Home Po godzinach Sztuczna inteligencja spakuje ci walizkę. Ale czy wybierze dobry hotel?

Sztuczna inteligencja spakuje ci walizkę. Ale czy wybierze dobry hotel?

0
0
20

Siedzę wieczorem z telefonem i próbuję wymyślić, dokąd w tym roku pojechać na urlop. Nie mam daty, nie mam kierunku, mam tylko mgliste poczucie, że chcę gdzieś, gdzie jest ciepło i nie za drogo. Kilka lat temu skończyłoby się to godziną klikania po porównywarkach lotów i kartkach papieru z notatkami. Dziś wystarczy wpisać zdanie w okienko czatu i czekać, aż algorytm zaproponuje mi wakacje.

Właśnie taką obietnicę składa Skyscanner, wprowadzając na lato nowy zestaw narzędzi opartych o sztuczną inteligencję. I trzeba oddać sprawiedliwość — to nie jest pojedynczy gadżet, tylko cała seria zmian: od wyszukiwania kierunków językiem naturalnym, przez planowanie tras samochodowych, po śledzenie lotów na żywo i rozbudowany system wykrywania obniżek cen.

Wyścig, w którym nikt nie chce zostać w tyle

Zanim jednak zachwycimy się nowoczesnością, warto spojrzeć na kontekst. Skyscanner nie jest tu pionierem — jest jednym z kilku graczy, którzy w tym samym roku wpadli na identyczny pomysł. Google uruchomił swoje Flight Deals ze sztuczną inteligencją w styczniu, Kayak dorzucił własnego czatbota do wyszukiwania ofert, a Mindtrip poszedł nawet o krok dalej i pozwala rezerwować loty bez wychodzenia z aplikacji. To nie jest więc przełom — to raczej moment, w którym cała branża jednocześnie doszła do wniosku, że okienko czatu sprzedaje się lepiej niż formularz z datami.

Warto to zapamiętać, bo zmienia sposób, w jaki czytamy komunikat firmy. Kiedy Skyscanner mówi o „innowacyjności, która od 20 lat jest sercem misji”, to w praktyce znaczy: nadążamy za konkurencją, i to całkiem sprawnie.

Co faktycznie zmienia się w praktyce

Nowa funkcja Explore with AI pozwala opisać wyjazd zwykłym zdaniem — „tanie loty do Japonii w grudniu” — i dostać propozycje kierunków razem z cenami, pogodą i komentarzem w stylu „wrzesień bywa o 24% tańszy niż grudzień”. To akurat ma sens: zamiast przeklikiwać kalendarz dzień po dniu, dostajemy gotową podpowiedź, kiedy jechać taniej. Na razie działa tylko w wersji anglojęzycznej, więc polski użytkownik poczeka.

Drugie narzędzie, planer tras samochodowych, jest ciekawszy, bo dotyczy czegoś, czego porównywarki lotów zwykle nie ruszały — logistyki podróży autem. Podajemy miejsce odbioru wynajętego samochodu, daty i styl podróżowania (widokowa, kulinarna, kulturowa, aktywna albo spokojna), a system układa trasę z przystankami i podpowiada wynajem auta dopasowany do charakteru wyjazdu. To jest dokładnie ten rodzaj planowania, który zwykle zajmuje wieczór z mapą i dziesięcioma otwartymi kartami w przeglądarce. Na razie dostępny tylko na komputerach, w fazie testów.

Do tego dochodzi żywe śledzenie lotów — bramki, terminale, taśmy bagażowe, status w czasie rzeczywistym — czyli funkcja, której większość z nas i tak szuka osobno w aplikacji linii lotniczej albo na tablicy odlotów. Jej realna wartość to mniej otwartych aplikacji na telefonie, nie żadna rewolucja.

Liczby, które warto czytać z dystansem

Skyscanner chwali się, że 60% użytkowników testujących Explore with AI kliknęło dalej, żeby zobaczyć konkretne loty. Brzmi imponująco, dopóki nie doczytamy, że to wynik testu na 14 tysiącach osób prowadzonego przez tydzień na przełomie kwietnia i maja — dane własne firmy, nikt z zewnątrz ich nie audytował. Podobnie funkcja DROPS, wyłapująca spadki cen o co najmniej 20%, ma teraz pokazywać „do +822% więcej ofert dziennie” — ale to porównanie dwóch konkretnych tygodni, nie stała poprawa, którą poczujemy przez cały sezon.

Tu warto postawić obok czegoś, co akurat nie pochodzi z materiału prasowego. Niezależny ranking Frommer’s, który w tym roku porównał 18 wyszukiwarek lotów na 32 realnych trasach, umieścił Skyscannera na drugim miejscu — tuż za Momondo, ale przed wszystkimi dużymi biurami podróży. To ciekawsza informacja niż jakikolwiek procent z komunikatu prasowego, bo mówi coś o realnej skuteczności w wyszukiwaniu dobrych cen, a nie o tym, jak firma sama się ocenia.

Puenta

Cała ta seria nowości nie jest oszustwem ani pustym marketingiem — to po prostu naturalny etap wyścigu, w którym każda porównywarka lotów dokłada czatbota, bo inaczej wygląda na spóźnioną. Wartość dla podróżnego jest realna, ale skromniejsza niż sugeruje komunikat: mniej klikania, trochę więcej podpowiedzi, jedna aplikacja zamiast pięciu otwartych kart. Jeśli szukasz dobrej ceny na bilet, Skyscanner i tak już to potrafił — zanim jeszcze dodał do tego sztuczną inteligencję.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Bielik przyspiesza. I to nie metafora

Fundacja SpeakLeash robi coś, co rzadko zdarza się w polskiej technologii: nie ogłasza pla…