Home Biznes Podwyżka? Dzięki, ale to nie wystarczy

Podwyżka? Dzięki, ale to nie wystarczy

0
0
193

Co trzeci szef widzi, że ludzie w firmie odpuszczają. Prawie połowa pracowników przyznaje to samo. I wszyscy mówią jednym głosem: „no, średnio z tym zaangażowaniem”. W skali do dziesiątki – ledwo szóstka. Brzmi znajomo?

Kiedy praca przestaje mieć sens

Hays Poland zapytał prawie 700 osób, co by je zmotywowało. Odpowiedź? 40 proc. wskazało podwyżkę. Logiczne. Ale zaraz za nią – i tu robi się ciekawie – pojawiły się ciekawsze projekty i wsparcie ze strony szefa. Po 31 proc. każde.

Czyli co? Że pieniądze to nie wszystko?

Nie do końca. Pieniądze wszystkim – dopóki ich brakuje. Ale gdy masz już tyle, żeby normalnie żyć, zaczynasz pytać o coś więcej. O to, po co w ogóle przychodzisz do tej roboty. I tu zaczyna się problem większości firm.

Dlaczego ludzie odpuszczają

Pracodawcy widzą przyczyny: brak podwyżek, brak stabilności, za dużo pracy na za mało głów. Wszystko się zgadza. Ale to tylko powierzchnia.

Bo pracownik, który dostał podwyżkę, a dalej siedzi w zespole, gdzie nikt go nie docenia, gdzie projekty są nudne jak flaki z olejem, a szef komunikuje się wyłącznie przez Slacka – i tak odejdzie. Może nie od razu. Ale mentalnie? Już dawno wyszedł.

Agnieszka Czarnecka z Hays mówi wprost: podwyżka działa krótko, jeśli źródło problemu leży gdzie indziej. W konflikcie. W braku sensu. W poczuciu, że jesteś tylko trybem w maszynie, którą ktoś inny kręci.

Czego naprawdę chcą pracownicy?

Spójrzmy na dane. Poza pieniędzmi, ludzie wskazują:

  • Ciekawsze wyzwania – bo rutyna zabija szybciej niż wypalenie.
  • Wsparcie i docenienie – bo „dobra robota” raz na kwartał to za mało.
  • Możliwość awansu – bo perspektywa „za pięć lat będziesz robić to samo” to horror.
  • Stabilność – bo restrukturyzacje co pół roku niszczą zaufanie.
  • Work-life balance – bo nikt nie chce umierać w pracy.

Najmniej? Zmiana modelu pracy czy zmiana szefa. Co ciekawe – bo to znaczy, że ludzie nie uciekają od problemów. Oni chcą, żeby te problemy ktoś w końcu rozwiązał.

Co z tego wynika?

Że niskie zaangażowanie to nie choroba – to objaw. Objaw tego, że coś w firmie nie gra. Że kultura organizacyjna to hasło na slajdzie, a nie coś, co czujesz w codziennej pracy. I że jeśli firma myśli, że kupi sobie lojalność podwyżką – to się grubo myli. Podwyżka kupi ci czas. Może pół roku, może rok. Ale jeśli w tym czasie nic się nie zmieni – ludzie i tak odejdą. Albo co gorsza: zostaną, ale przestaną się starać.

Co z tym zrobić?

Hays sugeruje dialog. Rozmowę o potrzebach. Strategię rozwojową szytą na miarę. Brzmi pięknie. Ale w praktyce?

W praktyce to znaczy: słuchaj ludzi. Nie raz do roku na ankiecie zaangażowania, tylko na bieżąco. Pytaj, co ich frustruje. Co by chcieli robić inaczej. Jakie projekty ich kręcą. I – co najtrudniejsze – reaguj na to, co usłyszysz. Bo jeśli zapytasz, a potem nic się nie zmieni – będzie gorzej niż na początku.


Niskie zaangażowanie to nie problem pracowników. To problem firm, które zapomniały, że ludzie przychodzą do pracy nie tylko po pieniądze. Przychodzą po sens. Po rozwój. Po poczucie, że to, co robią, ma jakiekolwiek znaczenie. I dopóki firmy tego nie zrozumieją, będą się dziwić, dlaczego mimo podwyżek – ludzie i tak odchodzą.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…