Na czasieKto zapłaci za Polskę lokalną? > redakcja Opublikowane 12 czerwca 20260 0 6 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Sopot, koniec maja. Hotel Sheraton, ponad pięćset osób, dwadzieścia dwa panele w dwa dni. Konferencja PIKE 2026 — coroczne spotkanie branży telekomunikacyjnej i nadawców lokalnych — wyglądała jak każde inne wydarzenie tego formatu. Parlamentarzyści, regulatorzy, prezesi, mikrofony. Tylko że pod kurtuazją branżowych debat przebijał się jeden wspólny motyw, którego nikt nie nazwał wprost: dwie branże budujące lokalną Polskę — sieciową i informacyjną — działają w systemie, który je powoli wykańcza. Inwestor bez zyskuProf. Witold Orłowski, główny ekonomista PwC Polska, dostarczył liczb, które powinny zaalarmować każdego kto uważa, że internet w Polsce po prostu „jest” i zawsze będzie. Przychody sektora telekomunikacyjnego spadły realnie o około 22% w ciągu pięciu lat. W tym samym czasie firmy telko inwestowały 21% swoich przychodów w infrastrukturę — ponad trzykrotnie więcej niż wynosi średnia dla całej gospodarki. Za kilka lat branża będzie potrzebować kolejnych około 50 miliardów złotych na rozbudowę sieci.Przeliczmy to na język zrozumiały poza salą konferencyjną: sektor który utrzymuje w ruchu całą cyfrową gospodarkę — od płatności przez Teams po logistykę magazynową — zarabia coraz mniej i jednocześnie musi inwestować coraz więcej. To nie jest model biznesowy, to jest powolne zjadanie własnego kapitału.Ponad 70% ankietowanych operatorów uważa, że regulacji jest zbyt wiele. Ponad 60% wstrzymuje inwestycje z powodu niepewności regulacyjnej. I właśnie w tym momencie z Brukseli nadchodzi Digital Networks Act — dokument, który miał upraszczać otoczenie prawne zgodnie z postulatami raportu Draghiego. Liczy 377 stron.Michał Kobosko, europoseł Renew Europe, ostrzegał przed bezterminowymi licencjami na częstotliwości, które mogą trwale ograniczyć konkurencję. Prezes UKE Przemysław Kuna mówił wprost: nie chce więcej regulacji, poza absolutnie niezbędnymi. Obaj mają rację. Obaj są częścią systemu, który produkuje odwrotne skutki.Dziesięć procent widzów, zero procent reklamyKilka sal dalej toczyła się rozmowa pozornie z innego świata. XIV Forum Telewizji Lokalnych — telewizje, które docierają do 10% Polaków — ujawniło problem równie strukturalny, tylko mniej widoczny w danych makroekonomicznych.Lokalne stacje mają widzów. Nie mają przychodów z reklamy. Między lokalnym reklamodawcą a lokalną stacją stoi broker reklamowy, który kieruje budżety do ogólnopolskich kanałów i globalnych platform. Bez rzetelnych badań oglądalności lokalnej reklamodawca nie ma narzędzia żeby ocenić wartość emisji w regionalnej telewizji. Bez przychodów stacja nie ma środków na badania. Koło się zamyka.Do tego dochodzi historia programu „Bliska Kultura” — pierwszego w historii, który umożliwił lokalnym mediom ubieganie się o środki ministerialne. Brzmi jak przełom. W praktyce: zamiast oczekiwanych 300 wniosków wpłynęło 155. Powód? Formularz zaprojektowany dla organizacji pozarządowych, nie dla nadawców komercyjnych. Koszty emisji wyłączone z wydatków kwalifikowalnych. Brak definicji telewizji lokalnej w prawie — co oznacza, że instytucja, której program miał pomagać, formalnie nie istnieje.Anna Kobielska-Okrój, prezeska TV Proart, apelowała o wprowadzenie tej definicji, systemowe wsparcie i przełamanie monopolu brokerów. Postulaty słuszne i precyzyjne. Szanse na realizację — na razie nieznane.Ten sam problem, dwa piętraTelekomunikacja i media lokalne to pozornie oddzielne światy. Jedna branża kładzie światłowody, druga produkuje lokalny news. Ale w Sopocie obie mówiły o tym samym: o systemie, który nagradza skale i platformy, a karze tych którzy budują lokalnie.Operator regionalny inwestuje w infrastrukturę, płaci za regulacje i de facto współfinansuje z własnych przychodów część wydatków państwa na cyberbezpieczeństwo — bez adekwatnej rekompensaty. Lokalna telewizja dociera do swojej społeczności, ale nie może skutecznie sprzedać tej obecności reklamodawcy, bo rynek reklamowy jest skrojony pod zupełnie innych graczy.W obu przypadkach regulacje i struktury rynkowe działają przeciwko tym, którzy faktycznie budują lokalną tkankę — sieciową i informacyjną.Co z tego wynikaDla właściciela firmy w średnim polskim mieście ta konferencja mogła wydawać się odległa. Branżowe spory, unijne dokumenty, postulaty stowarzyszeń. Tymczasem stawka jest konkretna: jakość łącza w biurze za trzy lata i to czy lokalny dziennikarz napisze o problemie z dofinansowaniem dla jego branży, czy już nie będzie miał gdzie.Infrastruktura sieciowa i informacyjna nie bierze się znikąd. Ktoś musi w nią inwestować. Pytanie z Sopotu brzmiało: przy obecnych warunkach — kto i jak długo jeszcze będzie chciał.Related PostsPrzeczytaj również! Wszystko się zmieni – 5 zmian w 5 lat Wielkopolska ochrona danych Wiele miejsc, jedna firma, jedna sieć