Home Na czasie Wyprzedaż rocznika, czyli sto tysięcy aut szuka domu

Wyprzedaż rocznika, czyli sto tysięcy aut szuka domu

0
0
225

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w lutym radio zamienia się w jeden wielki salon samochodowy? „Wyprzedaż rocznika!”, „Ostatnie sztuki!”, „Rabaty do minus sto tysięcy!” – krzyczą spoty co pięć minut. I człowiek myśli: przecież właśnie ogłoszono rekord sprzedaży. 668 tysięcy nowych aut w 2025 roku, najlepszy wynik od ćwierć wieku. To kto tu komu co wyprzedaje?

No właśnie. Tu zaczyna się ciekawa historia.

Rekord rekordem, a place pełne

Okazuje się, że nawet rekordowy rok nie oznacza pustych placów. Bartosz Chojnacki z Superauto.pl szacuje, że na dealerskich parkingach stoi co najmniej 100 tysięcy niesprzedanych aut z rocznika 2025. Sześciocyfrowa liczba. Tyle samochodów czeka na kogoś, kto wreszcie obróci w nich kluczyk.

Skąd taki nawis? Fabryki produkowały pełną parą, bo popyt był świetny. Ale w międzyczasie na rynek wjechały chińskie marki – i to dosłownie z impetem. Polacy kupili w ubiegłym roku prawie 50 tysięcy „chińczyków”, cztery razy więcej niż rok wcześniej. BYD, Jaecoo, MG, BAIC, Chery – nazwy, które jeszcze niedawno brzmiały egzotycznie, dziś zabierają kawałek tortu europejskim markom.

Sztuczka z rejestracją

Jest jeszcze jedno zjawisko, o którym branża mówi półgłosem, a które pod koniec 2025 roku nabrało rozpędu. Na rynku pojawiło się sporo aut nowych, z zerowym przebiegiem, ale… już zarejestrowanych. Jak to możliwe?

Mechanizm jest prosty i cyniczny zarazem. Dilerzy rejestrują samochody na siebie, żeby wbić je w statystyki sprzedaży za dany kwartał. Dzięki temu wykazują lepsze wyniki i – co kluczowe – zapewniają sobie wyższe premie od importerów. Efekt? Udział takich „zarejestrowanych nowości” podskoczył do kilkunastu procent całej puli aut z rocznika 2025.

Potwierdzają to zresztą twarde dane: styczniowe rejestracje spadły o 9% rok do roku. Nie dlatego, że Polacy przestali kupować auta. Po prostu część samochodów sprzedanych w styczniu figurowała już w grudniowych statystykach.

Dla kupującego taki samochód ma jeden minus – gwarancja biegnie od momentu rejestracji, czyli traci się miesiąc, może dwa. Ale w zamian rabat bywa jeszcze większy niż na „czyste” auta wyprzedażowe. Kto umie liczyć, ten się nie obrazi.

Premium krwawi najbardziej

Jeśli kiedykolwiek marzyliście o Mercedesie klasy S, to jest wasz moment. Egzemplarz z ceną katalogową pod 867 tysięcy złotych można dziś kupić z rabatem przekraczającym 185 tysięcy. Dwadzieścia jeden procent taniej. Na Mercedesa.

Segment premium ma za sobą trudny rok. Dwucyfrowe wzrosty z poprzednich lat okazały się nie do utrzymania – luka cenowa między autami masowymi a premium zrobiła się zbyt duża i klienci zaczęli się zastanawiać, czy naprawdę potrzebują tego emblematu na masce. Średni rabat w tym segmencie wynosi teraz 77 tysięcy złotych, czyli 19% ceny katalogowej. Audi poszło jeszcze dalej – niedawno obniżyło ceny wybranych modeli o 28%. Haczyk? Oferta trwała trzy dni. Kto nie zdążył, ten płacze.

Porsche na elektrycznego Taycana daje 24% zniżki. BMW, Lexus – wszyscy walczą. W premium jest teraz jak na tureckim bazarze, tylko z lepszą kawą w salonie.

SUV-y ludowe i chińska nowość

W segmencie popularnym – gdzie rządzą SUV-y, bo w Polsce rządzi SUV – średni rabat to 24 tysiące złotych, czyli 15%. Skoda, Volkswagen, Cupra, Dacia – klasyka gatunku.

Ale prawdziwą ciekawostką są przeceny chińskich marek. Kilkanaście procent rabatu na auta, które i tak były tańsze od europejskiej konkurencji. Jak zauważa Oskar Jedliński z Superauto.pl, Chińczycy słyną z oszczędnej polityki rabatowej, więc 17% upustu to u nich coś naprawdę wyjątkowego. Do tego pakiety ubezpieczeniowe i opony „za złotówkę”. Kto szuka SUV-a i nie ma alergii na chińskie logo – warto rozejrzeć się teraz.

Wnioski dla rozsądnych

Wyprzedaż rocznika to jeden z tych momentów, kiedy rynek naprawdę gra na korzyść kupującego. Sto tysięcy aut na placach to sto tysięcy powodów, dla których diler powie „da się coś jeszcze dogadać”. Warto tylko pamiętać o kilku rzeczach: sprawdzić, czy auto nie było już rejestrowane (i ile gwarancji przez to ucieka), dopytać o dodatkowe bonusy – ubezpieczenie, opony, wyższe wyposażenie – i nie dać się ponieść emocjom, bo trzy dni promocji w Audi to nie przypadek. To presja.

A jeśli ktoś nie potrzebuje nowego auta? Cóż, przynajmniej wie, dlaczego radio znowu nadaje.

Dane i szacunki pochodzą z analizy Superauto.pl – największej platformy sprzedającej samochody przez internet.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…