotykam w innych autach. System utrzymuje bezpieczny dystans, a przy zmianie pasa ruchu przez pojazd z przodu reaguje z odpowiednim wyprzedzeniem – ani zbyt nerwowo, ani zbyt leniwie.

Gorzej jest z asystentem pasa ruchu. Teoretycznie powinien utrzymywać auto w środku pasa, ale w praktyce… cóż, powiedzmy, że nie do końca mu ufam. Czasami reaguje zbyt późno, innym razem zbyt agresywnie. Na prostych odcinkach drogi radzi sobie nieźle, ale na bardziej skomplikowanych zakrętach lepiej przejąć kontrolę. To nie jest poziom Tesli czy Volvo C40, gdzie możesz niemal puścić kierownicę (choć oczywiście nie powinieneś). Tu musisz być czujny i gotowy do interwencji.

Napęd i wrażenia z jazdy – zaskakująco dobre

Pod maską pracuje układ hybrydowy typu plug-in: benzynowe 1.5 Turbo GDI (143 KM) współpracujące z silnikiem elektrycznym (204 KM). Razem generują 280 KM i 525 Nm momentu obrotowego. Liczby wyglądają nieźle na papierze, ale jak to się przekłada na jazdę?

Zaskakująco dobrze. Auto prowadzi się lekko, niemal bez wysiłku. Nie jest to ta płynność, którą znamy z klasy premium – Jaecoo nie „płynie” po jezdni jak amerykański krążownik. Ma swój charakter – bardziej bezpośredni, mniej wyrafinowany, ale wciąż komfortowy.

Najbardziej uderza cisza. Nawet gdy silnik spalinowy dołącza do akcji, robi to tak dyskretnie, że można tego nie zauważyć. Całe doświadczenie przypomina jazdę elektrykiem – płynne przyspieszenie, brak szarpnięć przy zmianie biegów, cisza w kabinie. Dopiero mocniejsze wciśnięcie pedału gazu przypomina, że pod maską drzemie też jednostka spalinowa. Nieco gorzej jest przy prędkościach autostradowych kiedy słychać szum opon.

Jaecoo oferuje trzy tryby jazdy: eco, normal i sport. Ten ostatni daje naprawdę solidnego „kopa”. 280 KM i 525 Nm momentu obrotowego czuć wyraźnie, gdy przełączysz się w tryb sport. Auto przyspiesza żwawo, reaguje na gaz bez zwłoki. Nie jest to hot-hatch, ale dla codziennych potrzeb – więcej niż wystarczające.

Skrzynia 1DHT (Dedicated Hybrid Transmission) działa płynnie i przewidywalnie. W mieście docenisz jej elastyczność, a w trasie – efektywność. Przełączanie między trybami (EV, hybrydowy, ładowanie) odbywa się bez szarpnięć i opóźnień.

Zasięg – imponujący jak na hybrydę plug-in

Jaecoo 7 Super Hybrid oferuje zasięg elektryczny do 90 km, co w codziennym użytkowaniu oznacza, że większość miejskich podróży możesz pokonać bez kropli benzyny. Łączny zasięg hybrydowy sięga imponujących 1200 km, co czyni ten samochód idealnym kompanem dalekich podróży – możesz przejechać całą Polskę wzdłuż bez konieczności tankowania.

Ekonomia jazdy – dwie twarze hybrydy plug-in

Tutaj zaczyna się prawdziwa zabawa z liczbami. Hybrydy plug-in to skomplikowany temat, jeśli chodzi o koszty eksploatacji. Nie wystarczy pomnożyć cenę benzyny przez zużycie – trzeba doliczyć koszt prądu. I tu Jaecoo 7 SH pokazuje swoje dwie twarze.

Przy ładowaniu z publicznej ładowarki (które trwa około 45 minut do pełna), koszt przejechania 100 km w mieście wynosi około 42 zł. W trasie, na dystansie 355 km, koszt 100 km jest podobny – około 41 zł. To zbliżone do kosztów eksploatacji mojej Suzuki Vitary 1.6 – auta z niższego segmentu, znanego z oszczędności. Innymi słowy – za te wszystkie bajery i 280 koni pod maską płacisz tyle samo, co za jazdę kompaktowym SUV-em. Nieźle, ale nie rewelacyjnie.

Ale wszystko zmienia się, gdy ładujesz auto w domu, gdzie prąd kosztuje około 0,60 zł/kWh (np. z fotowoltaiki lub nocnej taryfy). Wtedy koszt przejechania 100 km w mieście spada do zaledwie 12,22 zł! To trzykrotnie taniej niż przy ładowaniu na publicznych stacjach i taniej niż jazda oszczędnym dieslem (4,5 l/100 km).

W trasie, przy ładowaniu domowym, koszt 100 km wynosi około 32 zł – nadal taniej niż klasyczne auto benzynowe, choć różnica nie jest już tak spektakularna.

Ładowanie w domu jest też wygodniejsze – uzupełnienie energii wystarczającej na 40 km zajmuje około 2 godzin. Możesz więc podłączyć auto wieczorem i rano mieć pełną baterię.

Wniosek? Jaecoo 7 SH ma ekonomiczny sens głównie dla osób, które mogą ładować auto w domu. Z prądem z gniazdka lub fotowoltaiki koszty jazdy dramatycznie spadają – w mieście to niemal jazda za darmo. Bez tego – równie dobrze możesz kupić zwykłego SUV-a.

Inteligentne udogodnienia i ich kaprysy

Jaecoo 7 ma kilka sprytnych funkcji, które znamy z droższych aut. Zbliżenie się z pilotem powoduje automatyczne wysunięcie klamek (jak w Tesli) i odblokowanie zamków. Podobnie przy oddalaniu – auto nie tylko zamyka drzwi, ale również szyby i dach. Nawet niektóre modele Volvo nie oferują takiego komfortu.

Jest jednak pewien zgrzyt – system zbyt gorliwie reaguje na obecność pilota. Jeśli chcesz porozmawiać stojąc przy aucie, przygotuj się na bezustanne zamykanie i otwieranie. To jak mieć nadgorliwego lokaja, który ciągle pyta, czy czegoś nie potrzebujesz, gdy próbujesz spokojnie porozmawiać z przyjacielem.

A propos dziwnych zachowań – dwukrotnie podczas testów auto ni z tego ni z owego otworzyło bagażnik na parkingu, gdy z niego wysiadłem. Wyobraźcie sobie minę przechodniów, gdy nagle tylna klapa twojego samochodu unosi się majestatycznie, a ty stoisz kilka metrów dalej z równie zaskoczoną miną. Nie znalazłem logicznego wytłumaczenia tego zachowania – żaden przycisk na pilocie nie został przypadkowo wciśnięty. Najwyraźniej chiński system ma własne pomysły na to, kiedy powinieneś mieć dostęp do bagażnika. Może to jakiś ukryty algorytm sztucznej inteligencji, który przewiduje, że zaraz będziesz potrzebował dostępu do bagażnika? Albo po prostu błąd w oprogramowaniu. W każdym razie – zabawne, choć trochę niepokojące.

Podsumowanie – czy warto?

Jaecoo 7 Super Hybrid to propozycja dla pragmatycznych kierowców, którzy cenią komfort, wyposażenie i efektywność ponad sportowe emocje czy prestiż marki. Za rozsądne pieniądze dostajemy auto, które w wielu aspektach dorównuje, a czasem przewyższa europejską konkurencję.

Nie jest to samochód idealny – układ kierowniczy, ergonomia i niektóre rozwiązania technologiczne wymagają przyzwyczajenia. Ekonomia jazdy ma sens głównie dla osób z dostępem do taniego prądu. Ale jeśli szukasz nowoczesnego SUV-a z mocnym napędem hybrydowym, dużym zasięgiem elektrycznym i bogatym wyposażeniem, trudno znaleźć lepszą propozycję w tej cenie.

Jaecoo 7 nie udaje, że jest kimś innym – to chiński SUV z ambicjami, który nie przeprasza za swoje pochodzenie. I właśnie ta szczerość może być jego największym atutem. W świecie, gdzie każdy próbuje być kimś innym, Jaecoo po prostu robi swoje – i robi to całkiem nieźle.

Mocne strony:

  • Układ napędowy: 280 KM i 525 Nm momentu obrotowego
  • Zasięg elektryczny do 90 km, łączny zasięg 1200 km
  • Bogate wyposażenie: panoramiczny otwierany dach, nagłośnienie SONY, wentylowane fotele
  • Zaawansowany system kamer 540° z widokiem 3D
  • Niskie koszty eksploatacji przy ładowaniu domowym (ok. 12 zł/100 km)

Słabe strony:

  • Ograniczona widoczność do tyłu
  • Nietypowa ergonomia niektórych elementów sterowania
  • Asystent pasa ruchu działa nierówno
  • Przy ładowaniu na publicznych stacjach ekonomia nie lepsza niż w zwykłym SUV-ie

Dla kogo? Dla pragmatycznych kierowców, którzy cenią komfort i wyposażenie, a mają możliwość ładowania auta w domu. Szczególnie zainteresuje tych, którzy szukają alternatywy dla droższych europejskich marek, nie tracąc przy tym na jakości i prestiżu.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…