Home Na czasie Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o… dane

Kiedy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o… dane

0
0
80

Historia wyszukiwarki, analiza przyzwyczajeń zakupowych, informacje publikowane w mediach społecznościowych, logowanie przy użyciu imienia, nazwiska, adresu mailowego i więcej… w sieci znajdują się miliardy bitów danych, które są agregowane i analizowane – w sposób zupełnie legalny, bo jako konsumenci wyrażamy zgodę na te modele biznesowe gigantów technologicznych, w których za usługę, jako użytkownicy, płacimy prywatnością.

“Zapoznałem/am się z regulaminem i akceptuję jego treść” – to sformułowanie, z którym wielu z nas spotyka się na co dzień. A jak wielu z nas akceptuje regulamin bez zapoznawania się z jego treścią? Troska o to, jakimi informacjami dzielimy się korzystając z internetu powinna wejść nam w nawyk, zwłaszcza w cyfrowej rzeczywistości, w której dane będą wykorzystywane na coraz szerszą skalę.

Jako konsumenci w sieci, jesteśmy dziś coraz bardziej otwarci na dzielenie się swoimi danymi dla korzyści, które możemy dzięki temu osiągnąć. Robiąc zakupy u ulubionych marek, godzimy się na udostępnianie im swoich danych, zwłaszcza jeśli dzięki temu docelowo wpłynie to na lepsze doświadczenia, takie jak spersonalizowana oferta czy preselekcja oferowanych produktów w oparciu o konkretne potrzeby. Ta sytuacja ma jednak także drugą perspektywę – lista stu kontaktów do osób posiadających konkretną potrzebę (np. potrzebę schudnięcia, zakupu nowego samochodu czy sukni ślubnej) jest warta od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Te dane mogą pochodzić również z serwisów społecznościowych, z których reklamodawcy mogą wyczytać np. czy jesteśmy tuż po przeprowadzce do nowego mieszkania, a następnie oferować nam cały szereg usług, które odpowiadają naszemu profilowi i naszym potrzebom. Możemy zadać sobie pytanie: „czy ktoś ma prawo sprzedawać moje dane innym podmiotom?”, ale wówczas powinnyśmy odpowiedzieć sobie również na drugie pytanie: „czy przeczytałem/am regulamin każdego serwisu, z którego korzystam?”.

 Kupujący chętniej udostępniają dane konsumenckie niż osobowe

Badania Capgemini dotyczące zarządzania danymi konsumentów wykazały, że w przeciwieństwie do dużych koncernów technologicznych czy mediów społecznościowych, tylko niewielka część organizacji zajmujących się produktami konsumenckimi i detalicznymi ma mocne podstawy w zakresie podejmowania decyzji w oparciu o dane. To z kolei właśnie w tym obszarze konsumenci już dziś są gotowi udostępniać dużą ilość informacji. Firmy te muszą dołożyć starań, aby udoskonalić swoją infrastrukturę udostępniania i analizy danych oraz zachowań z nimi związanych.

Prawie połowa (45%) wszystkich kupujących deklaruje chęć udostępniania, za pośrednictwem ankiet, wywiadów i formularzy online, danych na temat tego, jak konsumują lub używają produktów. Ponad jedna trzecia kupujących (39%) deklaruje chęć udostępniania danych osobowych, takich jak dane demograficzne czy preferencje produktowe. W połączeniu z istniejącymi zestawami informacji, te nowe dane klientów mogą być bardzo cenne dla organizacji. Istnieje wiele obszarów, w których można zastosować analitykę. Aktualnie pojawiają się systemy skoncentrowane na uzyskiwaniu nowych spostrzeżeń. Polegają one na nakładaniu danych behawioralnych i celowych, które nigdy wcześniej nie były łączone, tak aby zobaczyć zupełnie nowe możliwości zaangażowania i rozwoju – na nowo modelując wykorzystanie danych w celu ożywienia rozwoju produktów lub usług i doświadczeń dla konsumentów.

Jako świadome społeczeństwo oczekujemy lepszego nadzoru

Duże organizacje technologiczne wiedzą, jak wykorzystywać nasze dane – na tym opierają się całe modele biznesowe. Jak wskazuje Polski Instytut Ekonomiczny, czołowe koncerny technologiczne gromadzą w tej chwili dane o polskich użytkownikach o wartości 6 miliardów złotych.

Zaawansowana analityka, sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe tworzą kombinację, która pozwala organizacjom, takim jak Facebook, przewidywać bardzo dokładnie nasze zachowania – nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy nietuzinkowi i nic nie ma wpływu na to, jak działamy. To wyniki badań wskazują, że jako jednostki funkcjonujące w sieci jesteśmy niezwykle przewidywalni. Wysoko zaawansowane systemy są w stanie dokładnie przewidzieć nasze działania i tendencje. To między innymi dlatego tak ważna jest dziś ostrożność.

  • Oczywiście trudno jest całkowicie uchronić się przed udostępnianiem danych – odebrałoby nam to możliwość korzystania z pewnych zasobów i usług. Niemniej jednak, ważne jest zachowanie uwagi i ostrożności oraz rzeczywiste zrozumienie celów, zasad działania i regulaminów serwisów. Do pewnego stopnia możemy kontrolować, kto i w jaki sposób wykorzystuje nasze dane osobowe – istnieją bowiem przepisy dotyczące ochrony prywatności, które wymagają od platform cyfrowych by informować, a w szczególności by uzyskać zgodę na dostęp do naszych danych i zanim zaczną np. sprzedawać je stronom trzecim. Oczywiście tę zgodę łatwo uzyskuje się od przeciętnego użytkownika, który staje przed wyborem „udostępniam dane lub nie korzystam z serwisu”. Tymczasem w konsekwencji dajemy serwisom możliwość legalnego korzystania z informacji o nas i to od danych rejestracyjnych po wiadomości prywatne w czatach. Jako Europejczycy jesteśmy uprzywilejowani, mamy bowiem możliwość wycofania naszej zgody i zażądania usunięcia lub ograniczenia przetwarzania naszych danych w dowolnym momencie. I choć takie decyzje odbierają możliwość korzystania z usług, to mimo wszystko – wciąż mamy wybór – komentuje Edward Gołda, Data Protection Officer w Capgemini Polska.

Jesteśmy społeczeństwem świadomym, które zdaje sobie sprawę z tego, że za dostęp do darmowych serwisów i informacji, najczęściej płacimy własną prywatnością – wg analiz Polskiego Instytutu Ekonomicznego, tę świadomość ma aż 77% Polaków. Jednocześnie 87% z nas twierdzi, że firmy technologiczne wiedzą o nas za dużo i powinny podlegać większej kontroli. Z badań wynika, że przeciętny polski użytkownik jest skłonny zapłacić nawet kilkanaście złotych za to, by największe koncerny technologiczne nie miały dostępu do jego danych i historii aktywności. Nic dziwnego – firmy te zbierają informacje o naszej pracy, poziomie dochodów, rasie, religii, poglądach politycznych i klikanych reklamach, a także te dane, takie jak numer telefonu, adres e-mail, lokalizacja i rodzaj używanych urządzeń. Wszystkie te informacje w najlepszym wypadku mogą być wykorzystywane przez reklamodawców, ale nie są to niestety jedyne osoby korzystające z wiedzy dostępnej w internecie. Dlatego tak ważne jest kontrolowanie tego, czym się dzielimy.

Dodaj komentarz

Przeczytaj również

Zatrudniasz bez dyplomu? Oto co musisz umieć zamiast niego.

Masz dwóch kandydatów na stanowisko specjalisty ds. sprzedaży. Jeden ma dyplom uczelni eko…