BiznesZamrożone licencje, czyli miliardy w szufladzie > Robert Kamiński Opublikowane 17 lutego 20260 0 280 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Znacie to uczucie, gdy otwieracie lodówkę i znajdujecie z tyłu jogurt przeterminowany o trzy miesiące? Kupiony w dobrej wierze, z planem na zdrowe śniadanie, a potem – zapomniany. Z oprogramowaniem w firmach jest podobnie. Tyle że zamiast jogurtu za cztery złote, mówimy o licencjach wartych miliardy.Połowa budżetu idzie w piachRóżne raporty mówią różne rzeczy, ale kierunek jest jeden: od 40 do nawet 50 procent wydatków na oprogramowanie w firmach to pieniądze wyrzucone w błoto. Licencje kupione i nieużywane. Narzędzia, które robią to samo, ale kupione przez dwa różne działy. Zespół marketingu korzysta z jednego rozwiązania, zespół sprzedaży z drugiego – a oba służą do tego samego. To nie jest problem technologiczny. To problem organizacyjny. I – co ciekawe – problem, na który istnieje całkiem prozaiczne rozwiązanie.Licencja wieczysta żyjeJakub Šulák, szef Forscope – największego brokera oprogramowania w Europie Środkowo-Wschodniej – tłumaczy rzecz, która brzmi banalnie, ale jakoś nie przebija się do świadomości zarządów: te nieużywane licencje można po prostu sprzedać.Chodzi głównie o tak zwane licencje wieczyste. Firma kupiła je kiedyś jednorazowo, potem przeszła na chmurę albo subskrypcję, a stare licencje leżą. Jak ten jogurt. Tyle że jogurt traci wartość, a licencja na Microsoft Office 2021 czy 2024 – niekoniecznie.Šulák szacuje, że u naszych południowych sąsiadów (Czechy, Słowacja) wartość takiego „zamrożonego” oprogramowania liczy się w miliardach koron. W Polsce pewnie nie jest lepiej, choć nikt tego dokładnie nie policzył. Może właśnie dlatego, że nikt nie szuka.Trzy wymówki, które trzymają pieniądze w zamrażarceDlaczego firmy nie sprzedają tego, czego nie używają? Bo wierzą w trzy mity.„To chyba nielegalne.” Najpopularniejsza wymówka. I nieprawdziwa. Europejski Trybunał Sprawiedliwości rozstrzygnął to lata temu w sprawie UsedSoft przeciwko Oracle. Odsprzedaż licencji jest legalna. Klauzule w umowach, które tego zabraniają, są nieważne. Nawet Microsoft usunął je ze swoich nowych kontraktów. Mogą się jeszcze pojawiać w umowach sprzed dekady, ale prawnie – nie mają mocy.„Nie wiemy, co mamy.” I to jest chyba najsmutniejszy powód. W wielu firmach panuje taki bałagan licencyjny, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, które licencje są używane, które leżą odłogiem, a które – uwaga – są nadmiernie eksploatowane (czyli firma korzysta z większej liczby stanowisk, niż kupiła). Ten chaos nie tylko blokuje możliwość sprzedaży, ale naraża firmę na kary przy audycie. Narzędzia do zarządzania zasobami oprogramowania istnieją. Tylko trzeba chcieć z nich skorzystać.„To pewnie strasznie skomplikowane.” Šulák porównuje to do handlu akcjami. Nikt nie idzie na giełdę osobiście – robi to przez brokera. Z licencjami jest tak samo. Broker mówi, jakie dokumenty są potrzebne, przeprowadza badanie prawne, pilnuje formalności. Firma dostarcza informacje o licencjach, resztą zajmuje się ktoś, kto robi to zawodowo.Można sprzedać część, nie całośćJest jeszcze jedna rzecz, o której mało kto wie: nie trzeba sprzedawać wszystkich licencji. Jeśli firma ma tysiąc licencji, a używa sześciuset – może sprzedać czterysta. TSUE potwierdził i taką możliwość.A co z kupującymi? Ci z kolei boją się, że dostaną licencje „z różnych źródeł” i będzie bałagan. Šulák uspokaja: nawet jeśli dwa tysiące licencji pochodzi od trzech różnych sprzedawców, kupujący dostaje jeden portal, jeden plik instalacyjny i jeden klucz zbiorczy. Dokumentacja prawna jest osobna dla każdego źródła, ale w praktyce – to kilka dodatkowych plików PDF na wypadek audytu. Nic, co by spędzało sen z powiek działowi IT.Recykling, ale cyfrowyTrudno nie zauważyć, że cały ten mechanizm to w gruncie rzeczy recykling. Tyle że zamiast butelek – oprogramowanie. Jedna firma już nie potrzebuje, druga jeszcze potrzebuje. Zamiast produkować nowe licencje (i nowe koszty), wykorzystuje się te, które już istnieją.Brzmi jak coś, co powinno być oczywiste? Pewnie tak. Ale w biznesie „oczywiste” i „powszechnie stosowane” to dwa zupełnie różne światy. Między nimi leżą miliardy – zamrożone w licencjach, o których nikt nie pamięta.Może czas zajrzeć do tej firmowej lodówki.Related PostsPrzeczytaj również! Jakich aut używanych szukają Polacy W 2013 będzie 2 miliardy smartfonów SAP Story: podróż Mercedes-Benz Polska od planowania aż po rozliczenia wydatków w HR