Home Na czasie AI w szkole: między powerpointem a krytycznym myśleniem

AI w szkole: między powerpointem a krytycznym myśleniem

0
0
405

Dwie konferencje o sztucznej inteligencji w edukacji. Dwa różne światy, ale ten sam problem: jak sprawić, by AI w szkole była czymś więcej niż tylko modnym hasłem na slajdach?

Wizja kontra rzeczywistość

Na konferencji, organizowanej przez Centrum Nauki Kopernik i ministerstwo, padają słowa o „sprawczości ucznia” i „krytycznym myśleniu”. Mówi się o tym, że AI może zagrozić podstawowym umiejętnościom, ale też – jeśli szkoła nie przejdzie obok niej obojętnie – może stać się narzędziem do ich rozwijania. Plan jest ambitny: pracownie AI i STEM, kursy dla nauczycieli, uczeń jako badacz i twórca.

Pani Minister Barbara Nowacka w swojej wypowiedzi podkreślała, że AI już jest w szkołach i pytanie nie brzmi „czy”, ale „jak” będziemy jej używać. Zwracała uwagę na to, że każda nowa technologia budziła obawy, ale kluczową kompetencją młodych ludzi jest krytyczne myślenie, bez którego każda informacja może być fejkiem lub halucynacją AI. To właśnie ono ma być tarczą w cyfrowej rewolucji.

Jednak rzeczywistość jest inna. Badania NASK pokazują:

  • 75% nauczycieli nie używa AI zawodowo.
  • 6% używa regularnie.

Tam, gdzie AI się pojawia, najczęściej pełni role „giermka” (tworzenie scenariuszy, quizów) lub „sekretarza” (pomoc w administracji, mailach). To oszczędza czas nauczycielom, ale – co kluczowe – nie zmienia dynamiki relacji uczeń-nauczyciel. Uczeń pozostaje biernym odbiorcą.

Eksperci wskazują na trzy poziomy wykorzystania AI w edukacji:

  1. Administracja i samopomoc: Automatyzacja biurokracji, oszczędność czasu.
  2. Tworzenie materiałów: Generowanie scenariuszy, kart pracy, prezentacji.
  3. Praca z uczniem: Projekty badawcze, rozwijanie krytycznego myślenia, współpraca, etyka.

Problem? Poziom trzeci, najbardziej wartościowy edukacyjnie, jest jednocześnie najbardziej zaniedbany w ofercie szkoleń i materiałów dla nauczycieli. Rynek zalewają poradniki o tym, jak „odzyskać 5 godzin tygodniowo”, a brakuje tych, które uczą, jak z AI budować głębokie projekty z uczniami.

Centrum Nauki Kopernik przedstawiło konkretną wizję, jak to zmienić. Ich projekt ma na celu nauczenie wykorzystywania AI w taki sposób, aby rozwijała kompetencje analityczne, samodzielne myślenie i kreatywność. Kluczowe elementy to:

  • Doposażenie szkół w pracownie AI i STEM.
  • Rozwój kompetencji nauczycieli poprzez kursy i dostęp do ekspertów (z CNK i środowiska naukowego).
  • Skupienie na podmiotowości i sprawczości ucznia, tak aby był on samodzielnym odkrywcą, badaczem i twórcą, a AI wspierała ten twórczy aspekt pracy.
  • Skalowanie projektu poprzez zintegrowaną platformę edukacyjną, początkowo w stu szkołach podstawowych i stu ponadpodstawowych.

To właśnie ta wizja, stawiająca na ucznia jako aktywnego operatora AI, a nie tylko biernego konsumenta treści, stanowiła konkretny plan działania, którego brakowało w innych dyskusjach.

Liczby kontra sens

Na drugiej konferencji, zorganizowanej przez giganta technologicznego – Microsoft, dominują liczby i plany: milion przeszkolonych, 80% obywateli z kompetencjami cyfrowymi do 2035 roku. Brzmi imponująco, ale rodzi pytania:

  • Co oznacza „zaangażowany” w rozwój kompetencji AI? Czy to kliknięcie w link, czy realne użycie narzędzia?
  • Jak uczyć promptowania i krytycznego myślenia, skoro 70% uczniów ma problem z czytaniem ze zrozumieniem? Bez tego AI to tylko „kopiuj-wklej” i bezrefleksyjna wiara w to, co wygeneruje algorytm.

W obu miejscach pojawia się ten sam dylemat: uczniowie nie potrzebują instrukcji obsługi AI, bo już jej używają. Potrzebują kogoś, kto nauczy ich, kiedy z niej nie korzystać i jak weryfikować jej „halucynacje”.

Zakazy nie działają, co działa?

Wątek uzależnień i smartfonów w szkołach również przewija się przez obie konferencje. Panuje zgoda: zakazy nie rozwiązują problemu. Szkoły mają swobodę w regulowaniu użycia telefonów, ale brakuje systemowych rozwiązań, które uczyłyby mądrego korzystania z technologii. Pojawiają się pomysły na polskie rozwiązania, takie jak pady bez ekranów czy grywalizacja. To może być pomocne, ale bez zmiany metodyki nauczania, to tylko kolejny gadżet, a nie rewolucja.

Nie „outcome”, tylko kim ma być uczeń

Między centrami danych a szkolnymi ławkami leży przepaść. Nauczyciel ma 26 godzin lekcyjnych, stos kartkówek i często brak czasu na kursy o promptowaniu. Uczeń ma TikToka, Snapchata i AI w kieszeni. Obie konferencje, mimo różnic w tonie i podejściu, zbiegają się w jednym: krytyczne myślenie jest kluczowe. Ale brakuje konkretnych odpowiedzi na pytanie: jak to zrobić?

AI już jest w szkole. Pytanie nie brzmi „czy”, ale jak. I – ważniejsze od każdego KPI – kim ma być uczeń, który dziś uczy się z AI:

  • jak ma sobie radzić w pracy,
  • jak ma podejmować decyzje jako obywatel,
  • jak ma oddzielać prawdę od halucynacji w świecie, gdzie wszystko generuje się „w sekundę”.

Jeśli AI ma być tylko narzędziem do oszczędzania czasu dorosłym, to będzie to terapia dla systemu, a nie prawdziwa edukacja. Jeśli jednak skupimy się na rozwijaniu sprawczości ucznia, ucząc go weryfikacji, badania i krytycznego myślenia z AI, wtedy sztuczna inteligencja może stać się tym, czym wszyscy chcemy, by była: narzędziem do budowania lepszej przyszłości.

Na razie mamy milion przeszkolonych, setki szkół w pilotażach i bardzo mało odpowiedzi na jedno, proste pytanie: jakiego człowieka chcemy wypuścić ze szkoły w świecie, w którym AI jest zawsze w kieszeni?

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Nowe przepisy celne: czy logistyka przeniesie się do UE?

Z początkiem lipca weszły w życie przepisy dotyczące przesyłek spoza UE, które zmieniają z…