BiznesSamochód, który jutro nie wjedzie do miasta > redakcja Opublikowane 22 czerwca 20260 0 20 Podziel się Facebook Podziel się Twitter Podziel się Google+ Podziel się Reddit Podziel się Pinterest Podziel się Linkedin Podziel się Tumblr Kupujesz używane auto dla firmy. Silnik sprawny, przebieg rozsądny, cena do zaakceptowania. Dobra transakcja — przynajmniej tak wygląda w dniu podpisania umowy. Dwa lata później okazuje się, że to auto nie może wjechać do centrum Krakowa. Za kolejne dwa lata — do Warszawy. Wartość rezydualna spada szybciej niż zakładałeś. Odsprzedaż staje się problemem. To nie jest scenariusz z przyszłości. To się dzieje teraz.SCT przestaje być ciekawostkąStrefy Czystego Transportu przez długi czas były w Polsce tematem na poziomie „w Europie Zachodniej mają, u nas pewnie też będą”. Teraz są. Warszawa uruchomiła drugi etap — poza centrum nie wjadą diesle starsze niż 17 lat (norma poniżej Euro 5) ani benzynówki liczące więcej niż 26 lat (poniżej Euro 3). Kraków poszedł dalej: od stycznia 2026 restrykcje obejmują niemal całe miasto i stawiają poprzeczkę wyraźnie wyżej.Dla właściciela firmy z flotą kilku aut to nie jest abstrakcyjny problem ekologiczny. To konkretne pytanie: które z moich samochodów za trzy lata będą bezużyteczne w miastach, do których jeżdżę najczęściej? I drugie pytanie, równie praktyczne: czy ktoś zechce je wtedy kupić?Wartość rezydualna pojazdu zależy od popytu. Popyt na auto, które nie wjedzie do centrum największych polskich miast, będzie niższy. To prosta arytmetyka, która jeszcze nie wszyscy wzięli pod uwagę przy kalkulacji kosztów floty.Rynek wtórny rośnie, ale ryzyko teżWedług danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA) rynek wtórny odpowiada za około 75% wszystkich transakcji kupna-sprzedaży pojazdów w UE. Używane auta kupuje 70–80% gospodarstw domowych. W firmach proporcje są podobne — szczególnie w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw, gdzie flota to zazwyczaj kilka aut kupowanych z drugiej ręki, a nie zamawiana w leasingu operacyjnym.Problem w tym, że standardowa weryfikacja używanego pojazdu — grubościomierz lakieru, baza VIN, przegląd przedzakupowy — nic nie mówi o tym, jak zmienią się przepisy za dwa lata i co to zrobi z wartością auta. To ryzyko regulacyjne, które dotąd nie było częścią kalkulacji przy zakupie samochodu. Teraz jest.Alternatywy, które zaczyna się liczyć inaczejRynek reaguje. Wynajem długoterminowy używanych aut — tak zwany re-leasing pojazdów poleasingowych — zaczyna być kalkulowany nie tylko przez pryzmat miesięcznej raty, ale właśnie przez pryzmat tego ryzyka. Firmy takie jak Arval oferują wynajem aut z udokumentowaną historią serwisową i wliczonym ubezpieczeniem, przenosząc ryzyko techniczne i — częściowo — regulacyjne na stronę wynajmującego. To nie jest rozwiązanie dla każdego i nie jest jedyne na rynku, ale kierunek myślenia jest trafny: zamiast kupować zasób, który może stracić na wartości szybciej niż zakładałeś, płacisz za mobilność przez określony czas.Dla właściciela małej firmy to może być lepsza kalkulacja niż wydaje się na pierwszy rzut oka — szczególnie jeśli firma działa w miastach, które właśnie zaostrzyły lub zaostrzają przepisy emisyjne.Jedno pytanie, które warto zadać przed zakupemZanim podpiszesz umowę na kolejne używane auto do firmy, warto zadać sobie pytanie, którego rok temu nikt nie zadawał: w jakiej strefie emisyjnej to auto będzie jeździć za trzy lata i czy wtedy jeszcze będzie mogło?To nie jest pytanie dla entuzjastów ekologii. To pytanie dla kogoś, kto nie chce tłumaczyć wspólnikom, dlaczego samochód kupiony jako okazja stał się problemem bilansowym.Related PostsPrzeczytaj również! Ruszyła wyprzedaż rocznika 2025. „Nieoficjalnie” Rejestracje – 700 tysięcy na horyzoncie Jakich aut używanych szukają Polacy