Home Analizy Rekrutacyjny wyścig zbrojeń, czyli jak AI zaczęła grać sama ze sobą

Rekrutacyjny wyścig zbrojeń, czyli jak AI zaczęła grać sama ze sobą

0
0
161

 

Miało być prościej. Kandydat wysyła CV, algorytm je analizuje, rekruter dostaje wyselekcjonowaną listę, wszyscy oszczędzają czas. Piękna wizja. Tyle że rzeczywistość poszła w zupełnie inną stronę.

Bo jeśli wiesz, że Twoje CV przeczyta najpierw maszyna – to zaczynasz pisać pod maszynę. Dobierasz słowa kluczowe, formatujesz tak, żeby parser sobie poradził, usuwasz wszystko, co algorytm mógłby uznać za szum. A potem, dla pewności, przepuszczasz całość przez ChatGPT, który „zoptymalizuje” Twoje doświadczenie. I nagle okazuje się, że 25% CV może być do 2028 roku na tyle przeredagowanych przez AI, że będzie można je uznać za fałszywe. To nie moja prognoza – to dane Gartnera.

Po drugiej stronie siedzi rekruter. Też ma swoje narzędzia. System ATS, który filtruje aplikacje. Algorytm oceniający dopasowanie kompetencji. Czasem jeszcze AI analizująca ton wypowiedzi na rozmowie wideo. I ten rekruter patrzy na kandydata, który nauczył się mówić to, co – jego zdaniem – algorytm chce usłyszeć.

Mamy więc sytuację, w której dwie sztuczne inteligencje prowadzą ze sobą negocjacje, a ludzie stoją z boku i zastanawiają się, o co właściwie chodzi.

Efekt bycia ocenianym przez robota

Naukowcy z PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences) opisali zjawisko, które nazwali „efektem bycia ocenianym przez AI”. Brzmi abstrakcyjnie, ale mechanizm jest prosty: kiedy ludzie wiedzą, że ocenia ich algorytm, zaczynają się zachowywać inaczej. Eksponują cechy, które – jak sądzą – są faworyzowane przez maszynę. Wygładzają odpowiedzi. Unikają niuansów. Stają się bardziej przewidywalni.

Problem w tym, że rekrutacja powinna działać odwrotnie. Powinna wyławiać różnice, szukać dopasowania między konkretnym człowiekiem a konkretnym stanowiskiem. A nie produkować kandydatów zoptymalizowanych pod uśredniony algorytm.

Tylko 26% kandydatów wierzy, że automatyczna ocena ich aplikacji jest sprawiedliwa – wynika z badania Gartnera. Jednocześnie ponad połowa zakłada, że ich CV i tak przeczyta najpierw maszyna. Co robią? Grają. Dostosowują się. Próbują przechytrzyć system.

I trudno im się dziwić.

Firmy też nie wiedzą, po co im ta AI

Można by pomyśleć, że przynajmniej pracodawcy mają jasność. Że wdrażają AI z konkretnym celem, mierzą efekty, wyciągają wnioski. Otóż nie do końca.

Według danych S&P Global, 46% projektów AI jest porzucanych między fazą pilotażu a pełnym wdrożeniem. Niemal połowa. A odsetek firm, które rezygnują z ponad połowy swoich inicjatyw AI, wzrósł w ciągu roku z 17% do 42%.

To nie jest historia o tym, że firmy boją się technologii. To historia o tym, że wdrażają ją bez pomysłu na to, co właściwie chcą osiągnąć. Kupują narzędzie, bo „wszyscy kupują”. Uruchamiają pilotaż, bo „trzeba być innowacyjnym”. A potem projekt umiera, bo nikt nie zadał podstawowego pytania: jaki problem to ma rozwiązać?

Katarzyna Konieczna-Michałek z Top Employers Institute ujmuje to celnie: „Problemem nie jest to, że firmy wdrażają AI zbyt wolno, lecz że robią to bez refleksji nad efektem”. Sukces AI – dodaje – nie powinien być mierzony tempem wdrożenia, ale jakością decyzji, które ludzie podejmują przy jej wsparciu.

Polska: ostrożność czy rozsądek?

Jest w tym wszystkim jeden ciekawy polski akcent. Według raportu World of Work Trends 2026, niemal połowa polskich pracodawców (49%) systematycznie ocenia swoje wdrożenia AI pod kątem wpływu na pracowników. Globalnie robi to 40% firm. Podobnie z zasadami etycznymi – wdrożyło je 48% polskich przedsiębiorstw wobec 45% na świecie.

Można to czytać dwojako. Albo jesteśmy ostrożniejsi, bo mniej ufamy technologii. Albo mądrzejsi, bo nauczyliśmy się, że samo wdrożenie to za mało. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku – ale sam fakt, że polskie firmy częściej niż średnia światowa zadają sobie pytanie „czy to działa tak, jak powinno?”, jest warty odnotowania.

Rekrutacja jako poligon doświadczalny

Rekrutacja to pierwszy obszar, w którym napięcia wokół AI stały się naprawdę widoczne. Ale to dopiero początek. Te same pytania – o przejrzystość, o rolę ludzkiego osądu, o granicę między wsparciem a zastąpieniem – będą wracać wszędzie tam, gdzie algorytm pomaga podejmować decyzje dotyczące ludzi. Awanse, oceny pracownicze, planowanie ścieżek kariery.

Top Employers Institute proponuje podejście, które nazywa „AI with intent” – AI z intencją. Brzmi jak slogan, ale kryje się za tym coś konkretnego: zanim wdrożysz narzędzie, odpowiedz sobie na trzy pytania. Gdzie AI realnie wspiera lepsze decyzje? W których momentach niezbędny jest ludzki osąd? I jak zapewnić przejrzystość całego procesu?

Proste pytania. Tylko że większość firm ich nie zadaje.

Zamiast puenty

Nie chodzi o to, żeby wycofać się z technologii. AI w rekrutacji zostanie – i dobrze, bo potrafi odciążyć ludzi od żmudnej roboty. Problem zaczyna się wtedy, gdy technologia przestaje być narzędziem, a staje się celem samym w sobie. Gdy kandydaci piszą CV dla algorytmu, a nie dla człowieka. Gdy firmy wdrażają AI, bo „wypada”, a nie dlatego, że wiedzą, po co.

Wyścig zbrojeń ma to do siebie, że na końcu przegrywają wszyscy. W rekrutacji przegranymi są kandydaci, którzy nie mogą pokazać, kim naprawdę są. I pracodawcy, którzy nie potrafią tego zobaczyć.

Może czas przestać się ścigać i zacząć rozmawiać. Tylko że do rozmowy potrzeba dwóch ludzi. Nie dwóch algorytmów.


Źródła: Raport World of Work Trends 2026 (Top Employers Institute), badanie Gartner (3 290 kandydatów), dane S&P Global, Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS).

 

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Firma kupiła AI. Zmiana jeszcze nie zaistniała.

Gdzieś w Polsce jest prezes, który na ostatnim spotkaniu zarządu powiedział, że jego firma…