Home Biznes Koszty pracy rosną, a rachunek i tak zapłaci Kowalski

Koszty pracy rosną, a rachunek i tak zapłaci Kowalski

0
0
198

Osiem na dziesięć firm spodziewa się dalszego wzrostu kosztów zatrudnienia. Pytanie nie brzmi już „czy”, tylko „o ile drożej”.

Są takie dane, które czyta się z lekkim niepokojem. Najnowsze zestawienie GUS za styczeń 2026 roku należy właśnie do tej kategorii. Przedsiębiorcy z niemal wszystkich branż mówią jednym głosem: koszty pracy rosną i będą rosły dalej. A skoro rosną – ktoś musi za to zapłacić.

Najgorzej jest w gastronomii i hotelarstwie (85 proc. firm widzi problem), transporcie i logistyce (83 proc.) oraz budownictwie (82 proc.). Handel, przetwórstwo – wszędzie podobnie. Na spadek kosztów liczy od 1 do 4 procent przedsiębiorców. Czyli praktycznie nikt.

Efektywność już nie wystarczy

Jeszcze kilka lat temu firmy radziły sobie klasycznie: lepiej zorganizować pracę, zautomatyzować co się da, wycisnąć więcej z tego, co mają. Dziś to przestaje działać.

– Koszty zatrudnienia przestały być zmienną, którą firmy mogą w krótkim czasie skompensować wzrostem efektywności – mówi Iwona Wieczyńska z Grupy Progres. I trudno się z tym nie zgodzić. Płace, składki, energia, paliwa – to wszystko rośnie jednocześnie. A możliwości „nadrabiania” są skończone.

Ceny pójdą w górę

Co robią firmy, gdy koszty rosną, a efektywność nie nadąża? Podnoszą ceny. W gastronomii planuje to 72 proc. przedsiębiorców. W budownictwie – 66 proc. W handlu detalicznym – podobnie.

To nie jest groźba. To prognoza. I dotyczy nas wszystkich – bo na końcu łańcucha zawsze stoi konsument z portfelem.

Prawo jako dodatkowy ciężar

Do tego dochodzą zmiany w przepisach. Od 2026 roku nowe zasady liczenia stażu pracy (umowy zlecenia, działalność gospodarcza), obowiązek podawania widełek płacowych w ogłoszeniach, raportowanie różnic wynagrodzeń między kobietami a mężczyznami, e-faktury, zmieniające się przepisy o zatrudnianiu cudzoziemców.

Każda z tych zmian z osobna – do ogarnięcia. Wszystkie naraz – to już poważne obciążenie, szczególnie dla mniejszych firm, które nie mają rozbudowanych działów HR i prawnych.

Tryb „poczekamy, zobaczymy”

Efekt? Firmy nie planują masowych zwolnień, ale też nie zatrudniają. Wchodzą w tryb wyczekiwania. W handlu detalicznym 22 proc. firm mówi o możliwej redukcji etatów. W przetwórstwie – podobnie. Zwiększać zatrudnienie chce kilka procent. Dominująca odpowiedź? „Nie mam zdania”. Co w praktyce oznacza: czekam, obserwuję, nie podejmuję decyzji, których nie muszę podejmować. Rośnie za to zainteresowanie pracą tymczasową – w 2024 roku pracowało tak ponad 700 tysięcy osób. Nie jako rozwiązanie awaryjne, ale jako element stałej strategii kadrowej.


Puenta? Taniej już było. A rachunek – jak zwykle – rozłoży się na wszystkich. Firmy zapłacą wyższymi kosztami. Pracownicy – niepewnością. Konsumenci – wyższymi cenami. Ekonomia nie zna darmowych obiadów. Nawet tych w firmowej stołówce.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…