Home Na czasie Zetki przestały się jarać AI. Zaczęły liczyć koszty

Zetki przestały się jarać AI. Zaczęły liczyć koszty

0
0
163

Jeszcze rok temu to Pokolenie Z było „twarzą” zachwytu nad sztuczną inteligencją. Memy, promptowanie, hackowanie nauki i pracy domowej, „AI zrobi mi wszystko”. Teraz ten obraz zaczyna się sypać. Z najnowszej edycji badania „AI Barometr 2026” wynika, że odsetek młodych dorosłych w wieku 18–31 lat z pozytywnym nastawieniem do AI spadł w zaledwie kilka miesięcy z 64 do 42 procent.

Ta sama generacja, którą przyzwyczailiśmy się nazywać „najbardziej cyfrową”, staje się jednocześnie najbardziej sceptyczna wobec cyfrowej rewolucji. I nie chodzi o bunt romantyków przeciwko maszynom. Bardziej o trzeźwe pytanie: kto zapłaci za konsekwencje?

W kraju, w którym 95 proc. społeczeństwa zna już pojęcie „sztuczna inteligencja”, lęk nie dotyczy samej technologii. Rośnie strach przed tym, co zrobi ona z rynkiem pracy, wiarygodnością treści i odpowiedzialnością za błędy algorytmów. Innymi słowy: to nie jest strach przed robotem. To jest strach przed tabelką w Excelu i pismem z HR.

Od euforii do ostrożności: gdy hype zderza się z arkuszem kalkulacyjnym

W trzecim kwartale 2025 roku 64 procent przedstawicieli Generacji Z deklarowało pozytywne podejście do AI. W pierwszym kwartale 2026 jest to już tylko 42 procent. Spadek o 22 punkty procentowe w tak krótkim czasie to nie jest kosmetyka – to zmiana nastroju.

Co ciekawe, w całej populacji Polaków obraz jest bardziej stonowany: niemal połowa badanych mówi, że AI jest użyteczna i pomocna. To słowo-klucz – użyteczna, niekoniecznie ekscytująca. Widać tu przejście od fazy „wow, to umie pisać wypracowania” do fazy „ok, ale co mi to robi z życiem zawodowym i tym, co widzę w sieci?”.

W tej układance Z-etki są osobnym przypadkiem. Z jednej strony to oni najlepiej rozumieją, jak technologia działa, bo praktycznie wychowali się w internecie. Z drugiej – to oni najmocniej widzą pęknięcia w narracji o nieskończonych możliwościach. Stąd rosnąca ostrożność i krytyczne spojrzenie, o którym mówi Barbara Krug, prezeska Zymetrii. Dla najmłodszych dorosłych AI przestaje być tylko „symbolem innowacji”. Zaczyna być czynnikiem ryzyka – dla bezpieczeństwa informacyjnego i kariery.

AI jako „coś samoświadomego”? Młodzi przesuwają granice wyobraźni

Interesujący jest jeszcze jeden wątek z badania: 13 procent Polaków postrzega AI jako technologię „samoświadomą, niezależną od człowieka”. W tej grupie dominują właśnie przedstawiciele Pokolenia Z.

To nie znaczy, że młodzi masowo wierzą, że ChatGPT ma duszę. Raczej, że granica między „narzędziem” a „podmiotem” zaczyna się im rozmywać. Im bardziej zautomatyzowane są procesy, im więcej dzieje się „pod spodem”, tym trudniej wskazać, gdzie kończy się człowiek, a zaczyna algorytm. Poczucie utraty kontroli nie rodzi się z filmów science-fiction, tylko z codziennego doświadczenia: nie wiesz, jak działa feed, ale wiesz, jak bardzo potrafi wciągnąć.

Do najczęściej wymienianych obaw należą manipulacja informacjami, trudność w ocenie prawdziwości danych i rosnące uzależnienie od technologii. Czyli dokładnie to, w czym Zetki są zanurzone od nastoletnich lat. Jeśli ktoś ma mieć na to alergię, to właśnie oni.

Kariera na wejściu kontra automatyzacja na wyjściu

Najmocniejszy niepokój dotyczy jednak pracy. I tu badanie mówi coś bardzo niewygodnego dla prostych narracji o „młodych, którzy wszystko robią z AI i się nie boją”.

O tym, czy ktoś korzysta z AI zawodowo, nie decyduje wiek, tylko stanowisko i staż. Najczęściej sięgają po nią osoby z ponad 10-letnim doświadczeniem, na wyższych szczeblach. To oni mają narzędzia, by wbudować AI w swoje procesy i nadal pozostać „nad” systemem, a nie „pod” nim.

Młodsi i mniej doświadczeni pracownicy są ostrożniejsi. I trudno im się dziwić. W ich rzeczywistości powtarzalne zadania – raporty, research, proste treści, podstawowe analizy – to pierwsza linia frontu automatyzacji. Dokładnie te obszary, które AI „lubi” najbardziej.

Barbara Krug zwraca uwagę, że wczesny etap kariery to czas zadań rutynowych i schematycznych. Z perspektywy technologicznej – idealny materiał do zastępowania algorytmem. Trudno w takiej sytuacji oczekiwać, że młody pracownik będzie na hasło „AI w firmie” reagował wyłącznie entuzjazmem. Tym bardziej, że w pakiecie dostaje jeszcze inne lęki: kto odpowie za błąd wygenerowany przez narzędzie? Czyja będzie wina, jeśli system źle „wymyśli” dane? Jak zadbać o bezpieczeństwo i poufność informacji, które przez tę technologię przepuszcza?

Z drugiej strony osoby na wyższych stanowiskach, ze stabilniejszą pozycją i silniej zdefiniowanymi kompetencjami, mają po prostu większe poczucie kontroli. AI jest dla nich wsparciem, nie konkurencją do tego samego krzesła.

Zawody „do wzięcia” i zawody „do zmartwienia”

Badanie dość wyraźnie pokazuje, że w oczach Polaków wpływ AI na rynek pracy nie będzie równomierny. Część profesji jest postrzegana jako szczególnie narażona na automatyzację – przede wszystkim zawody związane z twórczością artystyczną i obsługą klienta. To ciekawe, bo przez lata to właśnie „kreatywność” była przedstawiana jako bezpieczna przystań, czego maszyny „nigdy nie przejmą”. Dziś wiemy, że generatywne modele bardzo sprawnie imitują style i formy.

Po drugiej stronie są branże, które – w opinii badanych – mogą na AI tylko zyskać: medycyna, nauka, finanse. Tam technologia ma pełnić rolę dopalacza: pomagać w diagnozie, przyspieszać analizy, wspierać podejmowanie decyzji, ale nie wyrzucać człowieka z równania.

I jest jeszcze szeroka, dość nerwowa strefa pośrodku: programiści, graficy, marketing, dziennikarze. Zawody, w których AI może być zarówno trampoliną, jak i zderzakiem. Może odciążyć z monotonii, ale też obniżyć próg wejścia do tego stopnia, że część zadań przestanie wymagać specjalisty. Zetki doskonale to widzą, bo w dużej mierze właśnie w tych sektorach chcą – albo już próbują – pracować.

AI bez zachwytu: pragmatyzm zamiast wojny światów

Najciekawsze w „AI Barometrze 2026” jest to, że nie widzimy tam masowego buntu ani cyfrowej histerii. Widzimy pragmatyzację.

Polacy – a w szczególności młodzi dorośli – zaczynają traktować sztuczną inteligencję nie jak cudowną nowinkę, lecz jak infrastrukturę: coś, co będzie, co się będzie rozwijać, ale co trzeba nauczyć się obsługiwać z głową. Entuzjazm został zastąpiony pytaniami: kto ma nad tym kontrolę? Jakie są reguły gry? Kto odpowiada za szkody? Jaką część mojej pracy da się zautomatyzować – i co ja mam z tym zrobić?

Zetki nie odwracają się więc od technologii. One robią coś dużo dojrzalszego: przestają być darmowym działem marketingu dla AI i zaczynają sprawdzać paragrafy w umowie. To pokolenie, które najpierw pobawiło się zabawką, a teraz patrzy, czy ktoś nie próbuje nią właśnie zastąpić ich pierwszej pracy.

Pokolenie audytorów, nie marzycieli

Można oczywiście psioczyć, że młodzi są „przewrażliwieni”, że za dużo myślą o ryzykach, za mało o szansach. Ale prawda jest taka, że to oni pierwsi będą żyli na rynku, na którym AI nie jest ciekawostką, tylko standardem. To ich CV będą konfrontowane z algorytmami. To oni będą podpisywać dokumenty, pod którymi kryje się mieszanka ludzkich i nieludzkich decyzji.

Spadek z 64 do 42 procent pozytywnych opinii o AI w ciągu kilku miesięcy nie jest więc objawem „zmęczenia technologią”. To sygnał, że faza zachwytu się skończyła. Zaczyna się etap negocjacji: jak żyć z AI tak, żeby to było narzędzie, a nie wyrok.

I być może właśnie na tym polega nowa rola Pokolenia Z w tej historii. Nie mają już być jedynie pierwszymi użytkownikami nowych zabawek. Mają szansę stać się pierwszym pokoleniem, które powie sztucznej inteligencji: dobrze, że jesteś – ale teraz pokaż umowę, nie tylko demo.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…